Tokio 2020. Patryk Dobek: Ten medal nie tylko na mnie robi wrażenie

Przemysław Franczak, Tokio
Patryk Dobek brązowym medalistą olimpijską w biegu na 800 m
Patryk Dobek brązowym medalistą olimpijską w biegu na 800 m Fot. Pawel Relikowski / Polska Press
- Trener był pewny, że będzie dobrze, za to ja miałem chwilę wątpliwości. Źle się czułem przed biegiem, trochę mnie bolała głowa - opowiadał po dekoracji najlepszych ośmiusetmetrowców Patryk Dobek. Brązowy medal Polaka to jedna z największych niespodzianek igrzysk, szeroko opisywana nie tylko w polskich mediach.

Dotarło do Pana, że jest medalistą olimpijskim? Bo wydarzyła się historia niezwykła. Chyba nie było podobnego przypadku, żeby ktoś przeszedł z 400 metrów przez płotki do 800 metrów i zdobył medal na igrzyskach.
Być może, nie analizowałem tego, ale skoro Jurij Borżakowski (mistrz olimpijski z Aten – red.) do mnie napisał i pogratulował mi medalu, to na bieżni musiało stać się coś naprawdę poważnego.

Sam z siebie tak napisał?
Tak, wysłał mi wiadomość z własnego konta, to było naprawdę miłe. Tym bardziej, że jeszcze w dniu finału oglądałem jego bieg z Aten, przyglądając się jak rozegrał go taktycznie. Rzeczywiście więc ten medal robi nie tylko na mnie duże wrażenie, jest kawałem historii.

A na trenerze Zbigniewie Królu też zrobił wrażenie, czy jednak on widział szansę na złoto?
Trener zawsze liczy na najwyższe cele, więc na pewno ma niedosyt. Natomiast nie zapominajmy, że pracuje z nim razem od jesieni. To jest naprawdę duże osiągnięcie, że w tak krótkim czasie udało mu się rozpoznać moje możliwości i wprowadzić skuteczne metody szkoleniowe. To jest dobry początek, nie można mieć wszystkiego tak od razu. Trzeba spokojnie do wszystkiego podchodzić, jedząc małą łyżką też się nasycimy. A trenerowi naprawdę dziękuję za to, że tak mnie przygotował. On był pewny, że będzie dobrze, za to ja miałem chwilę wątpliwości. Źle się czułem przed biegiem, trochę mnie bolała głowa. Ale gdy już wszedłem do callroomu, czyli do tego miejsca, gdzie już jesteśmy już sami, to tam się skupiłem i stwierdziłem, że teraz muszę to wykorzystać.

Po finale trener krzywił się trochę czy jednak był zadowolony?
Trener się cieszy, że ma w końcu ten swój pierwszy medal olimpijski, a ja się cieszę, że spełniłem jego oczekiwania. Zadowolony jest, naprawdę. Udało mi się go nawet przekonać, żeby dał mi dzień wolny, co jest zawsze trudne do do zrobienia, bo jednak trener jest konsekwentny i wymagający.

I na co przeznaczy pan ten dzień wolny? Zwiedzanie Tokio nie wchodzi w grę w pandemii.
Teraz mogę na spokojnie porobić sobie zdjęcia w wiosce. Nie robiłem tego wcześniej, nie wstawiałem nic w mediach społecznościowych, bo miałem na głowie na start i byłem też zajęty sprawami rodzinnymi (Dobkowi przed igrzyskami urodziła się córka – red.). Teraz więc na pewno będę chciał uczcić sukces, spędzić milo czas w gronie kolegów i koleżanek. Może będzie okazja spotkać się z innymi medalistami, pogratulować im, porobić wspólne zdjęcia.

Podczas igrzysk olimpijskich w Tokio polscy sportowcy zdobyli dotychczas 10 medali. Zobaczcie radość Biało-Czerwonych na zdjęciach naszego fotoreportera!DO KOLEJNYCH ZDJĘĆ MOŻNA PRZEJŚĆ ZA POMOCĄ GESTÓW LUB STRZAŁEK

10 chwil triumfu! Zobaczcie wszystkich polskich medalistów i...

Widział pan, co działo się podczas biegu w pańskim rodzinnym Osowie?
Tak, widziałem film w internecie ze strefy kibica. Szaleństwo. Rodzice mi mówili, że widzieli tam nieznajome osoby, które musiały przyjechać z innych miejscowości. Tam naprawdę działy się fantastyczne rzeczy. Ludzie wierzyli po prostu w ten sukces. Medal zaraz jedzie do Polski i będziemy świętować.

Zdarzały się na pańskiej drodze do olimpijskiego turbulencje. W kontekście nieudanych startów na igrzyskach w Londynie i Rio ten brąz wydaje się wręcz nierealny.
U każdego sportowca są gorsze lata, wzloty i upadki. Akurat po Rio chciałem już kończyć karierę, bo naprawdę źle się czułem, ale udało się wyjść z tego kryzysu. Natomiast tamte wszystkie olimpijskie starty dały mi doświadczenie, które mogłem wykorzystać w Tokio. Nic nie mogło mnie zaskoczyć, byłem przygotowany na wszystko.

Na pogodę również?
Tak, ja akurat lubię biegać w Azji. Poza tym Japończycy naprawdę świetnie dbają o sportowców, mieliśmy zapewnione zgrupowanie przed igrzyskami, aklimatyzacja przebiegła dobrze. Klimat jest specyficzny, ale wieczorem jest w miarę znośnie.
Wspominał Pan, że ten medal to dobry początek. Czyli są jeszcze potężne rezerwy?

Po prostu dobrze się czuję na tym dystansie, nie zniechęcił mnie. Wiedziałem, że wcześniej czy później nastąpi moment, w którym spróbuję pobiegać 800 m. Fajnie, że tak to wszystko się ułożyło i ruszyłem w zupełnie nową drogę. Teraz po prostu jest się z czego odbijać.

Trener Król podkreślał znaczenie pracy pana poprzednich szkoleniowców, była baza do budowania olimpijskiej formy.
Oczywiście, ja nie zacząłem trenować lekkiej atletyki jesienią 2020 roku. Mam za sobą już 12 lat w ogóle treningów. Zaczynałem u trenera Krzysztofa Szałacha, który po prostu mnie wprowadził do tego świata. Później Walentyn Bondarenko, u którego była już szkoła sprinterska i dobra technika biegu. A trener Król ogarnął całokształt, ale trzeba podkreślić, że takie przygotowanie na 800 metrów zawdzięczam tylko jemu.

Wytrzymałość też można zbudować w kilka miesięcy?
Jak najbardziej. Na pierwszym zgrupowaniu miałem duże problemy, pomimo tego, że naturalnie mam dobrą wytrzymałość. Ona była jednak zaburzona, trzeba ją było po prostu odtworzyć i oczyścić z kurzu. Prawda jest taka, że nie wytrzymywałem trenując w grupie z dziewczynami. To była jednak kwestia tygodnia-dwóch i wszystko wróciło do normy. Szybko przyzwyczaiłem się do specyficznego szkolenia i treningu trenera Króla. I po prostu wchodziłem na coraz wyższy poziom.

Adam Kszczot z trenerem Królem potrafił długo dyskutować o metodach treningowych, chodził do niego ze swoimi zapiskami. Pan też ma taki zeszyt?
To znaczy zapiski robię, ale odszedłem od zawracania głowy trenerowi. On ma swoją rolę, ja swoją. I wiem, że jest świetnym fachowcem, z ogromnym doświadczeniem. I pracuje sprawdzonymi metodami, bo jednak działały się nie tylko u Adama, ale też u innych biegaczy.

Dowodem na udaną współpracę jest ten medal na pańskiej szyi.
Tak, to była dobra decyzja. Tak się złożyło, że trener był wolny i podjął się tej współpracy. Mam nadzieję, że z jego perspektywy też było warto i jest zadowolony z tego sukcesu.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie