Jednego więc drażniła uprzejmość wolontariuszy, którą celowo mylił z nachalnością. Drugi serdeczność
i usłużność Chińczyków brał za efekt totalitarnej tresury.
Trzeciemu nie podobał się doping na stadionach, więc między wierszami sugerował, że aplauz jest sterowany przez klakiera przysłanego ze służb specjalnych. Czwarty marudził, że zaczepiają go
w sklepach i w ogóle mają dziwaczne obyczaje. Ot, takie utyskiwania oświeconych, przekonanych
o swojej wyższości Europejczyków, których los rzucił do kraju dzikusów. Niestety, w Pekinie okazało się, że nie każdy Chińczyk to Mao Zedong, a najbardziej cudaczna rzecz w stolicy Chin to nie jej plujący gdzie popadnie mieszkańcy, tylko Telewizja Polska.
Zapowiedziała spektakularne transmisje i bodaj najdroższe w historii firmy przedsięwzięcie, ale kilkanaście dni przed startem imprezy rozesłała do pekińskiej Polonii (ponad sto osób) e-mail
o frapującej treści: "TVP w Pekinie zwraca się do Państwa z prośbą o pożyczenie starych, nieużywanych przez Państwa telefonów komórkowych dla pracowników TVP, którzy przyjadą do Pekinu w czasie Olimpiady. Telefony zostaną zwrócone właścicielom zaraz po wyjeździe ekipy telewizyjnej".
Dziwny to kraj, mogliby pomyśleć w Chinach, w którym nawet telewizja jest tak biedna, że nie stać jej na telefony dla swoich ludzi. Nawet u nas, wśród drapaczy chmur i pól ryżowych, komórki mają prawie wszyscy. I to takie modele, które do Europy zaczniemy eksportować dopiero w przyszłym roku.