Mistrz, jeden z dziesięciu na świecie

    Mistrz, jeden z dziesięciu na świecie

    Maria Mazurek

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Prof. Zbigniew Czop prezentuje swoje miedzioryty.
    1/2
    przejdź do galerii

    Prof. Zbigniew Czop prezentuje swoje miedzioryty. ©fot. Anna Kaczmarz

    Nad jednym miedziorytem może pracować tygodniami, nawet miesiącami. Zbigniew Czop, krakowski artysta, należy do garstki twórców, którzy mają duży talent, nieziemską precyzję i kosmiczną cierpliwość.
    Miedzianą, wypolerowaną płytę, powiedzmy wielkości kartki papieru, trzeba ułożyć na twardej poduszce. A potem godzinami, tygodniami, miesiącami, z niebywałą precyzją i cierpliwością, grawerować ją rylcem. W XVI-XVIII wieku tak powstałe miedzioryty ilustrowały książki, pełniły też funkcję plansz kartograficznych. Dziś, kiedy kilkoma kliknięciami myszką jesteśmy w stanie zrobić na komputerze skomplikowane grafiki, twórców dłubiących w miedzi jest na całym świecie garstka.

    Bez odwrotu
    Dlaczego Zbigniew Czop, krakowski artysta, w dobie szybkich obrazków, internetu i smartfonów wciąż potrafi spędzić rok życia na dłubaniu w kawałku metalu?

    - Miedzioryt daje mi władzę nad dziełem, poczucie, że wszystko zależy ode mnie. Tu nie ma poprawek, przycisku "wstecz". Każdy ruch maleńkim rylcem zostaje w metalu na zawsze - mówi artysta.

    Urodził się w Nowym Sączu, w 1943 roku. I jeszcze jako mały chłopiec wyprowadził się z rodzicami do Krakowa, bo tata dostał pracę w Wydawnictwie Muzycznym. W ich domu często bywali muzycy - Stefan Kisielewski, Henryk Sztompka. Czop nie miał wyjścia: poszedł do szkoły muzycznej. - W zasadzie przed dalszą edukacją muzyczną ocalił mnie, dzięki Bogu, Kisielewski - śmieje się Czop.

    Zauważył, on że Zbigniew nie ma w sobie tego "czegoś" - natychmiastowego rozumienia utworu, możności zamiany nut w dźwięki fortepianu w tej sekundzie, w której ktoś powie mu "graj!". - Kisielewski powiedział wprost moim rodzicom: jeśli Zbyszek woli robić coś innego, nie ma się co upierać. Może lepiej, żeby malował - wspomina.

    Nie było już odwrotu. Poszedł na Akademię Sztuk Pięknych. Tam uczył go sam Tadeusz Kantor.

    Kiedy prof. Hanna Rudzka-Cybisowa przeszła na emeryturę, a Kantor objął jej pracownię - pierwsze, co zrobił, to przemalował ściany na biało, powywalał wszystkie graty, kazał posprzątąć brud, kurz, szmaty. Dosłownie i w przenośni, bo Kantor uwielbiał pokazywać swoim studentom nową perspektywę, zmuszać do dyskusji, wręcz artystycznego buntu. Często zabierał ich z wydziału na zajęcia do Jamy Michalikowej lub Krzysztoforów, rzucając: Tu już nie da się wytrzymać!

    Ale raz Kantor wprowadził ich w osłupienie. Na semestralne zaliczenie ściągnął do pracowni nowiutki, błyszczący motocykl (w komunistycznych latach to było naprawdę imponujące!) oraz nie mniej błyszczącą, jędrną, piękną i młodą modelkę, która na tym motocyklu pozowała studentom. Zupełnie nago.

    Rodzaj gotowania
    Modelki modelkami, ale na studiach Zbigniew Czop poznał swoją przyszłą żonę, malarkę Krystynę Gaber. Razem mieli wiele wystaw, w tym tę pierwszą międzynarodową, z której tak się cieszyli - w Norymberdze. Ale nie może powiedzieć, że z sobą zgodnie współpracowali, spokojnie się inspirowali wzajemnie.

    - Nie! - Czop kiwa głową. - Artysta zawsze jest indywidualistą. Między nami było to wieczne gotowanie, rodzaj wulkanu, który być może pobudza wyobraźnię, ale nie koi nerwów - uśmiecha się artysta.

    Udało im się jednak wiele wspólnie osiągnąć. Wspólnie malowali choćby portrety królów polskich dla Zamku Królewskiego na Wawelu. To już lata, kiedy żona nie żyje, a Zbigniew Czop wciąż nie potrafi odnaleźć się w tym świecie bez niej.

    Nikt z szampanem nie czeka
    Nie od razu po studiach zajął się na poważnie miedziorytem. Wpierw pracował jako grafik, rysownik, projektant wnętrz. Zaprojektował na przykład wnętrze Polskiej Akademii Umiejętności przy ulicy Sławkowskiej w Krakowie. To zresztą w hali PAU umawiamy się na spotkanie.

    - Wracam na stare śmieci - uśmiecha się Czop. I rzeczywiście, kiedy tak siedzimy na kamiennej ławce i rozmawiamy, co chwilę ktoś podchodzi do niego, ściska, umawia się, albo przynajmniej - chce się przywitać.

    Czop robi też rysunki - dużo symboliki i eksplozja pastelowych barw. Każdym chce opowiedzieć inną historię, kawałek siebie. Najbardziej ceniony jest jednak za miedzioryty. Tą techniką zajmuje się, tak na poważnie, z dziesięciu artystów na całym świecie.

    Tym miedziorytem zajmował się wcześniej skromnie, po cichu. Dopiero później nabrało to większego wigoru. Jego prace, właśnie grawerowane w metalu, zaczęto pokazywać w Nowym Jorku, Wielkiej Brytanii, Belgii, Finlandii. - Myślałem nawet, żeby wyjechać za granicę, ale nigdy na to się nie zdecydowałem. A dziś, na starość, nikt tam z szampanem już na mnie nie czeka - rzuca.

    Choć, z drugiej strony, w tym i przyszłym roku jego miedzioryt "Tratwa Wariatów" ma być eksponowany w największych włoskich miastach. A inne jego prace wiszą w nowojorskim muzeum sztuki...

    Życiowe zawirowania
    Być artystą jest trudno. Nie ma pieniędzy wpływających co miesiąc, zawsze tego samego dnia, na konto. Jest mozolna praca, łapanie zleceń. Również tych pod zamówienie, na konkretne okazje - habilitacje, imieniny. Trudno jednak o stabilizację.

    Na przykład - już po raz trzeci czy czwarty w życiu urządza swoją pracownię i warsztat - będzie przy Łobzowskiej w Krakowie. Teraz nie ma też strony w internecie, choć jego prace można zobaczyć w muzeach na całym świecie. - Przyznaję się, że nie nadążam za nowoczesnością. Zajmuję się na przykład grafiką komputerową, ale musi mi w tym ktoś pomagać. On siedzi przy komputerze, a ja instruuję, co ma robić - opowiada.

    Stanisław Stopczyk, autor podręczników z historii sztuki, nazwał go arcymistrzem, a Leszek Długosz, artysta Piwnicy pod Baranami - "twórcą najbardziej autentycznym". Ale kiedy pytam Czopa o największą ambicję, coś, czego chciałby jeszcze artystycznie dokonać, odpowiada: przywrócić Zakopiańską Akademię Sztuki, coroczne warsztaty dla dzieci i młodzieży z wybitnymi, światowymi muzykami, których był współorganizatorem.

    No i może jeszcze w końcu założyć sobie tę stronę internetową...

    Miedzioryt
    Inaczej sztych, kopersztych. Technika graficzna wklęsła, na metalu. Na płycie miedzianej wykonuje się rysunek rylcem. Miedzioryty były tworzone już na początku XV wieku.


    Zobacz najświeższe newsy wideo z kraju i ze świata
    "Gazeta Krakowska" na Youtubie, Twitterze i Google+
    Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj

    Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo