Trafiają tu różni ludzie. Łączy ich: brak domu i brak pracy. Czesław ma jednak więcej szczęścia - został konserwatorem i ma robotę tu, na miejscu.
- Pracuje się, ludzi się czasem pogoni jak coś zepsują albo zatkają. Opiekuję się tu nimi i czasu na nudę nie ma - mówi.- Za rok będzie przysługiwać mi emerytura. Kupię sobie wtedy tu w okolicy małą działeczkę, urządzę ją, trawkę posadzę i będę sobie siedział na swoim - marzy Czesław. Wspomina, że kiedyś to świat zwiedził, był w Kanadzie, pomieszkiwał w Libii i dodaje, że potrzebuje tylko dwóch rzeczy - spokoju i własnego kąta.
- Chciałbym, żeby wnuk mógł mnie normalnie odwiedzić . Teraz myśli że dziadek mieszka z żołnierzami w jednostce albo w koszarach. „Dlaczego tak dużo tu chłopa” - pyta. A ja mówię mu, że wszyscy są tutaj w gotowości bojowej. Nie chcę, żeby wstydził się przed kolegami.
Czesław zadowolony jest, że synów na dobrych i porządnych ludzi wychował. Że studia pokończyli.
* **
Krzysztof na drugim piętrze, czyli tym przeznaczonym dla ludzi chorych, przebywa już dwanaście lat.
- Nieszczęśliwy wypadek podczas pracy, kiedy spadłem z wysokości drugiego piętra, stał się powodem pasma nieszczęść, jakie się na mnie zwaliły - wyjaśnia. - Kolejne operacje całkowicie wyrwały mnie z normalnego życia.
Był kierownikiem hurtowni, miał żonę i dobre pieniądze.
Choroba to wszystko zabrała. Zaczął pić. Stracił rodzinę. Cztery lata temu amputowano mu nogę, a pół roku temu palce w drugiej nodze.
- Zimę zawsze spędzam w noclegowni, za to na wiosnę i lato, gdy łatwiej się poruszać po ulicach, wracam na swoje stare śmieci do śródmieścia Krakowa.
***
Andrzejowi się udało. Dostał przydział mieszkania w DPS-ie. Jest już na swoim. Spędził w ośrodku osiem lat. Zanim tam trafił, mieszkał w piwnicach i melinach. Pił.
W swoim życiu miał parę kryzysów, ale jeden wspomina szczególnie. W czasie świąt tak zatęsknił za rodziną, że o mało się nie zabił.
- Próbowałem popełnić samobójstwo. Krzesło, sznurek i pragnienie: skończyć z sobą. W ostatniej chwili przemówił do mnie głos: ,,Ogarnij się, to przecież nie koniec świata”.
Pozbierał się i postanowił, że nie ruszy już alkoholu. I nie pije.
Na jedno oko nie widzi, drugie czeka na operację. Mimo to na przyszłość patrzy z optymizmem. Grywa w totka, ale małe wygrane go nie interesują. Kupon puszcza tylko wtedy, gdy do wygrania jest naprawdę duża kwota.
***
Szczęściarzem można też nazwać Mariana, w noclegowni jest magazynierem.
- Jestem tutaj ponad 15 lat, od 10 pracuję w magazynie. Przez ten czas ubrałem i wyprałem chyba pół Krakowa... Przyzwyczaiłem się do warunków i atmosfery. Jest mi dobrze.
Z rodziną kontaktów nie utrzymuje. - Po co się denerwować, z nimi tylko dobrze na zdjęciu... Bezdomnemu o robotę nie jest łatwo. Pracodawcy nie chcą takich ludzi jak ja zatrudniać. A jeśli już - to często nie płacą za wykonaną usługę. Dlatego szanuję co mam i cieszę się z tego co mam - mówi Marian. - A jaka będzie moja przyszłość? To czas pokaże.
***
Wiesław opowiada jak to spakował się do reklamówki, kiedy komornik wyrzucał go z zadłużonego mieszkania. - Poszedłem prosto przed siebie, nie wiedząc gdzie zajdę - mówi Wiesław. Trafiłem tutaj...
Często, w rozmowach z kolegami z noclegowni, wspomina dobre czasy. To było wtedy gdy pracował w wypożyczalni kaset wideo. Świetny okres. Miał zdrowie, pieniądze i dach nad głową. Dziś jest nikomu niepotrzebny, bezużyteczny jak te kasety, po które jeszcze parę lat temu ustawiały się kolejki.
Ma w ręku też fach ślusarza, ale co z tego - przez chorobę Parkinsona nawet długopisu w ręku nie utrzyma.
- Jeśli doczekam na mieszkanie z DPS-u to znów spakuję się w siatkę i pójdę. Tym razem do siebie - marzy.
___________________
Noclegownia W noclegowni dla bezdomnych przy ul. Makuszyńskiego jest 200 miejsc, ale w okresie niskich temperatur limit nie obowiązuje. Przyjmuje się tu wszystkich potrzebujących.
W Krakowie jest 9 placówek oferujących schronienie (w tym 6 dla mężczyzn), finansowanych przez gminę i 9 prowadzonych przez instytucje pozarządowe.