Michał Kitliński: Atmosfera i wzajemny szacunek - w Hutniku jest na wysokim poziomie, i w Garbarni też tak było

Tomasz Bochenek
Tomasz Bochenek
Michał Kitliński podczas debiutu w Hutniku w meczu z GKS Katowice. Liderowi II ligi strzelił bramkę na 1:0, a Hutnik wygrał to spotkanie Karina Trojok
Jako piłkarz Garbarni Michał Kitliński wywalczył dwa awanse - do II i I ligi. Teraz jest zawodnikiem Hutnika, a przed nim właśnie mecz z "Brązowymi", w sobotę (24 kwietnia, godz. 16) na Suchych Stawach. Dla nowohuckiej drużyny to kolejne spotkanie w ramach walki o utrzymanie, która wiosną idzie jej naprawdę nieźle. - Jeżeli ciężko pracujesz na co dzień, wspólnie się motywujesz, to karuzela się napędza - mówi 26-letni piłkarz, najlepszy strzelec Hutnika w tej rundzie.

Garbarnia. Pierwsze skojarzenie...

Miłe wspomnienia. To pierwsze, co przychodzi mi do głowy. Po prostu miłe wspomnienia.

Przez dwa i pół roku naprawdę dużo może się wydarzyć.

Oczywiście. Mnie tamto dwa i pół roku akurat bardzo szybko zleciało, ponieważ graliśmy o coś. A jak się gra o coś, to co tydzień są emocje.

Kto został w Garbarni z tamtej ekipy?

Z tamtej, w której ja jeszcze byłem, został Marek Masiuda, został Aleksander Kozioł. Karol Kostrubała w tym roku zakończył swoją karierę, granie w piłkę nożną (ale pozostaje związany z Garbarnią jako skaut - przyp. boch). A tak, to cała kadra już się zmieniła, zarówno trenerska, jak i piłkarska. Mam nadzieję, że nikogo nie pominąłem.

Aleksander Kozioł jest ostatnio rezerwowym bramkarzem, pewnie przeciwko Hutnikowi nie zagra. Dla Pana to dobrze czy nie? Jak się gra przeciwko kolegom?

Ja lubię grać przeciwko kolegom. Kiedy się spotykamy, możemy o tym porozmawiać, wiadomo, że czasem są też docinki. Na pewno jednak oddziela się boisko od spraw prywatnych. Musi tak być, jeśli chce się coś robić zawodowo. Na boisku nie myśli się o przyjaciołach tak, jak w normalnym życiu. To dwa różne światy, można powiedzieć.

Można jakoś porównać szatnię tamtej Garbarni i obecną szatnię Hutnika? Charaktery? Klimat?

Tu i tu - bardzo fajna, rodzinna atmosfera. Jeśli chodzi o charaktery, na pewno zróżnicowane, trudno to porównać. Ale jeśli chodzi o atmosferę i wzajemny szacunek, to i w Hutniku jest to na wysokim poziomie, i w Garbarni też tak było.

Ponownie przeprowadzając się do Krakowa, zamieszkał Pan w miejscu z czasów Garbarni czy wybrał inny rejon miasta?

Inny. Zawsze wolę mieszkać bliżej miejsca, w którym gram, pracuję. Lepiej mi się żyje, jak nie muszę jeździć przez całe miasto.

W Hutniku jest Pan od stycznia, ale już sporo się wydarzyło. Jak podsumowałby Pan te trzy miesiące?

Na pewno to, że mieliśmy takie wejście w rundę, nie wzięło się z przypadku. Bo po prostu uczciwie, ciężko pracowaliśmy w zimie, naprawdę przykładaliśmy się mocno do treningów w tym okresie przygotowawczym. Niektóre momenty były, wiadomo, trudniejsze, ze względu na aurę czy zmęczenie, ale nie ma nic za darmo, nic nie dzieje się bez przyczyny. Więc myślę, że wyniki są wypadkową tego, jak przygotowywaliśmy się do rundy wiosennej, z jakim nastawieniem. Zależy nam na każdym meczu, na każdy jesteśmy naładowani i myślę, że to widać na boisku.

Z Pana gdzie i kiedy zrobiono napastnika?

Ja zawsze byłem napastnikiem - jak zaczynałem przygodę z piłką, kiedy grałem w juniorach. Potem, w zależności od trenera, od sposobu gry drużyny, byłem przekwalifikowany na skrzydło. Ale tak naprawdę zawsze pozycja napastnika była "w obiegu", zawsze mogłem do niej wrócić, nawet w czasach Garbarni też się zdarzało, że trener Hajdo wystawiał mnie na dziewiątce. Graliśmy, pamiętam, w dwójce z Tomaszem Ogarem. Nie jest to więc dla mnie obca pozycja - po prostu w pewnym momencie swojego grania byłem bardziej skrzydłowym, na tej pozycji mnie wystawiano, a teraz wróciłem do pozycji numer 9.

W dziewięciu meczach w Hutniku zdobył Pan trzy bramki - to niezła statystyka. Z drugiej strony, mogło być więcej, bo kilku dość dobrych sytuacji Pan nie wykorzystał. Jak ocenia Pan te dotychczasowe występy?

Zgadza się, było parę klarownych sytuacji, dzięki którym ten dorobek mógł był większy. Ale patrzę przede wszystkim na to, jak idzie zespołowi, jak się wszystko ułożyło... Sam miałem problemy zdrowotne przed startem rozgrywek - kontuzja, z którą się zmagałem, nie do końca chciała ustąpić. Zdobyłem jednak dość istotne bramki, a zespół idzie do przodu. I to jest dla mnie najważniejsze, bo najważniejszy jest cel zespołowy, czyli utrzymanie Hutnika. Wiadomo, że na statystyki też się patrzy, bo to nie jest tak, że zawodnik nie zwraca uwagi na swoje liczby, ale one teraz nie są na pierwszym miejscu. Skupiam się na razie na tym, żeby drużyna osiągnęła cel, jaki sobie postawiliśmy.

17 punktów po 10 wiosennych meczach to solidny wynik. Widać, że zespół jest zmobilizowany, waleczny. Skąd się bierze ta postawa?

Moim zdaniem wszystko to bierze się z treningu, z podejścia do pracy. Jeżeli ciężko pracujesz na co dzień, wspólnie się motywujesz - sztab trenerski, zawodnicy - to karuzela się napędza. A tutaj czuć chemię, widać, że chcemy osiągnąć coś razem, pójść w jednym kierunku, pracujemy, pilnujemy się. Cały klub, bo także prezesi, zarząd, jest skoncentrowany na osiągnięciu celu. Wszystkim mocno zależy na tym, żeby Hutnik się utrzymał i robimy wszystko w tym kierunku.

Co z Pana kontuzją? Odpuściła?

Tak, kontuzja przywodziciela już za mną. Był mocno naciągnięty, przeciążony. Ból się pojawiał, odpuszczał, potem znów wracał. A wiadomo, że inaczej się mecze gra, kiedy nie czujesz się zdrowy na sto procent, nie masz pewności, że wszystko będzie OK.

Jak pan sobie radził? Wspomagał się środkami przeciwbólowymi?

Czasem trzeba było sobie radzić, na różne sposoby. Na szczęście w klubie fizjoterapeuta dbał o to, bym był w jak najlepszej dyspozycji na każdy mecz, także inni fizjoterapeuci w Krakowie. Bardzo im dziękuję.

Kiedyś doznał Pan kontuzji podobnej, jak niedawno bramkarz Hutnika Dawid Smug. Pan złamał szczękę czy żuchwę?
Szczękę, uniknąłem jednak operacji. Zdarzyło się to w meczu rezerw Pogoni Siedlce w III lidze. Skakałem do piłki, żeby zagłówkować i wpadł na mnie bramkarz. Straciłem przytomność, obudziłem się już w szpitalu. Nie pamiętam, co się w międzyczasie zdarzyło.

To był pewnie ten najmniej przyjemny moment w piłkarskim życiu. A najfajniejszy?
Mam nadzieję, że przede mną... Jeśli miałbym wybrać, to każdy awans zawodowy i zespołowy jest pięknym momentem, zwieńczeniem danego sezonu.

Awans osiągnął Pan z Garbarnią.

Nawet dwa. I tak jak mówię - jak się gra o coś i ten cel się osiągnie, to chyba jest największa satysfakcja dla sportowca.

Wracając do wydarzeń najbliższych: w meczu Hutnik - Garbarnia już Pan kiedyś grał.

Tak, pamiętam, chyba wygraliśmy go. W sobotę zagram już w barwach Hutnika i mam nadzieję, że tym razem trzy punkty zostaną na Suchych Stawach.

Polacy najaktywniejsi w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie