FLESZ - Nauczyciele mogą przenosić wirusa?
Do śmiertelnego wypadku doszło w sobotę po południu pod szczytem Pośredniej Grani. 31-letni Polak prawdopodobnie odpadł ze skały podczas wspinaczki i spadł 200 metrów w dół. Gdy ratownicy (zawiadomieni przez innych turystów) dotarli do niego, mężczyzna już nie żył.
Zaraz po wypadku Słowacy z Horskiej Zachrannej Służby (odpowiednik polskiego Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego) informowali na swojej stronie internetowej, że ich zdaniem zmarły Polak wspinał się na bardzo trudny szczyt bez odpowiednich umiejętności, a dodatkowo nie towarzyszył mu licencjonowany przewodnik górski. Tym samym zmarły łamał prawo, bo w tą część Tatr można wejść tylko z przewodnikiem.
Tragedia w Tatrach. Nie żyje 31-letni turysta z Polski. Spadł w 200 metrową przepaść
Takie stwierdzenie wywołało prawdziwą burzę. Na facebookowej grupie "Tatromaniacy" wiele osób pisało, że ratownicy HZS-u musieli się mylić. Osoby znające zmarłego 31-latka stwierdziły, że był on bardzo doświadczonym taternikiem, a Pośrednia Grań była jego ostatnim szczytem, by skompletować wejścia na Wielką Koronę Tatr (zbiór 14 szczytów z wysokością co najmniej 2438,4 m n.p.m oraz wznoszących się co najmniej 100 m nad przełęczą oddzielającą je od najwyższego szczytu w sąsiedztwie - przyp. red.).
Ale bzdury piszecie!!!!! Nie był sam i nie był niedoświadczony - był to jego ostatni szczyt z WKT i udało mu się go zdobyć (pośliznął się w drodze powrotnej) i miał cały sprzęt wspinaczkowy !!!!!! - pisze jedna z internautek.
Znałem gościa, to był doświadczony taternik. Jak ktoś nie zna sytuacji, to zamknąć m*** - dodaje kolejny.
I o ile tych ostatnich informacji nie można już dziś zweryfikować, to nikt z komentujących nie podważał faktu, że zmarły szedł bez przewodnika. Czy jednak na pewno?
Część słowackiego środowiska górskiego ma co do tego wątpliwości. Ludzie ci twierdzą, że w sobotę 7 września na Pośrednią Grań mogła wyruszyć większa wycieczka - ekspedycja złożona z Polaków. Świadczy o tym fakt, że tego samego dnia, już kilka godzin po tragicznym wypadku, do centrali HZS dotarła wiadomość, że na szczycie Pośredniej Grani utknęło sześciu innych turystów z Polski. Zdobyli szczyt, ale gdy zrobiło się ciemno, bali się ruszyć w dół. W tej sytuacji Słowacy upewnili się, czy wszyscy są odpowiednio wyposażeni, a następnie kazali Polakom biwakować na szczycie do rana.
Gdy nadszedł świt cztery osoby ruszyły samodzielnie w dół. Dwie pozostałe (45-letni mężczyzna i 44-letnia kobieta) miały jednak oznaki początków hipotermii i wyczerpania. HZS wyruszył po nich śmigłowcem i ostatecznie ze szczytu przetransportował do Starego Smokowca.
Jak pisze słowacki dziennik "SME" również i oni nie mieli wystarczającego sprzętu wspinaczkowego, by poradzić sobie na Pośredniej Grani. Co najważniejsze, nie towarzyszył im też wykwalifikowany przewodnik. Nawet gdyby ten był na miejscu to i tak 6-osobowa grupa łamałaby słowackie przepisy, bo tak dużą liczbę osób musiałoby prowadzić przynajmniej trzech przewodników z licencją.
Słowacy stawiają więc na teorię, że zarówno sześciu Polaków, którzy nocowali na szczycie, jak i zmarły wcześniej 31-latek mogli być uczestnikami tej samej ekspedycji. Być może zorganizowano ją jako tzw. "wyprawę partnerską" czyli taką, w której jeden z uczestników (np. członek Klubu Alpinistów) bierze ze sobą w góry inne osoby, choć nie ma uprawnień przewodnickich. Takie wyprawy są tańsze od tych organizowanych przez licencjonowanych przewodników, ale też o niebo bardziej niebezpieczne.
Które tatrzańskie schroniska karmią najlepiej? Sprawdzamy oc...
- Nieistniejące już tatrzańskie schroniska. Słyszeliście o nich?
- Koronawirus w Polsce [DANE, MAPY, WYKRESY]
- Parking pod Babia Górą w prokuraturze. Powstał nielegalnie
- Drożyzna nad morzem? Na Podhalu obiad zjesz za 15 zł
- Przyrodnicy uratowali przed utonięciem 500 susłów
- Urokliwe miejsca w Tatrach, gdzie nie będzie dzikich tłumów
