Do normalnego życia wróciła dzięki bezdomnym zwierzętom

Magda Hejda
Magda ratuje zwierzęta i prosi dobrych ludzi o domy dla nich. Fot. Piotr Snoch
Krakowianka Magda bezdomnym zwierzętom pomagała od zawsze. To one pozwoliły jej wrócić do życia.

Proszę, zadzwoń później, właśnie łapiemy psa - powiedziała Magda, kiedy telefonowałam do niej kilka dni temu.

Losem zwierząt przejmowała się od zawsze. Nawet wtedy, kiedy prowadziła firmę, zatrudniała kilkanaście osób, pracowała od świtu do nocy. Wówczas przekazywała pieniądze tym, którzy je ratują, bo na nic więcej nie miała czasu.

W jej domu zawsze były trzy, cztery znajdy. W 2010 roku pomagała zwierzętom ze schroniska w Dyminach pod Kielcami, które zostało zamknięte w atmosferze skandalu, a potem przekazane Świętokrzyskiemu Towarzystwu Opieki nad Zwierzętami "Zwierzak". Wspierała finansowo, przesyłała budy, robiła zbiórki karmy, przewoziła psy do domów tymczasowych.

Któregoś dnia wyprowadziła na spacer Turbisia, potem odprowadziła go do boksu. Psiak przegryzł siatkę i pobiegł za nią. Ucieczka kosztowała go utratę dwóch zębów. - Nie miałam wyjścia, musiałam go zabrać do domu - wspomina Magda. Innym razem w schronisku wręczyli jej otyłą, starą suczkę. Mówili: - pożyje dwa, trzy miesiące ma bardzo chore serce.

- Pusia jest u mnie trzy lata i wcale nie wybiera się na drugą stronę - śmieje się Magda. W jej podkrakowskim domu mieszka jeszcze Dyzio, Siwson i Araszi. Zabrane z azylu, albo znalezione w fatalnym stanie. Kilka lat temu firma splajtowała. Magda załamała się. Zostały długi do spłacenia. Wpadła w depresję, łykała mnóstwo pastylek, nie była w stanie funkcjonować.

Na depresję nie ma czasu
- Do normalnego życia wróciłam dzięki bezdomnym zwierzętom - przyznaje Magda. - Nie było pieniędzy, ale miałam mnóstwo wolnego czasu, stworzyłam dom tymczasowy dla porzuconych i krzywdzonych czworonogów.

Mąż kupił mi pod Kielcami rozpadające się gospodarstwo. Zbutwiały, drewniany dom i stodoła nie nadawały się do zamieszkania. Jedyny murowany budynek to parnik - całe 12 metrów kwadratowych. Jedno pomieszczenie bez kuchni, łazienki. Nie było wody, prądu, kanalizacji. Dla psów wybudowałam kilka zadaszonych kojców - mówi Magda, której pomaga Piotr. Mężczyzna mieszka niedaleko i lubi zwierzęta. Jeśli znajdą psu dobry dom to jest dla nich największa radość.

Mimo okropnych warunków, Magda nie narzeka. Wie, że bez niej znajdki zginą. Dlatego musi zdobyć jedzenie, pieniądze na leczenie, sterylizacje, benzynę.

Zrujnowane zdrowie
Trzy zimy w wilgotnym parniku zrobiły swoje. Kręgosłup i stawy odmówiły posłuszeństwa. Magda przestała chodzić. Latem miała operację kręgosłupa. Robiła wszystko, żeby przed zimą znaleźć dobre domy dla blisko dwudziestu uratowanych psów. Po operacji stanęła na nogi, ale słusznie obawiała się, że kolejna zima w parniku do reszty zrujnuje jej zdrowie. Kilka zwierzaków trafiło do rewelacyjnych rodzin.

Ale przyjmowała nowe. Musiała pomóc. Maks koczował w lesie. Znaleźli go drwale, odkarmili, z gałęzi zrobili szałas. Wycinka skończyła się, pies został sam. - Zawiadomili mnie - opowiada Magda. - Jeździliśmy z Piotrem przez tydzień, ale pies na nasz widok uciekał, gdzie pieprz rośnie. Spróbowaliśmy jeszcze raz w nocy. Był zaspany, udało się.

Długa sierść od miesięcy posklejana odchodami i błotem - wielkie, ciężkie kule. Nie pozwolił się tknąć, pod kołtunami miał odleżyny i robaki. Dotyk sprawiał dodatkowy ból. Trzeba jeszcze trochę czasu, żeby zaufał ludziom. - Ale na nasz widok cieszy się, robi fikołki. Na razie można go głaskać tylko pod szyją i po głowie, o grzbiet nadal boi się - mówi Magda. - Musimy jeszcze nad nim popracować, chyba że znajdzie się osoba, która oprócz serca, ma też doświadczenie i trochę cierpliwości.

Od zaraz może zamieszkać z ludźmi Bruder - duży, biały pies, znaleziony w przydrożnym rowie. Na widok człowieka uciekał. Dziś to brat łata i świetny stróż, ale nie można go zamknąć w ogrodzie, Bruder musi mieć wstęp do domu, bo dla niego człowiek jest najważniejszy. Niedawno Magda znalazła dwie suki ze szczeniakami, jedną w przydrożnym rowie, drugą w lesie.

Potrzebne domy
Jeśli możecie przygarnąć Brudera, Maksa albo szczeniaka, dzwońcie pod tel. 535 815 820. Każda adopcja jest na wagę złota. Magda musi na jakiś czas wrócić do Krakowa, żeby ratować swoje zdrowie, znajdkami opiekuje się Piotr i Barbara - emerytowana nauczycielka, z którą poznały się przez internet.

Internet to też szansa na skuteczne szukanie domu dla zwierzaków. Niestety, wysłużony komputer ich opiekunki odmawia posłuszeństwa, jeśli ktoś może podarować sprawny laptop, prosimy o kontakt z Magdą (tel. 535 815 820). Pomóc można też wpłacając parę złotych na konto udostępnione przez Świętokrzyskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami "Zwierzak" nr konta: 68 1240 1372 1111 0010 2812 7861 z dopiskiem "PSY MAGDY". Więcej na: https://pl-pl. facebook.com/obczaj.zwierzaka.

Zobacz najświeższe newsy wideo z kraju i ze świata
"Gazeta Krakowska" na Youtubie, Twitterze i Google+
Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

C
Czytelnik
bo choć same mają swoje dramaty dostrzegą potrzebujących nie tylko psy, koty itp.. i jest redaktor Gazety Krakowskiej i TV Kraków na pełnopłatnym etacie
Dodaj ogłoszenie