Libiąż. Płacą za prąd, a siedzą w ciemnościach

Magdalena Balicka
fot. Magdalena Balicka
Lokatorzy bloku przy ul. Górniczej 7 w Libiążu skarżą się na praktyki właściciela budynku. Choć płacą za energię, mężczyzna nie przelewa wpływów do Tauronu. Ich dług już sięga 16 tys. zł.

W minioną środę 15 rodzin mieszkających w bloku przy ul. Górniczej 7 w Libiążu przez cały dzień było pozbawionych prądu. Właściciel budynku, znany chrzanowski milioner, wmawiał im, że to z powodu awarii, tymczasem w Tauronie, który zaopatruje budynek w energię, dowiedzieli się, że powodem odcięcia zasilania są długi sięgające 16 tys. złotych plus odsetki. - Płacimy regularnie rachunki. Nikt z nas nie ma zaległości - zapewnia pani Agnieszka z drugiej klatki. Tak samo twierdzą inni lokatorzy.

To nie pierwsze takie zdarzenie. W kwietniu 2013 r. "Gazeta Krakowska" opisywała, jak właściciel bloku odciął ludziom bez uprzedzenia ogrzewanie. - Też nas okłamywał, że połowa lokatorów nie zapłaciła rachunku, tymczasem gdy zwołaliśmy zebranie, okazało się, że nikt nie zalega z opłatą - wspomina libiążanka. Ciepło wówczas wróciło dopiero po interwencji dziennikarzy. Lokatorzy oskarżają właściciela budynku, że przetrzymuje ich pieniądze. - Nie płacimy bezpośrednio do Tauronu, tylko na jego konto - mówią zgodnie.

Kilka lat temu blokiem zarządzała wspólnota mieszkaniowa Gwarek z Trzebini. Zrezygnowała, bo właściciel nie płacił im za zarządzanie obiektem. Potem blok przejęła firma Gemini, własność przedsiębiorcy. Wtedy zaczęły się problemy. Teraz blok nie jest w żadnej wspólnocie. W środę lokatorom pomógł wiceburmistrz Libiąża Jarosław Łabęcki.

- Światło zgasło o godz. 13. Nie mogliśmy ugotować dzieciom obiadu, nawet podać ciepłej herbaty. W tym bloku prawie wszystko jest na prąd - przekonuje pani Anna, inna lokatorka. Jej syn tego dnia nie odrobił lekcji, bo było ciemno w domu do późna. Wraz z sąsiadami poszła do domu wiceburmistrza prosić o pomoc.

- Bardzo się przejął naszą sytuacją. Wykonał kilka telefonów i kwadrans później, po godzinie 21 energia już była - opowiada pani Joanna i jej mąż Łukasz. Są przekonani, że gdyby nie pomoc urzędnika, do dziś byliby bez prądu. Łabęcki nie chce zdradzać, gdzie zadzwonił. Podkreśla jednak, że nie wyobraża sobie sytuacji, że ludzie pozostają bez energii, choć nie zawinili. - Sprawa musi zostać jak najszybciej wyjaśniona. Mam zapewnienie, że do tego czasu prąd będzie - tłumaczy Łabęcki.

Większość mieszkańców z ul. Górniczej 7 w Libiążu nigdy nie spotkała właściciela nieruchomości. W razie kłopotów kontaktują się z Elżbietą Watrakiewicz, wyznaczoną do kontaktów z ludźmi. Problem w tym , że kobieta nie odbiera telefonów. - Zawsze gdy dzieje się coś złego, unika kontaktu - zaznaczają zgodnie ludzie. Także dziennikarzom mimo kilkunastu prób nie udało się skontaktować z panią Elżbietą. Choć jej numer "wisi" na plakatach reklamujących sprzedaż kolejnych mieszkań w bloku i teoretycznie nie powinna unikać kontaktów.

Lokatorzy boją się, że właściciel mógł zadłużyć ich lokale także w wodociągach. - Nie wiadomo, czy płaci nawet za wywóz śmieci - dzielą się obawami. Zgłosili sprawę do Ośrodka Pomocy Społecznej. Tam usłyszeli, że w przypadku podobnych kłopotów z prądem ich dzieci mogą liczyć tylko na ciepły posiłek w szkole. - A co z nami? - pytają zrozpaczeni.

Nowe kłopoty z prądem

W kwietniu 2013 roku lokatorzy bloku przy ul. Górniczej 7 przez cztery dni trzęśli się z zimna. Spółka energetyczna odcięła im ogrzewanie, bo ówczesny zarządca wspólnoty, firma Gemini, nie uregulował rachunków za trzy ostatnie miesiące, choć wszyscy lokatorzy płacili na bieżąco.

Barbara Korczyk z Nadwiślańskiej Spółki Energetycznej tłumaczyła wtedy dziennikarzom "Gazety Krakowskiej", że dług za media wspólnoty zarządzanej przez firmę Gemini narastał od grudnia ubiegłego roku (czyli 2012 r.). - Regularnie słaliśmy pisma w tej sprawie, jednak pozostawały bez odzewu. Odcięcie dostępu do ciepła było ostatecznością, o której władze Gemini zostały uprzedzone - tłumaczyła Barbara Korczyk. Dopiero wtedy szefostwo Gemini zaczęło starać się o rozłożenie należności na raty. Całość wpłacili po nagłośnieniu sprawy przez "Gazetę Krakowską". Wtedy ciepło wróciło.

Sprawa dla sądu

Mieszkańcy ul. Górniczej zastanawiają się, czy nie złożyć sprawy do sądu. Przed dwoma laty po odcięciu ciepła zaalarmowali prokuraturę, jednak umorzyła sprawę, bo to spór cywilny.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
PIXI

NO PRZYKRE ALE O TYM BLOKU DUUŻO SIĘ SŁYSZY GDZIE CZŁOWIEK NIE SPYTA, A SĄ TO SAME NEGATYWNE OPINIE.

Dodaj ogłoszenie