7000 kilometrów na pielgrzymkowym szlaku

Marek Podraza
Pani Halina Sendecka z Gorlic, na co dzień główna księgowa w Nadleśnictwie Gorlice, to nasz wyjątkowy pielgrzym. Na Jasną Górę szła po raz 23.

Żar lejący się z nieba, roztapiający się pod stopami asfalt, na stopach otarcia i pęcherze, nadludzki wysiłek i zmęczenie. To wszystko towarzyszyło naszym pielgrzymom, którzy przemierzyli blisko 300 km na Jasną Górę. W gronie pątników są ci wyjątkowi, którzy na pamięć znają pielgrzymkowy szlak. Do takich należy Halina Sendecka z Gorlic, która na Jasną Górę podążała już 23. raz. Dokładnie pamięta wszystkie swoje pielgrzymki. Każda była inna i każda wyjątkowa. Każdej też towarzyszyła inna intencja. Na pierwszą wyruszyła w 1992 roku.

- Trzynaście razy szłam z Pielgrzymką Tarnowską i dziesięć razy z Pielgrzymką Rzeszowską. Pamiętam jak dziś, jak wyruszaliśmy z Tarnowa 17 sierpnia 1992 roku, by 25 dotrzeć na Jasną Górę. Była to wówczas X Pielgrzymka Tarnowska, a w tym roku była już XXXIII. W naszej grupie z numerem 14 w grupie św. Świerada było około 300 osób. Prowadził nas ks. Stanisław Szwanenweld. Wówczas Gorlice należały do diecezji tarnowskiej i prawie wszyscy pielgrzymi szli z Pielgrzymką Tarnowską. Szczerze mówiąc, kiedy szłam pierwszy raz, miałam pewne obawy, czy będę w stanie pokonać setki kilometrów pieszo - opowiada pani Halina.

Wśród pielgrzymów byli wówczas tacy, co przeszli już 10 razy pątniczy szlak. - Nie bardzo mogłam to sobie wyobrazić. Nie mieściło mi się to nawet w głowie, że ktoś mógł dziesięć razy przejść dystans ponad 250 kilometrów. W pierwszy dzień mieliśmy do pokonania ponad 30 kilometrów. Miałam trzewiki, które okazały się mało wygodne i już po pierwszym dniu całe nogi miałam w bąblach. Nie był to jednak koniec moich zmartwień. Do plecaka włożyłam sok malinowy w plastikowej butelce. Wieczorem okazało się, że butelka z sokiem pękła i zalały się wszystkie ubrania. Byłam załamana i myślałam nawet o powrocie autobusem. Na noclegu u gospodarzy zrobiłam pranie, ale miałam świadomość, że nie ma szansy, aby wyschło do rana. Jakie było moje zdziwienie, gdy rano było wszystko wysuszone i wyprasowane. Gospodarze specjalnie zapalili w piecu, aby wysuszyć ubrania i jak tutaj nie mówić o Bożej i ludzkiej pomocy - wspomina.

I tak dzień po dniu z bolącymi nogami i popuchniętymi stopami podążała na Jasną Górę, a do dziś przechowuje wyjątkową pamiątkę z tej pielgrzymki "Śpiewnik pielgrzyma". Kolejne pielgrzymki na Jasną Górę prowadził ks. Jerzy Gondek - który był ich przewodnikiem. W 2004 po raz pierwszy wyruszyła z Pieszą Pielgrzymką Rzeszowską, z grupą bł. Karoliny, z którą wędruje do tej pory.

- W pamięci zawsze pozostaje mi stacja kolejowa w Miechowie. Był tam telefon i gdy dochodziliśmy, wszyscy chcieli dzwonić do domu i przekazać pierwsze informacje. Ustawiały się ogromne kolejki i normalne było, że nie wszyscy skorzystali z telefonu. Wysyłaliśmy kartki pielgrzymkowe, które nieraz przychodziły już po naszym powrocie. Miałam grupkę znajomych, z którymi pielgrzymowałam wiele razy, wśród nich moja przyjaciółka Józia Gucwa, która przemierzała ze mną pielgrzymi szlak 21 razy. Na tegorocznej pielgrzymce pielgrzymowałam z moją koleżanką Teresą Myszkowską, z którą 23 lata temu wyruszyłam po raz pierwszy - opowiada pani Halina Sendecka.

Gazeta Gorlicka

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie