31-letni Kubica ciągle nie zna swojej przyszłości w motosporcie, ale ten fakt nie przeszkodził mu należycie podejść do okolicznościowego startu we Włoszech.
Krakowianin wspiął się na najniższy stopień podium i może być z siebie zadowolony. Pierwszego dnia rajdu wygrał rywalizację w swojej klasie, dając się wyprzedzić tylko czterem rywalom w samochodach czteronapędowych. Przed nocnym finałem krakowianin wciąż przewodził w rywalizacji przednionapędówek, ale koniec końców znów nie uniknął pecha. Na ostatnim odcinku specjalnym Polak złapał gumę i poniósł dotkliwą stratę dwóch minut.
"Kapeć na ostatnim odcinku popsuł finał "włoskich wakacji" ale warto było zrobić ten postój w drodze na północ. Minęło sporo miesięcy, ale nic się nie zmieniło i ponownie spotkałem faceta, który swoimi umiejętnościami może zmienić wynik gry. Polityka to jednak nie temat dla mnie. Dzięki za doping jak zwykle" - napisał pilot Maciej Szczepaniak na swoim profilu na Facebooku.
O ogromnym pechu i nieszczęściu może mówić najszybszy w stawce Paul-Antoine Santoni. Na niespełna kilometr przed metą, na końcówce dojazdówki, w prowadzonego przez Francuza peugeota 208 uderzyło... cinquecento. Kierujący samochodem cywilnym nie zatrzymał się na znaku stop, w konsekwencji doprowadzając do wypadku. W wyniku kolizji Santoni nabawił się urazu kręgów szyjnych i trafił do szpitala z ogólnymi potłuczeniami.
Ciekawostką jest fakt, że na podium stanęli kierowcy, z których każdy siedział za "sterami" renault clio 1600.