Góralskie Veto. Przedsiębiorcy z gór chcą od 18 stycznia otwierać swoje biznesy

Łukasz Bobek
Łukasz Bobek
- My nie chcemy nikogo okradać, nikogo mordować, ale normalnie żyć, uczciwie pracować - mówi Sebastian Pitoń z Kościeliska, inicjator Góralskiego Veta
- My nie chcemy nikogo okradać, nikogo mordować, ale normalnie żyć, uczciwie pracować - mówi Sebastian Pitoń z Kościeliska, inicjator Góralskiego Veta Łukasz Bobek
Udostępnij:
Górale z południa Polski zamierzają w poniedziałek 18 stycznia masowo otwierać swoje biznesy turystyczne. I to niezależnie od decyzji rządu w sprawie obostrzeń. W tym celu powołali inicjatywę Góralskie Veto, którą poparło już kilkuset przedsiębiorców. W podobny sposób chcą postąpić górale ze Wisły, Szczyrku czy Karpacza.

FLESZ - Rok 2020 najgorszy w życiu Polaków

Góralskie Veto to inicjatywa, która została zapoczątkowana przez Sebastiana Pitonia, architekta z Kościeliska. Choć sam nie żyje bezpośrednio z branży turystycznej, od pewnego czasu w internecie zaczął rozpowszechniać swoje opinie, że obostrzenia rządowe zakazujące działalności gospodarczej są niezgodne z prawem, bo są wprowadzane na mocy rozporządzenia, które stoi w sprzeczności z konstytucją.

Gdy rząd zakazał wynajmu pokoi dla turystów na czas sylwestra i zimowych ferii, Góralskie Veto zaczęło szybko zyskiwać nowych zwolenników. Popierający go to głównie mali i średni przedsiębiorcy z Podhala, którzy żyją z turystyki. To ludzie z Zakopanego, Bukowiny Tatrzańskiej, Kościeliska i wielu innych miejscowości. W ostatni piątek w jednym z pensjonatów na zakopiańskiej Pardałówce zorganizowano spotkanie z kancelariami prawnymi, które tłumaczyły góralom, jak mają się bronić, gdy zaglądnie do ich pensjonatów sanepid z policją. Zamiast zaplanowanych 150 osób, na spotkanie przyszło ponad 300. Pojawili się ludzie także spoza Podhala.

- To jest nasza wspólna sprawa, czyli zamykanie i rujnowanie gospodarki. Biznesy turystyczne na Podhalu są budowane pokoleniami. I płakać się chce jak to wszystko będzie rujnowane. Perspektywy są takie, że ten lockdown może być kontynuowany do wiosny czy do lata. Wszystko na to wskazuje, obserwując co się dzieje w innych krajach Europy Zachodniej. Skończy się tak, że przedsiębiorcy zwolnią dobrych pracowników, firmy zbankrutują i trzeba będzie to wszystko wyprzedać – mówi Sebastian Pitoń.

- Dlatego przedsiębiorcy z gór widzą już, że mniejszym ryzykiem jest postawienie się rządowi, niż dalej trwanie w tych obostrzeniach. Teraz jest ostatnia chwila, by to szaleństwo zatrzymać i trzeba to zrobić.

Przedsiębiorcy skupieni wokół inicjatywy Góralskie Veto chcą masowo otwierać swoje działalności gospodarcze po 17 stycznia. Wynajęli kancelarie prawne, które mają stanowić wsparcie dla przedsiębiorców, w sytuacji, gdy odwiedzi ich policja czy sanepid.

- Liczymy na to, że ten nasz ruch, to nasze posunięcie będzie iskrą, która wywoła lawinę otwarć w całym kraju - mówi Pitoń.

Postulaty Góralskiego Veta trafiają na bardzo podatny grunt. Przedsiębiorcy z gór - żyjący z turystyki - są mocno sfrustrowani. Tracą zyski, tracą oszczędności, a nadal nie mogą zarobić.

- Ten lockdowna uderza w mnóstwo ludzi. Ja prowadzę wypożyczalnię sprzętu narciarskiego, serwis i sklep. Zatrudniam 30 osób, które na dziś nie mają pracy. Żyję od sezonu do sezonu. Na chwilę obecną moje straty to 98 proc. zysków. Ale na tym tracą także inni żyjący wokół wyciągów narciarskich, wokół ośrodków turystycznych. Tymczasem tarcze antykryzysowe nie działają. Ja np. nie mogę liczyć na żadne wsparcie - mówi Roman Haładyna z Białki Tatrzańskiej.

Inicjatywa Góralskie Veto stała się numerem jeden wśród rozmów mieszkańców na Podhalu. Od weekendu wiele osób zastanawia się, czy otworzyć się 18 stycznia, czy nie. Wiele osób - także tych żyjących pośrednio z turystyki - uważa, że pensjonaty i wyciągi powinny się otworzyć. - Poziom frustracji jest ogromny. Tarcze antykryzyowe nie działają. Ludzie nie mają co do garnka włożyć. Moim zdaniem trzeba walczyć. Będzie kolejne góralskie "poruseństwo" – mówi jeden z taksówkarzy.

Agata Wojtowicz z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej dodaje, że już wiele firm z branży turystycznej w górach jest na skraju wytrzymałości. - O frustracji i niezadowoleniu mówimy od dawna. Przestrzegaliśmy przed taką sytuacją. Apelowaliśmy o wypracowanie pewnych rozwiązań, by można było przyjmować ozdrowieńców, ludzi z negatywnymi testami, a teraz także już zaszczepionych. By można było w jakikolwiek sposób pracować i zarabiać. Nie udało się to. Nie dziwię się więc obecnej frustracji wielu osób z branży turystycznej. Bo czują się oni jak piąte koło u wozu, jako niepotrzebne ogniwo gospodarki – mówi szefowa TIG. Spodziewa się ona, że z pewnością znajdą się firmy, które otworzą się po 18 stycznia. - A za ich przykładem pójdą kolejne - kwituje.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

y
youtu.be/6VCkxEVoc2s

Masz Kobietę Piękną Inteligentną : ) : ) : ) : )

g
grzeg

Szaleńcze veto zniszczyło kiedyś naszą pierwszą państwowość. Tak dla przypomnienia.

Zaś co do górali: bezceremonialne łamanie prawa budowlanego, egoistyczne utrudnianie co do budowy publicznej infrastruktury, windowanie cen, gdzie i jak się da... Teraz niebezpieczne pomysły z atakiem na zdrowie publiczne.

Przejdź na stronę główną Gazeta Krakowska
Dodaj ogłoszenie