Krzysztof Grzesik: Gruźlica ciągle groźna, dlatego tak ważne...

    Krzysztof Grzesik: Gruźlica ciągle groźna, dlatego tak ważne są szczepienia

    Zdjęcie autora materiału

    Katarzyna Ponikowska, Krzysztof Grzesik

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Krzysztof Grzesik, dyrektor Małopolskiego Szpitala Chorób Płuc i Rehabilitacji im. Edmunda Wojtyły w Jaroszowcu
    1/6
    przejdź do galerii

    Krzysztof Grzesik, dyrektor Małopolskiego Szpitala Chorób Płuc i Rehabilitacji im. Edmunda Wojtyły w Jaroszowcu ©Katarzyna Ponikowska

    Ostatnio, gdy w Polsce doszło do wielu zachorowań na odrę, która już praktycznie nie istniała, zaczęliśmy zwracać uwagę na to jak ważne są szczepienia. Równie niebezpieczną chorobą jest gruźlica, w Małopolsce leczona w Jaroszowcu pod Olkuszem. W Małopolskim Szpitalu Chorób Płuc i Rehabilitacji im. Edmunda Wojtyły w Jaroszowcu co roku leczy się na tę chorobę ok. 300 osób, w tym kilka z wielolekoopornej, czyli najgroźniejszej odmiany (obecnie jest w placówce czterech takich pacjentów).

    Gruźlica ciągle groźna, dlatego tak ważne są szczepienia. W Jaroszowcu leczy się 300 osób



    "Gruźlica - warto szczepić, nie warto chorować, nie warto umierać i zostawiać po sobie prątki gruźlicy w środowisku rodzinnym"
    Autor: Krzysztof Grzesik, dyrektor Małopolskiego Szpitala Chorób Płuc i Rehabilitacji im. Edmunda Wojtyły w Jaroszowcu

    W Nowym Jorku 26 września 2018 roku odbyła się konferencja pod hasłem ,,Zjednoczeni by zakończyć gruźlicę-pilna globalna reakcja na globalną epidemię". 120 krajów zadeklarowało, że do 2020 roku corocznie na walkę z gruźlica przeznaczone zostanie 13 mld dolarów aby wdrożyć profilaktykę i opiekę nad chorymi na gruźlicę oraz 2 mld na badania.

    Czy w naszym kraju gruźlica jest problemem?



    Wielu odpowie, że już dawno o tej chorobie zapomnieliśmy. Część może powie, że jak czarna ospa została eradykowana, że już jej nie ma. Szczególnie uważni obserwatorzy ekonomiczni widzą, że poziom finansowania w kraju przeznaczony dla ośrodków leczących gruźlicę wynosi zaledwie 80 milionów złotych, że obecnie Narodowy Fundusz Zdrowia ustala limity dla diagnozowania, izolowania i leczenia. Zmiana jaka nastąpiła poprzez wycenę przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji pokazała, że w zasadzie do połowy 2017 roku finansowanie osobodnia nie pozwalało na realną realizację strategii leczenia nadzorowanego DOTS. Co więcej należy się spodziewać, że braki środków jakie dotyczyły oddziałów gruźlicy, laboratoriów itd. doprowadziły do wysokiego stanu zakażenia latentnego pracowników.

    W latach 2015-2017 zorganizowaliśmy trzy Zjazdy Diagnozujących i Leczących Gruźlicę w Polsce.

    I Zjazd Zjazd Diagnozujących i Leczących Gruźlicę



    W roku 2015 staraliśmy się zorganizować środowisko medyczne ukierunkowane na walkę z gruźlicą. Sytuacja wówczas wyglądała tak, że ze względu na stosunkowo niski współczynnik zapadalności na gruźlice w Polsce (ok. 15-16/100 tys.) nasza działalność dla decydentów finansowych stawała się coraz bardziej niszowa. Coraz trudniej było pozyskać środki nie tylko na inwestycje, wyposażenie ale i na środki zabezpieczeń wewnętrznych jak i zewnętrznych. Dla przykładu podam, iż w roku 2007 nasz szpital wygenerował zaledwie 3 tony odpadów niebezpiecznych. Zmiany wyceny jakie dokonywały się w ostatnim okresie 10 lat pozwoliły na zutylizowanie już ponad 20 ton przy podobnej ilości osób izolowanych i leczonych. Jestem głęboko przekonany, iż próba konsolidacji środowiska pulmonologów (ftyzjatrów) pozwoliła na ostateczne zmiany wartości jak niżej:

    Pierwszy przypadek gruźlicy wielolekoopornej pre XDR z odmianą Beijing w naszym szpitalu pojawił się w roku 2012. Była to obywatelka Ukrainy, która przyjechała w celach zarobkowych. Pracowała jako szwaczka. Niemniej przeprowadziłem z nią rozmowę (na szczęście Oddział Gruźlicy i Chorób Płuc dysponował już pomieszczeniem, w którym z pacjentami niebezpiecznie prątkującymi rozmawia się przez szybę za pomocą sprzętu elektronicznego). Skąd wzięła się u niej gruźlica wielolekooporną, jak do tego doszło. Otóż leczona w jednym ze szpitali na Ukrainie przebywała w sali 10- osobowej. Leki dostawała dość nieregularnie. Po kilku tygodniach wypisana ze szpitala trafia pod opiekę poradni. Tutaj leczenie odbywało się jeszcze bardziej nieregularnie, terapia była szczątkowa (nie otrzymywała standardowych 4-rech leków), przerywana. To najprawdopodobniej wykształciło lekooporność prątków. Do Polski przyjechała z nadzieją na przeszczep płuc.

    Pacjentka była osobą czterdziestokilkuletnią, bardzo miłą i sympatyczną. Przez cały okres kuracji ok. 2 lat była bardzo lubiana przez personel i współpacjentów. Niemniej przebywała w warunkach izolacji, w niewielkiej kilkumetrowej izolatce służącej pacjentom transmitującym drogą kropelkową niebezpieczne (śmiercionośne) bakterie.

    Po dwóch latach skapitulowała. Nie wytrzymała psychika. Rozłąka z rodziną, ale i brak wyraźnej poprawy. Wypisana na własne żądanie wyjechała. Po kilku miesiącach zmarła. Dla nas było to pierwsze szokujące zderzenie z nieuleczalną gruźlicą. Późniejsze doświadczenia nie napawały mnie jako dyrektora placówki większym optymizmem. Niemniej ten przykład stał się dla mnie motorem do bezkompromisowego zabiegania o środki dla zabezpieczenia pracowników, celem zupełnego uniemożliwienia transmisji prątka tak niebezpiecznego. W końcu uzyskaliśmy skuteczność leczenia, który zdaniem Głównego Inspektora Sanitarnego Kraju podniósł przeżywalność do ok. 30% w Polsce. Obecnie ta skuteczność jest znacznie wyższa. Niemniej ryzyko utraty życia wynosi według WHO 45%, a w Polsce nadal ok. 70%.

    Należy zwrócić uwagę, iż okres kilkuset dni pacjenci (w tym również ci, którzy przeżyli kurację DOTS) zostali wyłączeni z życia rodzinnego, pracy, relacji zawodowych i społecznych.

    Powstaje też bardzo niebezpieczna sytuacja epidemiologiczna w oddziałach. Polega to na tym, iż dla każdego pacjenta po rozpoznaniu w preparacie ustala się co kilka tygodni (przeważnie 4) intensywność prątkowania (AFB). Należy zwrócić uwagę, iż w momencie uzyskania informacji o nieprątkowaniu staje się automatycznie pacjentem nieprątkującym. Nawet w świetle przepisów sanitarno epidemiologicznych traci ważność decyzja SANEPID o konieczności pobytu w szpitalu. Tymczasem za kilka tygodni – miesięcy pacjent znów prątkuje. Należy sobie zadać pytanie, w którym momencie znów stał się niebezpieczny dla otoczenia- bo przecież nie w samym dniu badania. Poniżej wykres dla pacjenta o charakterystyce gruźlicy XDR.

    II Zjazd diagnozujących i leczących gruźlicę


    Z wielu ważnych spraw dla mnie najistotniejsza była informacja o wieloletnim leczeniu kobiety w wieku ok. 18 lat w Mazowieckim Centrum Leczenia Gruźlicy Chorób Płuc w Otwocku. Kuracja MDR trwała ok. 2 lata. Matka dziewczyny przeprowadziła się i zmieniła pracę by być blisko. Stosowano wiele leków, m.in. lek stosowany przy kuracji trądu. Po 2-ch latach nastąpił sukces. Jednakże zaproszono pacjentkę, by za kilka miesięcy zgłosiła się celem diagnostyki – nie zgłosiła się.

    III Zjazd diagnozujących i leczących gruźlicę


    Szokujące informacje docierają na temat ilości chorych na gruźlicę za naszymi wschodnimi granicami. O ile w Polsce co roku leczymy ok. 40 osób z gruźlicy wielolekoopornej, o tyle w samej Ukrainie ilość ta wynosi w wersji oficjalnej ok. 10 tysięcy, w wersji nieoficjalnej ok. 25 tysięcy osób. Pojawiła się informacja, że w krajach niskorozwiniętych działające tam firmy produkujące leki zaniżają zawartości substancji czynnych, co prowadzi do dalszego rozwoju chorób zakaźnych (w tym interesującej nas gruźlicy lekowrażliwej i wielolekoopornej). Za każdym razem kiedy słyszę, iż Główny Inspektor Sanitarny lub Farmaceutyczny wycofuje jakiś lek z obrotu w Polsce – napawa mnie to przekonaniem, iż nasz system jest kontrolowany i nie pozwoli na wprowadzenie leków, których działanie w konsekwencji zaszkodzi, a nie pomoże choremu.

    Temat IV Zjazdu diagnozujących i leczących gruźlicę będzie opierał się o możliwości realizacji zaleceń WHO w sprawie eradykacji gruźlicy w warunkach naszego kraju z perspektywy napływu setek lub tysięcy chorych z innych krajów, w niedalekiej przyszłości związanej z procesem globalizacji. Związanych też z ucieczką wielu mieszkańców globu z terenów objętych działaniami wojennymi, czy niepokojami (np. Krym).

    Ruchy antyszczepienne


    Wiedza i doświadczenie jakie nabyłem w ostatnich 10 latach na stanowisku Dyrektora Szpitala zajmującego się organizacją pracy niejako wokół problematyki ograniczenia transmisji gruźlicy pokazują mi obraz przyszłości w bardzo pesymistycznych barwach. Przecież niechęć do szczepień w głównej mierze bierze się z przekonania, iż choroby zakaźne nie istnieją, lub stanowią rzeczywistość jedynie ubogiej części naszego globu. Wystarczy tylko nie dopuścić przyjazdu ludzi biednych i już problemu nie będzie. Z czego wynika takie przeświadczenie. Wróćmy do systemu edukacji począwszy od szkoły podstawowej, kończąc na studiach medycznych.

    System zaleceń szczepiennych w latach powojennych związny był z ewidentną koniecznością leczenia ludzi, którzy z działań wojennych wyszli zakażeni. Stopień zapadalności wówczas liczony był w setkach osób na 100 tys. mieszkańców. Epidemia - w miastach, wsiach pojawiały się ambulanse, w których wykrywano czynną gruźlicę za pomocą aparatów RTG. Ludzi chorujących było tak dużo, że nikogo nie dziwiły działania na rzecz zdrowia, przeciwnie istniała bardzo wyraźna akceptacja społeczna wszelkich metod, nawet na dzisiejsze standardy nie do uwierzenia (np. strzykawki wielorazowego użytku). Naświetlanie aparatami rentgenowskimi było znacząco wyższe niż obecnie. Pojawiły się medyczne autorytety, których głos był akceptowalny bez żadnych wątpliwości.

    Jak zmieniła się rzeczywistość. Wyedukowane, asertywne społeczeństwo nie przyjmuje bezproblemowo informacji płynących ze strony obecnych autorytetów. Więcej zdobywają z różnych stron i wykorzystują informacje, które w jakikolwiek sposób stanowią argument dla ich tezy.

    Co takiego wpłynęło na tak radykalną postawę wielu osób, wielu rodziców? W mojej ocenie to zupełny brak edukacji od szkoły podstawowej do studiów medycznych. W swojej 10 letniej praktyce na stanowisku dyrektora szpitala, który od kilku lat uzyskuje spektakularne sukcesy wyleczalności gruźlicy wielolekoopornej – nigdy nie trafił do nas student medycyny, żeby uczyć się jak leczymy gruźlicę. Dzieci i rodzice w szkołach podstawowych uwrażliwiane są na różnorakie tematy związane szczególnie na niebezpieczeństwa sieci internetowych – trudno znaleźć mi przykład szkolenia w zakresie chorób zakaźnych - choć znany jest problem wszawicy.

    Dlatego poniżej kilka przykładów, po przeczytaniu których liczę, iż rodzice zrozumieją, że szczepienie zmniejszy (choć nie wyeliminuje zupełnie) ryzyka, iż ich dzieci w przyszłości będą musiały przejść podobną drogę lecząc gruźlicę.

    * W marcu 2015 roku do Oddziału Gruźlicy i Chorób Płuc naszego Szpitala został przyjęty pacjent, w którego organizmie się pojawiły prątki gruźlicy - miały charakterystykę wilkeolekooporną- XDR. Walka o jego życie i zdrowie stała się dla pracowników dramatycznym przykładem. Moja próba przekazania do leczenia w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie nie uzyskała akceptacji ówczesnego Dyrektora. Stwierdził on, iż nasz szpital ma największe szanse na osiągnięcie sukcesu. Pojawił się traumatyczny dla mnie dzień 26 czerwca 2017 r., w którym Ordynator po blisko 2-ch latach leczenia stwierdził, iż nie może dalej leczyć, że wszystkie możliwości zostały wyczerpane, że musimy uznać niepowodzenie leczenia. W tym kontekście powstała traumatyczna sytuacja, iż u pacjenta pojawiła się sytuacja groźby utraty życia w wyniku jego pracy. Na szczęście mając już dużą wiedzę na temat organizacji i leczenia gruźlicy zabroniłem odesłania go do domu. Udało się pozyskać lek najnowszej generacji (sirturro), który okazał się skuteczny. I tak po 840 dniach leczenia, przyjęciu ok. 16 tysięcy dawek leków w sierpniu 2017 roku leczenia uzyskaliśmy w tym zakresie sukces. Koszt leczenia ok 400 tys. zł. Pacjent przeżył i obecnie jest pod stałą kontrolą Poradni Pulmonologicznej działającej przy Szpitalu. Dzień 26 czerwca pozostanie dla mnie momentem, w którym pacjent został skazany na dożywotni pobyt w Szpitalu. Ile czasu potrzeba było aby prątki na tyle zniszczyły płuca by pacjent zmarł w wyniku braku możliwości dostarczania tlenu? 5, 10 lat? Bo w tamtym czasie nic nie wskazywał na sukces wyleczenia.

    * Karetka przywozi na oddział pacjenta sparaliżowanego od pasa w dół. Obywatel Indii, diagnoza gruźlica kręgosłupa. Za ok. 6 miesięcy pacjent porusza się na wózku inwalidzkim, a za następne 6 miesięcy wychodzi ze szpitala – sukces, ale osiągnięty po roku czasu pobytu w szpitalu.

    * Mężczyzna ok. 50 lat. Serwisant międzynarodowej firmy, często podróżujący samolotem. Leczony przez kilka lat na różne choroby płuc. Dopiero, kiedy kilkuletnie kuracje nie przynoszą skutku lekarz prowadzący diagnozuje gruźlicę.

    * Dwie pacjentki w wieku ok. 80-90 lat proszą o kontakt. Korzystając z sali zabezpieczonej szybą pomiędzy prątkującymi i zdrowymi, za pomocą sprzętu elektronicznego przeprowadzam rozmowę. Według pacjentek zaistniała pomyłka, bowiem przez całe życie nie zaznały biedy, nie piły, nie spożywały alkoholu. W trakcie dyskusji pojawia się informacja, iż jedna z nich była więźniem Niemieckiego Obozu Koncentracyjnego w Majdanku. Prątek może przeżyć w człowieku całe życie. Znajdowane są prątki w kilkutysięcznych mumiach egipskich czy kultur ameryki południowej.

    * Do szpitala trafi ponad osiemdziesięcioletni mężczyzna. Wyniszczony tak bardzo, że Ordynator Oddziału z którego był kierowany miał wątpliwość czy przeżyje przyjazd karetką. Pacjent transport przeżył. Rodzina wykonała testy celem diagnozy, czy przez wiele lat opieki nie zostali zakażeni latentnie. Skąd gruźlica w domu. Okazuje się, iż ojciec pacjenta leczony był na gruźlicę.

    Przeprowadzam szkolenie na temat gruźlicy dla uczniów jednej ze szkół zawodowych. W większości uczniowie. Wchodząc do szkoły grono nauczycieli wypowiada się, iż są to osoby zadeklarowane antyszczepiennie. Okazało się, iż matka jednego z uczniów zachorowała na gruźlicę. Jednakże uczeń ten był bardzo akceptowany w szkole, bowiem nikt z kolegów nie wykazywał negatywnych emocji w jego stronę. Okazało się, iż brat mieszkający w Kanadzie po kontakcie z matką miał problemy z powrotem do Kanady. Na koniec usłyszałem zdanie „na nic innego dziecka nie zaszczepię, ale po tym co Pan powiedział na gruźlicę zaszczepię”.

    Czy łatwo rozpoznać i uchronić się przed gruźlicą?


    Niemożliwe. Z analizy wykonanej w laboratorium naszego szpitala wynika, iż wiele osób chorych nie ma typowych objawów gruźlicy.

    Nie u wszystkich pacjentów przyjmowanych do Jaroszowca w celu leczenia wielolekoopornej gruźlicy typu Beijing występowały wszystkie objawy chorobowe typowe dla gruźlicy.
    W analizowanej grupie 13 chorych z TB-Beijing:
    * 3 pacjentów nie zgłaszało w ogóle kaszlu (13%)
    * u 7 pacjentów nie odnotowano spadku masy ciała (54%)
    * u 7 pacjentów nie odnotowano gorączki/stanów podgorączkowych (54%)
    * na nasilającą się duszność uskarżało się tylko 5 pacjentów (39%)
    * na bóle w klatce piersiowej skarżyło się tylko 4 pacjentów (31%)
    * krwioplucie odnotowano u 4 pacjentów (31%)
    * nadmierną potliwość zgłosił tylko 1 pacjent (8%)

    Czym różni się prątek gruźlicy wielolekoopornej od gruźlicy lekowrażliwej?


    Nie jesteśmy w stanie określić jakiegokolwiek parametru, który umożliwiałby „na oko” z jakim prątkiem, a tym samym z jakim ryzykiem utraty życia mamy do czynienia. Takie informacje uzyskujemy dopiero w wyspecjalizowanych laboratoriach (np. w Warszawie lub Krakowie) prątka podczas wyniku badania bakteriologicznego wraz z identyfikacją wyhodowanych prątków metodą genetyczną i testem lekooporności.

    Jakie jest ryzyko?


    Z danych WHO wynika, iż 1,7 miliarda ludzi jest zakażona latentnie, czyli jest nosicielem prątka gruźlicy, natomiast co roku choruje ok. 10 milionów (jak sprawdzić ilu z nich i kiedy aktywnie wydala prątka zagrażając innym ludziom?), z czego umiera 1,3 miliona osób. Gruźlica znajduje się na 10 miejscu wśród chorób powodujących największą śmiertelność na świecie. Choć zaledwie 10 % z zakażonych latentnie zachoruje, to jednak nigdy nie będziemy mieć wiedzy kto konkretnie, więc obawy powinny dotyczyć wszystkich.

    Gdzie możemy spotkać największe skupiska gruźlicy?


    Dla naszego społeczeństwa największy problem stanowi Ukraina. W styczniu 2018 roku na antenie RMF Krajowy Pulmonolog Ukrainy potwierdził, iż panuje tam epidemia gruźlicy. Wiemy, że jest tam ogromna ilość gruźlicy typu wielolekoopornego.

    1,7 miliarda ludzi, czyli blisko co 4 człowiek jest nosicielem żywego prątka, czekającego na odpowiednie warunki jakie zapewni wyniszczony, starzejący się system immunologiczny człowieka. Jak zbadać ile przypadków to „ukrywające się prątki wielolekooporne, Beijing? Czy patrząc na mapę świata możemy stwierdzić, że nasz kraj jest wolny od tego typu zagrożenia? Nie sądzę. Raczej biorąc pod uwagę, iż po II wojnie światowej w Polsce mieliśmy do czynienia z wysoką epidemią, że brakowało wszelkich środków ochrony społeczeństwa, a nawet personelu medycznego – w mojej ocenie ten poziom jest bardzo wysoki.

    Czy w tej sytuacji praca w szpitalach zajmujących się gruźlicą stanowi zagrożenie?


    W mojej ocenie przez ostatnie kilka lat znacząco podniósł się poziom zabezpieczeń pracowników. Pojawiły się nowoczesne środki jak lampy antybakteryjne przepływowe, ozonatory, a nawet farby z dodatkiem srebra, które maja właściwości bakteriobójcze. A przede wszystkim procedury, których podstawą jest sam fakt wiedzy, kto w jakim stopniu jest zakażający, jak się samemu zabezpieczać. Natomiast należy sobie zadać pytanie- co działo się z pacjentem zanim trafił do szpitala? Tym bardziej, iż w ostatnim okresie diagnozuje się osoby o wysokim współczynniku prątkowania AFB+ lub ++. Pozostaje dylemat jak zdiagnozować domowników, jak dekontaminować miejsca, w których mogły pozostać niebezpieczne ślady obecności Czy w ramach Światowego programu likwidacji gruźlicy znajdą się środki na tego typu działania?

    Co można zrobić w obecnej sytuacji?


    Powinniśmy starać się diagnozować środowiska zagrożone, opracowywać programy celem uzyskania jak najwyższej zdrowotności, by systemy immunologiczne nie pozwoliły na rozwój prątków.
    Reasumując: dziś gruźlica to choroba podróży, globalizacji, braku świadomości, która przechodzi w lekceważenie, a nie dziewiętnastowiecznej biedy.



    KONIECZNIE SPRAWDŹ:




    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Chorowałam - chcesz pomocy, masz pytania - napisz

    Patrycja Zięba (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Niedawno przeszłam przez gruźlicę, obecnie jestem zdrowa mimo ogólnego osłabienia organizmu. Jeśli przebywasz w ośrodku GiCHP, potrzebujesz porozmawiać albo masz pytania - napisz: pat.zieba@op.pl

    Zapytaj lekarza

    1 3 4 5 ... 28 »
    28 stycznia

    Światowy Dzień Trędowatych

    zobacz więcej »