Zespół Bruk-Betu przestał grać po przerwie i punkty zostały w Płocku

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Materiały prasowe Bruk-Betu Termaliki
Piłkarze Bruk-Betu Termaliki przegrali w Płocku z miejscową Wisłą 0:1. Mecz miał dwa oblicza. Przed przerwą przeważali goście, w drugiej połowie lepiej prezentowali się „Nafciarze”, którzy przeprowadzili jedną skuteczną i decydującą o losach meczu akcję.

Pierwszy kwadrans to była typowa ligowa walka. Mnóstwo było starć w środkowej strefie, akcji przerywanych faulami, ale też niecelnych podań z obu stron. Ani Wiśle, ani Bruk-Betowi nie udało się uzyskać przewagi, nie było też groźnych sytuacji pod obiema bramkami, bo nawet jeśli jedna, czy druga akcja dobrze się zapowiadała, to ostatecznie sprawę wyjaśniali obrońcy.

„Słonie” nawet nieźle rozgrywały piłkę, ale jedynie w środkowej strefie boiska. Im bliżej było bramki Seweryna Kiełpina, tym wyglądało to gorzej. Pierwszy raz naprawdę groźnie zrobiło się w 19 min, gdy po podaniu Bartosza Śpiączki na strzał z dystansu zdecydował się Łukasz Piątek. Uderzenie było mocne, celne, ale blisko środka bramki, więc Seweryn Kiełpin poradził sobie bez większego problemu z obroną.

Ten strzał był jednak jak sygnał do bardziej zdecydowanej gry gości. Wkrótce stworzyli sobie dwie naprawdę dobre okazje do uzyskania prowadzenia. W 24 i 25 min w roli głównej wystąpił Bartosz Śpiączka. Najpierw po zagraniu Samuela Stefanika napastnik Bruk-Betu głową uderzył w poprzeczkę. Kilkadziesiąt sekund później z prawej strony podawał Kamil Słaby, a Śpiączka – mimo że był naciskany przez obrońcę – zdołał oddać strzał z nieco ponad pięciu metrów. Do szczęścia zabrakło dosłownie kilkadziesiąt centymetrów.

To był dobry fragment gry w wykonaniu podopiecznych Macieja Bartoszka, ale ich impet dość szybko wyparował. W jakimś stopniu przyczyniła się do tego przerwa w grze, spowodowana kontuzją Kamila Słabego, który musiał przedwcześnie zakończyć spotkanie, a w jego miejsce na boisku pojawił się Vitalijs Maksimenko.
Ostatnie minuty pierwszej połowy znów jednak stały pod znakiem przewagi „Słoni”. Kolejną dobrą okazję miał Bartosz Śpiączka, ale mimo iż miał przed sobą tylko Seweryna Kiełpina, strzelił wprost w bramkarza „Nafciarzy”.

Ci ostatni atakowali sporadycznie. Najgroźniej było w 40 min gdy na strzał z kilkunastu metrów zdecydował się Giorgi Merebaszwili. Jan Mucha co prawda tylko wzrokiem odprowadził piłkę, ale interweniować nie musiał, bo futbolówka nieznacznie minęła jego bramkę.

Generalnie jednak pierwsza połowa, choć zakończyła się remisem, toczyła się przez większą część przy przewadze Bruk-Betu. Piłkarze z Niecieczy mogli jedynie żałować, że nie udokumentowali jej przynajmniej jednym golem.

Druga połowa rozkręcała się powoli. Przez kilkanaście minut więcej było chaosu niż składnej gry. Pierwsi z tego marazmu wyrwali się gospodarze i to jak… W 58 min Dominik Furman ruszył dynamicznie lewą stroną, podał do Giorgi Merebaszwiliego, a ten natychmiast odegrał na środek do Nico Vareli. Urugwajczyk miał przed sobą już praktycznie pustą bramkę i szansy po prostu nie mógł zmarnować. To była pierwsza naprawdę groźna sytuacja gospodarzy w tym meczu.

Po stracie gola Bruk-Bet nie potrafił mocniej zaatakować. Ten gol lepiej podziałał na gospodarzy, którzy zwarli szyki, dobrze ustawiali się w obronie i nie pozwalali gościom na wiele, a sami szukali okazji na kolejne bramki. Jeśli po akcjach którejś ze stron było jakiekolwiek zagrożenie pod bramką, to właśnie wtedy, gdy atakowali „Nafciarze”. W tej drugiej połowie Bruk-Bet nie miał zupełnie pomysłu, jak skutecznie zaatakować. Nie było już sytuacji pod bramką Seweryna Kiełpina. Na nic zdało się również wprowadzenie na boisko ofensywnych piłkarzy – Gabriela Iancu, a następnie Jakuba Wróbla. Gospodarze spokojnie „dowieźli” nikłe prowadzenie do końca i mogli się cieszyć z trzeciej wygranej z rzędu.

Wisła Płock – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 1:0 (0:0)
Bramka: 1:0 Varela 58.
Wisła: Kiełpin – Stefańczyk, Łasicki, Sielewski, Reca – Furman, Szymański – Michalak (80 Stępiński), Varela (74 Stilić), Merebaszwili – Piątkowski (46 Kante).
Bruk-Bet: Mucha – Szeliga, Kecskes (64 Iancu), Putiwcew, Słaby (34 Maksimenko) – Kupczak, Piątek – Misak (85 Wróbel), Stefanik, Pawłowski – Śpiączka.
Sędziowali: Jarosław Przybył (Kluczbork) oraz Michał Obukowicz (Warszawa) i Michał Pierściński (Warszawa). Żółte kartki: Szymański – Kupczak, Maksimenko, Pawłowski. Widzów: 4898.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie