Wisła Kraków. Krystian Wachowiak: Czuję się gotowy na grę w ekstraklasie!

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
wisla.krakow.pl
- W Chojnicach wszyscy zawsze starali się, żeby niczego nam nie brakowało, ale jednak Wisła to naprawdę wielki klub i różnica jest wyraźna. Znalazłem tutaj wszystko, co jest potrzebne dla zawodnika - mówi Krystian Wachowiak, nowy piłkarz Wisły Kraków, z którą kilka dni temu związał się umową do końca czerwca 2025 roku.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- Bardzo długo trwały negocjacje pomiędzy Chojniczanką i Wisłą Kraków w sprawie pańskiego transferu. Nie obawiał się pan, że może ostatecznie do niego nie dojść?
- Starałem się myśleć pozytywnie, ale oczywiście z tyłu głowy też pozostawało, że może coś się nie udać. Koncentrowałem się w takiej sytuacji po prostu na pracy i czekałem na rozwój wydarzeń. Ostatecznie wszystko skończyło się pomyślnie.

- Nie tylko Wisła była zainteresowana pana osobą. Również kilka innych klubów z ekstraklasy. Przenosiny do „Białej Gwiazdy” były dla pana priorytetem?
- Tak, od początku to, co zaproponowała mi Wisła, najbardziej mi się spodobało. Miałem w głowie, że to jest właśnie ten klub, do którego chcę iść.

- W niedzielę pierwszy raz siedział pan na ławce rezerwowych Wisły i oglądał z niej m.in. grę Macieja Sadloka w meczu z Jagiellonią Białystok. On co prawda zagrał w tym spotkaniu na środku obrony, ale wiadomo, że to przede wszystkim lewy defensor. Co pan sobie pomyślał, widząc jak gra konkurent do miejsca w składzie?
- Twardy orzech do zgryzienia… Oczywiście żartuję. Wiadomo, że Maciek zagrał bardzo dobrze w dwóch ostatnich meczach. Pozostaje mi jednak robić swoje na treningach i czekać na swoją szansę.

- Z drugiej strony obecność Sadloka w Wiśle, to dla pana szansa na naukę.
- Tak i muszę w tym miejscu podkreślić świetną postawę Maćka wobec mojej osoby. Rozmawiałem z nim, wprowadził mnie do szatni, do zespołu. Pytał mnie, czy czegoś nie potrzebuję. Jestem mu za to bardzo wdzięczny.

- Zostawmy na moment Wisłę. Zaczynał pan swoją przygodę z piłką w rodzinnej Bydgoszczy. Zawisza była naturalnym wyborem?
- Do Zawiszy trafiłem razem z bratem. To była inicjatywa taty i wujka Tomka, brata mamy, którzy widzieli, że uwielbiamy grać w piłkę na podwórku. Zaprowadzili nas na testy do Zawiszy. Zdaliśmy je, a ja początkowo musiałem grać w starszym roczniku. Chodziło o to, że treningi były rozłożone o różnych porach i tata nie był w stanie ze względu na pracę wozić nas obu na różne godziny. W klubie poszli nam jednak na rękę. Trener sprawdził tylko, czy będę dawał sobie radę ze starszymi kolegami. Dawałem, więc tak się zaczęło.

- Pański brat gra jeszcze w piłkę?
- Mikołaj niestety już nie gra. Musiał przestać, bo miał problemy z kolanami.

- To był czas, gdy Zawisza grał w ekstraklasie. Podawał pan piłki na meczach?
- Tak i pamiętam, że to była wielka frajda zobaczyć z bliska zawodników, których znało się wcześniej tylko z telewizji.

- Na meczach z Wisłą też pan podwał piłki? Bo jeśli tak, to w tamtych meczach grali pańscy koledzy z obecnej szatni - Rafał Boguski, Łukasz Burliga czy wspomniany już tutaj Maciej Sadlok.
- Niestety, akurat gdy Zawisza grał w Wisłą, to piłek nie podawałem. Pamiętam, że miało to miejsce w czasie meczów ze Śląskiem Wrocław, Legią Warszawa, Pogonią Szczecin czy Jagiellonią Białystok.

- Zanim trafił pan do Chojniczanki, zaliczył pan jeszcze dwa kluby w Bydgoszczy. Skąd brały się te zmiany?
- Do BKS-u Bydgoszcz zostałem wypożyczony, bo w Zawiszy były wtedy połączone dwa roczniki - 2000 i 2001. Trener stwierdził, że dobrze byłoby popracować nad warunkami fizycznymi i że na tamtą chwilę nie widzi mnie w zespole. Doszedłem zatem do wniosku, że trzeba coś zmienić. BKS Bydgoszcz był wtedy na tamte czasy klubem, który miała duże ambicje. Pojechałem tam na testy i zostałem. Bardzo mi się w tym klubie podobało. Mieliśmy naprawdę super kierownika, który bardzo o nas dbał. Pan Krzysztof Steltmann działał za ośmiu. Sam nie wiem, jak on to wszystko załatwiał, ale nie brakował nam praktycznie niczego. Jestem mu bardzo wdzięczy, bo również dzięki niemu tak dobrze wspominam ten klub.

- Do Zawiszy pan już nie wrócił, bo w klubie zaczęły się poważne problemy.
- Po degradacji Zawiszy nie było w tym klubie przez pewien czas drużyn juniorskich, dlatego trafiłem do CWZS-u, który przejął zarządzanie obiektami. Spędziłem w tym klubie 1,5 roku.

- I został pan wypatrzony przez Chojniczankę…
- Nie, tak nie można powiedzieć. To znów była bardziej inicjatywa mojego taty i wujka Tomka. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że szkoda zaprzepaścić te kilka lat treningów i trzeba zrobić krok do przodu. Chojnice były blisko, raptem 80 km od Bydgoszczy, dlatego doszliśmy do wniosku, że warto spróbować swoich sił w Chojniczance. Pojechaliśmy tam we dwójkę na testy z moim przyjacielem Stasiem Wędzelewskim. Bardzo spodobaliśmy się trenerowi, wynajęliśmy razem ze Stasiem pokój i tak zacząłem grać dla klubu z Chojnic. Trudno jednak mówić, że to oni mnie wypatrzyli.

- Raczej sam się pan zareklamował…
- Można tak powiedzieć. Zaczął się dla mnie dobry okres. W Chojniczance uzbierałem trochę meczów w I i II lidze. Myślę, że to przygotowało mnie, żeby zrobić kolejny krok i spróbować swoich sił w ekstraklasie. Czuję się na nią gotowy.

- Jest pan już od kilku dni w Krakowie. Jakie ma pan pierwsze wrażenia, jeśli porównuje pan warunki w Wiśle i Chojniczance?
- W Chojnicach wszyscy zawsze starali się, żeby niczego nam nie brakowało, ale jednak Wisła to naprawdę wielki klub i różnica jest wyraźna. Znalazłem tutaj wszystko, co jest potrzebne dla zawodnika. Ośrodek w Myślenicach zapewnia nam znakomite warunki. Jest wszystko, co potrzeba do odnowy, ale najważniejsze, że możemy na co dzień trenować na naturalnej, podgrzewanej nawierzchni, a nie na sztucznej czy zmrożonej. Wszystko jest bardzo profesjonalne. Nic tylko ciężko pracować i czekać na swoją szansę.

- Trenera Petera Hyballę jak pan odbiera?
- Jako bardzo profesjonalnego szkoleniowca. Jeszcze nie mieliśmy okazji bliżej się poznać, ale zostałem przez niego dobrze przyjęty. Już po pierwszych treningach widzę, że są one mocniejsze niż w Chojniczance. Nie to, że dla mnie za mocne, ale odczuwam różnicę. Trzeba będzie szybko się dostosować.

- Podpisał pan z Wisłą dość długi kontrakt, bo do 30 czerwca 2025 roku. Jaki jest jednak pański plan na te pierwsze miesiące w nowym klubie?
- Chcę grać, chcę wywalczyć swoje miejsce w drużynie, chcę „łapać” jak najwięcej minut. Chcę pokazać trenerowi, że warto na mnie postawić.

- Mówiliśmy już o ewentualnej rywalizacji w Maciejem Sadlokiem o miejsce na lewej obronie. Pan jednak może też grać na innych, bardziej ofensywnych pozycjach.
- Mogę, mogę. Na lewej obronie gram tak naprawdę dopiero od 1,5 roku. Wcześniej byłem przede wszystkim skrzydłowym. Występowałem na prawej, lewej pomocy, więc jeśli tylko trener będzie chciał mnie tam wystawiać, myślę, że sobie poradzę.

Tutaj znajdziesz więcej informacji o Wiśle Kraków

EKSTRAKLASA 2021: wyniki, tabela, terminarz

Najlepszy polski sędzia nie jedzie na Euro

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie