Małopolska. 30 i 20 tys. kary dla dwóch restauracji, które otworzyły się mimo zakazu. Przedsiębiorcy: chcą nas zastraszyć

Patrycja Dziadosz
Patrycja Dziadosz
Małopolski sanepid na właścicieli dwóch lokali gastronomicznych w województwie nałożył kary w wysokości 30 i 20 tys. zł.
Małopolski sanepid na właścicieli dwóch lokali gastronomicznych w województwie nałożył kary w wysokości 30 i 20 tys. zł. Łukasz Kaczanowski/ polskapress
Coraz więcej przedsiębiorców buntuje się w związku z przedłużeniem rządowych obostrzeń. Oprócz lokali gastronomicznych otwierają się także stoki narciarskie oraz dyskoteki i kluby muzyczne. Akcja, oznaczana w mediach społecznościowych hasłem #otwieraMy w Małopolsce, zyskuje coraz więcej zwolenników. Tymczasem krakowski sanepid informuje, że na właścicieli dwóch lokali gastronomicznych w województwie zostały nałożone kary w wysokości 30 i 20 tys. zł. Nie podaje jednak, o jakie miejsca chodzi. Przedsiębiorcy odpowiadają wprost: to celowe działanie, aby nas zastraszyć.

FLESZ - Przedsiębiorcy nie godzą się na lockdown

Bunt przedsiębiorców przybiera na sile. Wielu z nich otwiera swoje biznesy mimo rządowych zakazów. I tak dla przykładu od 19 stycznia swoją działalność wznowiła stacja narciarska w Koninkach (pow. limanowski) pod pretekstem organizowania na szczycie stoku spotkań służbowych dotyczących nowo powstałej partii o nazwie "Strajk Przedsiębiorców".  Spotkania odbywają się co 15 minut w od godz. 9 do 21, a na wjazd kolejką linową na szczyt jest możliwy wyłącznie z wpiętym sprzętem narciarskim. Z tras narciarskich mogą również korzystać narciarze posiadający licencję Polskiego Związku Narciarskiego w trakcie treningów, bądź zawodów sportowych. 

- Nikt z nas nie bagatelizuje obostrzeń. Musimy jednak płacić rachunki: za prąd, gaz oraz utrzymać ludzi, którzy są u nas zatrudnieni. Samo naśnieżenie stoku kosztowało nas blisko 100 tys. zł – tłumaczy Józef Pasek właściciel stacji narciarskiej.

I dodaje, że od otwarcia stok kontrolowała już kilka razy policja oraz sanepid.

- Nikt jednak nie stwierdził żadnych nieprawidłowości oraz nie nałożył na nas żądnej kary. Nie słyszałem też o innych przedsiębiorcach z regionu, którzy by taką karę dostali – dodaje mężczyzna.

Od tygodni działa także bar W19 na krakowskim Kazimierzu.

- Bunt? Jaki bunt? - pyta retorycznie Tomasz Janik, właściciel baru. - Działamy w oparciu o polskie prawo, o konstytucję, która nie pozwala na zamykanie biznesu na podstawie rozporządzeń tylko na podstawie stanu wyjątkowego, które nie ma.

I dodaje, że zainspirowani „Góralskim Vetem”, wspólnie z innymi przedsiębiorcami z Krakowa postanowili stworzyć odpowiednik tej inicjatywy pod nazwą „Wawelskie Veto”.

Dwie kary na 50 tys.

Tymczasem Dominika Łatak-Glonek  z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Krakowie informuje, że od początku grudnia inspektorzy wspólnie z policją przeprowadzili ponad 5,5 tys. kontroli, m.in. w hotelach, restauracjach, siłowniach, dyskotekach czy sklepach.

- W ciągu ostatniego tygodnia (red. od 14 do 20 stycznia) przeprowadziliśmy kontrolę w 11 obiektach na terenie całego województwa, które rozpoczęły działalność mimo obowiązujących zakazów. Chodzi o dziewięć lokali gastronomicznych, w których podczas kontroli stwierdzano konsumpcję na miejscu, jeden park trampolin oraz jeden wyciąg narciarski. Na dwa ze skontrolowanych lokali gastronomicznych nałożono kary administracyjne w wysokości odpowiednio 30 i 20 tys. zł. Pozostałe postpęowania są w toku - wyjaśnia Łatak-Glonek.

O które jednak dokładnie lokale chodzi? Nie wiadomo.

- Nie podajemy miejscowości z bardzo prostej przyczyny. Jak Państwo widzicie na tak dużą ilość kontroli, tych lokali które otworzyły się mimo zakazu jest bardzo mało. Jeśli wskażemy nazwę miejscowości jest to jasne i oczywiste o które miejsce chodzi, bo np. tylko jeden lokal z okolicy się otworzył. Jeśli dany przedsiębiorca na którego została nałożona kara będzie chciał się ujawnić to na pewno to zrobi. My takich danych ujawniać nie możemy – ucina rzeczniczka.

Tymczasem coraz więcej przedsiębiorców uważa, że informacje o wysokich karach nakładanych na właścicieli lokali to zamierzony ruch rządzących, by odwieść pozostałych przedsiębiorców od pomysłu otwierania swoich biznesów.

- Aparat państwowy próbuje nas zastraszyć. Nikt nie umie potwierdzić, na które lokale nałożono te kary. To celowe działanie, by przedsiębiorcy zaczęli się bać i rezygnowali z decyzji o otwarciu – mówi wprost Tomasz Janik.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

D
Dlaczego k
22 stycznia, 14:50, Gość:

dlaczego gdy wraca komuna lub komuna bis..to zawsze uderza w gospodarkę?

I dlaczego te świn zawsze pałują studentów i każą im jechać, a nieroby za nic dostają socjale?

T
Tępy Wsion

>>>nałożono kary administracyjne w wysokości odpowiednio 30 i 20 tys. zł

to wypada wyliczyc podmioty ukarane inaczej to nie jest polsku.

a no tak to nie miało być pa polski, to miało być po narodowemu...

@Gość bo historia lubi siem powtarzać, stąd co jakiś czas wraca nowe tak jak wróciło, że mamy Neob (neo bolszewię).

G
Gość

dlaczego gdy wraca komuna lub komuna bis..to zawsze uderza w gospodarkę?

Dodaj ogłoszenie