Gorlice. To spotkanie z Papieżem ukształtowało ją jako człowieka i muzyka. Śpiewa dla Pana, nagrywa płyty z muzyką sakralną

Lech Klimek
Lech Klimek
Joanna ciągle tworzy nowe utwory. Ma materiał na nową płytę z muzyką chrześcijańską
Joanna ciągle tworzy nowe utwory. Ma materiał na nową płytę z muzyką chrześcijańską Lech Klimek
Dwa spotkania to kamienie milowe życia Joanny Suskiej-Brzozowskiej. To one ukształtowały ją jako człowieka i muzyka.

Była połowa lat osiemdziesiątych, gdy dostałam pierwszy sygnał, że moje życie będzie fascynujące - mówi Joanna Suska Brzozowska. - Miałam 18 lat i na pielgrzymkę do Watykanu zabrał mnie wtedy tato - dopowiada.

Spotkanie z Papieżem zmieniło jej życie

Joanna, w czasie audiencji u Papieża była przekonana, że nie przebije się przez gęsty tłum pielgrzymów, by z bliska poczuć obecność Jana Pawła II. - To, co się w pewnej chwili stało, to był dla mnie cud - stwierdza z uśmiechem. - Podeszła do mnie siostra zakonna i zapytała, czy chcę, by mnie przeprowadziła, do Ojca Świętego. Nawet nie musiałam jej odpowiadać, bo moje oczy mówiły same. Chciałam i to bardzo - dodaje.

Tato Joanny został gdzieś z tyłu, ona dotarła do barierki odgradzającej pielgrzymów od Papieża. - Stałam tam pełna nadziei, wpatrzona w bijącą od niego radość - opowiada. - Gdy znalazł się koło mnie, uścisną moją dłoń i zapytał jak mam na imię i skąd jestem - relacjonuje.

Powiedziała, że z Gorlic. Na twarzy Papieża pojawił się szeroki uśmiech. Dziewczyna usłyszała, że świetnie zna okolice, a na Magurze Małastowskiej miał okazję jeździć na nartach. Dziś twierdzi, że błogosławieństwo, które dostała wtedy od Papieża, sprawiło, że jej dalsze życie nabrało nowego prawie mistycznego sensu.

Muzyka była w jej sercu od zawsze

- Od kiedy pamiętam, to była moja wielka miłość - opowiada. - Byłam chyba w piątej klasie podstawówki, gdy poczułam, że właśnie jej chcę poświęcić swój czas. Marzyłam o tym, aby śpiewać, komponować, tworzyć muzykę płynącą z głębi mojego serca - dodaje.

Joanna dzięki pomocy rodziców rozwijała dziecięce pasje, ucząc się w szkołach muzycznych. Początek to szkoła pierwszego stopnia w Tarnowie. - Po jej ukończeniu trafiła do Krakowa - relacjonuje. - Tu robiłam drugi stopień edukacji muzycznej. Trafiłam na wspaniałego pedagoga, panią Teresę Wessely. To właśnie ona ukształtowała mnie, jako wokalistkę. Bo moja edukacja szła właśnie w tym kierunku - dopowiada.

W 1988 roku wyśpiewała w Krakowie swój recital dyplomowy, uzyskał tytuł zawodowy muzyka - wokalisty. Jeszcze tego samego roku dostała angaż do krakowskiej opery. Kariera muzyczna stała przed nią otworem. - To była wielka radość. Ale z tej kariery nic nie wyszło - opowiada z uśmiechem. - Teraz myślę, że po prostu Bóg miał wobec mnie inne plany. Na mojej drodze pojawił się człowiek, dla którego zrezygnowałam z opery. To był Jurek, mój mąż i tak naprawdę mężczyzna mojego życia - dopowiada.

Razem wyjechali za chlebem do Ameryki. Na świecie zaczęły się też pojawiać ich dzieci, córka i dwóch synów.

Tak kiedyś wyglądały Gorlice! [ARCHIWALNE ZDJĘCIA]

Trudny powrót na łono ojczyzny

Po powrocie z emigracji nie miała już szans na sceniczną karierę. Postanowiła, że zostanie pedagogiem. Musiała uzupełnić wykształcenie. Na Uniwersytecie Śląskim uzyskała tytuł magistra i mogła zacząć uczyć w szkole. - To nie był łatwy czas - wspomina. - Tak naprawdę to nie tylko mnie to męczyło, ale też bardzo ograniczało możliwość zajmowania się tak na poważnie muzyką. Konspekty, przygotowywanie się do zajęcia, to zabierało czas, a na pasję już go brakowało - dodaje.

Tak wytrzymała 10 lat. Rozstanie ze szkołą, choć tak naprawdę bolesne, bo sprawa znalazła się nawet w sądzie pracy, sprawiło, że Joanna poświeciła się już tylko jednemu - muzyce.

Muzyka płynąca z mistycznych przeżyć

Jej kierunek ukształtowało niewytłumaczalne zjawisko, którego doświadczyła. - To było coś bardzo osobistego, wręcz intymnego, ale też mistycznego - opowiada. - Nie chciałabym o tym mówić, ale to było jak dotknięcie Boga. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że stałam się lepsza - dodaje z przekonaniem.

Joanna zrozumiała, że powinna zająć się ewangelizacją poprzez muzykę.

- Nagle okazało się, że w mojej głowie zaczęły pojawiać się słowa, układające się w wersy pieśni - relacjonuje. - Tuż za nimi, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pojawiała się muzyka. Wszystko układało się w spójną całość - relacjonuje.

W krótkim czasie nagrała dwie płyty z muzyką chrześcijańską. Przyznaje, że ma już gotowy materiał na kolejną. Zajmuje się też oprawą muzyczna rodzinnych uroczystości.

Joanna czuła, że jej muzyka ma moc, moc uzdrawiania miłością do świata, ludzi i przede wszystkim Boga.

- Nie chciałabym, żeby ktoś to źle zrozumiał - mówi. - To nie jest żadne szamaństwo czy paramedycyna. To moje uzdrawianie, to po prostu chęć, by świat był piękniejszy, lepszy, pełen miłości - dopowiada.

ZOBACZ KONIECZNIE:

Gazeta Krakowska

WIDEO: Barometr Bartusia (odc. 6)

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie