Wielfried de Meyer ma bardzo bogaty życiorys. Miał szesnaście lat, gdy tuż po szkole uznał, że jest dorosły i może zacząć na siebie zarabiać. Zaciągnął się na statek, jako chłopak-pomocnik do wszystkiego. Był też kierowcą ciężarówki, którą zwiedził kawał świata. Od zawsze lubił zbierać różne rzeczy. A to kubek na herbatę w ciekawym kształcie, a to imbryk. Ma w zbiorach instrumenty muzyczne, lalki, plakaty albo dzwonki czy modele lokomotyw, albo różnych figurek. Zbieraniu nie towarzyszy żadna filozofia. Po prostu, jeśli coś go zainteresuje, to zaczyna drążyć temat. Od czego są w końcu encyklopedie, leksykony. W zakupach nie korzysta z internetu, woli sam jechać targ staroci, zaszyć się pomiędzy stoiskami, by w spokoju przepatrzyć każdą sztukę. W końcu nie wiadmo, kiedy i na co trafi. W najbliższy poniedziałek, w Pałacu w Dukli będzie prezentował kolekcję instrumentów z różnych stron świata.
ZOBACZ KONIECZNIE
FLESZ: Eurowizja. Słowo o Tulii i polskich sukcesach