Uparty góralski pasterz z Krowodrzy

Marta Paluch
Ks. prałat Jan Dziasek przed swoim kościołem
Ks. prałat Jan Dziasek przed swoim kościołem Andrzej Banaś
Udostępnij:
Ks. prałat Jan Dziasek, 72-letni proboszcz u św. Jadwigi, szaleje na nartach, kipi energią. A swoją parafię tworzył od zera, w polu, 39 lat temu. 1 lipca przechodzi na emeryturę.

Kiedy ksiądz Dziasek śmiga po zboczu, koledzy na niego krzyczą. To samo gdy za daleko wypływa w morze. - Lubi taką ostrą jazdę. Zawsze gdzieś tam daleko był przed nami. Boimy się trochę o niego - przyznaje ks. Bronisław Fidelus, od 40 lat przyjaciel ks. Dziaska. Ale trzeba być ryzykantem, żeby postawić kościół na pustyni. A proboszcz od św. Jadwigi to zrobił. Może dlatego już koło czterdziestki był siwy?

30 dowodów w kieszeni
Kiedy przyszedł na parafię, po jednej stronie ciągnęły się pola pszenicy i zagony warzyw, po drugiej bloki. Ani kościoła, ani plebanii. Pustynia. Tylko ludzi nie brakowało. Ks. Dziasek wynajął więc kilka pokoi na salki katechetyczne, na zewnątrz postawił daszek i zaczął działalność.

Ludzie przez osiem lat przychodzili na msze pod chmurką. Lało, wiało, prażyło, śnieżyło, ale byli. - Komfortu nie mieliśmy, ale nie słyszałem, żeby ktoś zamarzł - mówi dr Antoni Dudek, historyk w IPN, parafianin. Pamięta za to, że pasterkę odprawiał dla nich sam kardynał Wojtyła. Potem ks. Dziasek kupił od handlarek parasole i rozpiął nad wiernymi. Msze były też w mieszkaniach.

- Na przykład u pani z pierwszej klatki przy ul. Stachiewicza, w garsonierze. Za ołtarz służył zwykły stół - wspomina Marian Tondyra, parafianin, który pomagał w budowie kościoła. Nawet w wojskowych blokach te mszy były. Gdy się dowódcy dowiedzieli, żołnierze mówili, że żona im kazała. Przez osiem lat władza nie zgadzała się na kościół. Były salki katechetyczne - jedna w piwnicy, druga w garażu. Gdy ustąpili w 1979 r., zaczęła się budowa. I kombinowanie. Ksiądz Dziasek w rubryce dowodu miał wpisane "stan wolny" zamiast "ksiądz". Tak było łatwiej. - Jeździłem z teczką, w niej 30 dowodów osobistych parafian. Kupowałem na nie cement, bo limity były pół tony na głowę - opowiada ks. Dziasek.

UB odwiedziło panią, której dowodu używał najczęściej. - Bunkier pani buduje? Na co pani 20 ton cementu? - pytali. Budowa odbywała się w prymitywnych warunkach. - Łopata, taczka, betoniarka. Maszyny nie dla nas - wspomina ks. Dziasek. Po sklepach kombinował gwoździe - tu kilo, tam dwa. I kościół stanął. Dziś jako jeden z nielicznych w Krakowie ma klimatyzację (od 10 lat!). Proboszcz dba o parafian.

- Stworzył nie tylko kościół, ale wspólnotę ludzi - podkreśla Antoni Dudek, któremu ks. Dziasek udzielał I komunii. - Choć pamiętam, że krótko nas trzymał. Trochę się go bałem, bo był siwy. Myślałem, że jeśli siwy, to musi być okropnie stary - śmieje się krakowski historyk. - Grzeczny, pobożny Antoś był. Z mamą do kościoła chodził - przypomina sobie ks. Dziasek. Jako małych chłopców pamięta też u komunii byłego rektora AGH Ryszarda Tadeusiewicza i ministra Mirosława Handke.

Dziś 700 dzieciaków gra w piłkę, kosza, siatkówkę w parafialnym klubie sportowym Jadwiga. Są dwie sale gimnastyczne. W kancelarii półki zawalone są pucharami. W podziemiach kościoła działa teatr.
Również plebania stoi jak Pan Bóg przykazał. W mieszkaniu proboszcza wygodne fotele, półki zapełnione książkami i okno na prawdziwy las w środku miasta. W ogródku leżaczek, grill i buda.

- Sam te drzewka sadziłem - podkreśla ks. Dziasek, próbując uspokoić podskakującego jak jojo Kuciusia. Mały szorstkowłosy jamniczek próbuje zębów na naszych rękawach. - Goście mi go rozpuścili. Prezent od parafian - tłumaczy się ks. Dziasek.

Choć mieszka tu wygodnie i lubi parafian, co roku jedzie daleko stąd z paczką przyjaciół. - Jest zwolennikiem ruszania się. I to piechotą - zaznacza jego przyjaciel, bp Tadeusz Pieronek. Dwa razy byli na Alasce. Chcieli spać na kole podbiegunowym w lipcu, ale ich zaśnieżyło. Tam ks. Fidelus złowił 40-kilogramowego halibuta. - Niestety, musieliśmy go później bardzo długo jeść, dzień po dniu - wzdycha bp Pieronek.

W Nowej Zelandii latali nad górami potężniejszymi niż Alpy. Na safari w Afryce oglądali lwy z kilku metrów. Ale lwy to nic, nie ruszają się. Natomiast kiedy na polskich księży ruszyło stado słoni... - Strach był, chociaż najgorsze są nosorożce. Jednak byliśmy spokojni, przyroda jest przyjazna człowiekowi - podkreśla bp Pieronek.

Toporem w drzwi
Od 1 lipca ksiądz Dziasek będzie emerytem. Na razie nie jest w stanie sobie tego wyobrazić.
Z czego jest najbardziej dumny? Z doprowadzenia do kanonizacji królowej Jadwigi w 1997 roku. Wierzy, że wymodlił to razem z parafianami. Może o niej opowiadać godzinami. - Mocna kobieta. I pobożna. Kiedy nie chcieli jej dopuścić do Wilhelma, z którym była zaręczona, wyrwała topór i rozwaliła furtkę. Jagiełłą też rządziła - opowiada. Kawałek jej przedramienia jest wbudowany w ołtarz kościoła. - Długosz pisze, że nie było piękniejszej w Europie - podkreśla.

W 2007 roku został najlepszym proboszczem w Polsce. - Bo to wyśmienity ksiądz jest. Pogadać można na wszystkie tematy. I nie ma na niego siły - kwituje Marian Tondyra.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Sąsiad
"Komfortu nie mieliśmy, ale nie słyszałem, żeby ktoś zamarzł - mówi dr Antoni Dudek, historyk w IPN, parafianin."
... nie mogę sobie przypomnieć nazwiska krakowskiego aktywisty ZSMP, który to podczas "szkolenia" w Tęgoborzy jeździł p ks. Dziasku jak łysej kobyle. Antek może Ty pamiętasz?
a
alka
Wspaniały proboszcz. Wspominam te czasy z rozrzewnieniem kiedy uczył mnie religii. Biegaliśmy pod tą "chmurkę" z radością
Dodaj ogłoszenie