Morderca i jego beczka

Artur Drożdżak
Adam Rapicki uważa, że krakowski biznesmen to niejedyna ofiara Emila P. Ale tylko to mu udowodniono
Adam Rapicki uważa, że krakowski biznesmen to niejedyna ofiara Emila P. Ale tylko to mu udowodniono Artur Drożdżak
Porwanie, próba wymuszenia okupu, okrutne zabójstwo mieszkańca Krakowa, wpadka jeszcze w czasie emisji telewizyjnego programu 997. To krótki rys przestępczej kariery wielokrotnie karanego 73-letniego Emila P., którego sprawa po prawie 20 latach wróciła na wokandę krakowskiego sądu - pisze Artur Drożdżak

W 1991 r. morderstwo to wstrząsnęło Krakowem. Bo niecodziennie się zdarza, że policja znajduje ludzkie zwłoki zabetonowane w beczce. I to dwa kroki od pełnego turystów Rynku Głównego.

Zaginiony
Pierwsze sygnały, że Mariusz K., żonaty, ojciec dwojga dzieci, 29-letni przedsiębiorca budowlany znika bez śladu, policja zwyczajnie lekceważy. - Zięć zaginął, zróbcie coś - prosi na jednym z komisariatów, teść Mariusza K. Funkcjonariusze kiwają głowami. I tyle. Ostatni raz przedsiębiorca jest widziany 2 lutego 1991 r., gdy szykuje się do wyjazdu na Śląsk, gdzie z pracownikiem, Emilem P. ma remontować restaurację. Wychodzi z domu, znika.

Telefony, listy
Gdy rodzina Mariusza K. szuka go w szpitalach, na pogotowiu, u znajomych, do ich sąsiadki, dzwoni anonimowy mężczyzna. Ta przekazuje słuchawkę teściowi zaginionego, Władysławowi D. - Rozmówca twierdził, że zięć miał wypadek, jego auto jest na ul. Wlotowej, trzeba je umyć, a instrukcja co robić dalej znajduje się w skrytce pojazdu - relacjonował policji teść zaginionego. Zapamiętuje, że informator celowo zmienia głos i udaje, że się jąka. We wskazanym miejscu auta nie ma, są za to kolejne telefony. I nowy adres, gdzie stoi auto. Jest. A w środku list.

Spowodowałem wypadek drogowy, zabiłem człowieka i potrzebuję 25 mln zł (dziś to 2,5 tys. zł), by nie trafić do kryminału - pisze Mariusz K. i prosi, by pieniądze przekazano pośrednikowi. Ale teść zaginionego nabiera podejrzeń, że list jest napisany pod dyktando, znów idzie na policję. I znów jest lekceważony. A po kilku godzinach kolejny, anonimowy telefon. - Z Mariuszem jest wszystko OK - zapewnia rozmówca.

Konfrontacja
W końcu policja zaczyna działać. Pukają do jednego z wytypowanych mieszkań, zastają tam Emila P.
- Mariusza K. nie widziałem od miesięcy - zapewnia. Gdy w komisariacie dochodzi do konfrontacji z żoną przedsiębiorcy, kobieta twierdzi, że Emil P. kłamie, ale funkcjonariusze wierzą mężczyźnie. Teść Władysław D. proponuje, by polecono Emilowi P. powiedzenie kilku zdań przez telefon, to porówna jego głos z tajemniczym rozmówcą. Ale Emil P. odmawia i z komisariatu wychodzi wolny.

Przeszłość Emila
Dwa dni później kolejny telefon, rozmówca chce już 50 mln zł. - Zapłacimy - obiecuje żona przedsiębiorcy. Sprawę przejmuje Komenda Wojewódzka Policji, która zakłada podsłuch telefoniczny, ale efektu nie ma. Emil P. zaczyna dziwną grę z policją, twierdzi, że to z nim skontaktował się porywacz przedsiębiorcy, wyznaczył spotkanie w restauracji Hawełka. Zasadzka nie przynosi efektu, ale wtedy powoli wychodzi na jaw mroczna przeszłość Emila P. Pierwszy wyrok zaliczył w roku 1957 w Gorzowie, za kradzieże, wyłudzenia kredytów, potem osiada na Dolnym Śląsku.

- Pracuje na budowie w Zgorzelcu, popija z jednym gościem. Dumają, jak się pozbyć upierdliwej żony kumpla od kielicha - opowiada Adam Rapicki, emerytowany policjant z krakowskiej komendy, który zna na pamięć życiorys przestępczy.

Emil P. kopie dół w lesie, robi proszek z lekarstwa i zgłasza miejscowej policji, że jest wynajęty przez kobietę, by pozbyć się jej męża, pokazuje dół, wręcza fiolkę z lekiem. Kobieta trafia za kratki, ale intryga wychodzi jednak na jaw. Emil P. dostaje wyrok - 4 lata więzienia. Później jeszcze kilka razy jest skazywany. Staż więzienny? W sumie 13 lat za kratkami. W lutym 1991 r. znika bez śladu.

Beczka
- Wiążemy poszlaki, dochodzimy do tego, że to Emil P. jest porywaczem, sprawdzamy jego mieszkanie na ul. Okólnej - opowiada emerytowany glina. Jak mówi, w jego robocie każdą sprawę trzeba wychodzić, więc pyta po kolei sąsiadów, mieszkańców i ktoś przypomina sobie, że Emil coś wywoził z piwnicy. Dużą beczkę. Korzystał z syrenki bosto. Beczka trafiła na podwórko przy ul. Sławkowskiej. Jedna z lokatorek pamięta, że wcześniej Emil robił tam remont. - Otworzyliśmy beczkę, w środku był martwy Mariusz K. Widok był szokujący - opowiada Rapicki.
Wpadka na wizji
Rozpoczyna się obława na Emila, pętla się zaciska. Udaje się ustalić, że jego wspólnikiem jest daleki kuzyn Władysław K., lat 39, kelner, karany. - Widziałem, że Emil kogoś więził w piwnicy przy ul. Okólnej, zmusił do pisania listu pod dyktando, kneblował, podawał jakieś środki "na spanie". Później wyszedłem z piwnicy, a oni tam zostali - twierdził mężczyzna.

Emil P. ukrywa się na terenie kraju, pada więc propozycja skorzystania z pomocy mediów, by go ująć. Gra jest warta ryzyka, więc przygotowano emisję popularnego programu 997. - Sprawę pamiętam doskonale, bo dwa razy się zdarzyło, że przestępcę, którego wizerunek pokazaliśmy na wizji, ujęto jeszcze w czasie trwania godzinnego programu. Emil P. to jeden z tych, którzy zostali tak zatrzymani - mówi Michał Fajbusiewicz, twórca program 997.

Emil P. wpada w Poznaniu, mimo że dba o zmianę wyglądu, ma zapuszczone wąsy, nosi okulary i wypycha sobie usta gumą, by likwidować charakterystyczne bruzdy na twarzy. Jego nowy pracodawca, przedsiębiorca budowlany domyśla się kryminalnej przeszłości. - Po wpadce Emil P. pisze do mnie list, grozi mi śmiercią, kiedy wyjdzie zza krat. Dostał za to wyrok półtora roku więzienia - wspomina Fajbusiewicz.

Przed karą śmierci
Po wpadce Emil. P staje przed krakowskim sądem. Nie przyznaje się do winy, broni się, że to nie on, ale wspólnik kuzyn Władysław K. miał beczkę, w której planował ukryć srebro pochodzące z przestępstwa. Ale sąd nie ma wątpliwości, że to Emil P. jest winny uprowadzenia, obrabowania i zamordowania Mariusza K. Wyrok - 25 lat więzienia.

- Planowaliśmy wystąpienie dla niego o karę śmierci, ale do tego potrzebna była zgoda ministra sprawiedliwości. Odpowiedni materiał przygotowywaliśmy trzy noce, ale już w gabinecie ministra odesłano nas z kwitkiem - wspomina Adam Madejski, dziś adwokat, wtedy prokurator. Wspólnik Władysław K. ma trafić za kratki na 8 lat, ale sąd apelacyjny zmniejsza mu wymiar kary do lat trzech, Emilowi K. wyrok utrzymuje.

Zagadka zniknięcia
- Do dziś na sumieniu mam inną sprawę Emila - nie kryje Rapicki. To tajemnicze zniknięcie rzemieślnika z Nysy, Mariana Rz. Na początku 1990 r. Emil P. zaprosił go na wódkę, pili razem. Od tamtego czasu Mariana Rz. nikt żywego nie widział. - Jeździłem z 10 razy w okoliczne lasy, wytypowałem miejsce, gdzie moim zdaniem są zwłoki - mówi Rapicki.

Tajemnic związanych z Emilem P. jest więcej, choćby dziwna samobójcza śmierć małżeństwa F., u których mieszkał na Śląsku. Kobieta została otruta, a jej mąż powieszony. Teraz, po latach, Emilem P. zajął się krakowski sąd i wymierzył mu wyrok łączny 25 lat więzienia za zbrodnię na Mariuszu K. oraz za sporządzenie fikcyjnej umowy kupna auta należącego do zaginionego Mariana Rz.

Groźba zza krat
- Emil P. może się już starać o przedterminowe zwolnienie z więzienia w Wołowie - potwierdza Rafał Lisak Emil P. w 2000 r. wystąpił w TVN w programie "Cela nr". - Po emisji odgrażał się, że jak wyjdzie to policzy się ze mną, prokuratorem i sędzią - mówi Rapicki. Koniec kary Emila P. upłynie w roku 2020.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie