Olkusz: pięć lat temu spowodował wypadek. Proces jeszcze się nie zaczął

Katarzyna Ponikowska
Tyle zostało z auta, którym w 2010 roku kierował Andrzej P.
Tyle zostało z auta, którym w 2010 roku kierował Andrzej P. KPP Olkusz
We wtorek odbędzie się posiedzenie sądu w sprawie zwolnienia z więzienia olkuszanina Andrzeja P. Mężczyzna siedzi za kradzież. Nie był jeszcze sądzony za jazdę po pijanemu i zabicie człowieka

Andrzej P. z więzienia może wyjść lada dzień. We wtorek w Sądzie Okręgowym w Częstochowie odbędzie się posiedzenie w sprawie jego warunkowego zwolnienia. Odsiaduje wyrok za kradzież samochodu. Mężczyzna nadal jednak nie odpowiedział za to, że pięć lat temu po pijanemu spowodował wypadek, w którym zginął człowiek. Mieszkańcy obawiają się, że ucieknie z kraju.

- W tym wypadku zginął mój kolega. Miał 28 lat. Andrzej P. powinien za to odpowiedzieć. Dlaczego inni kierowcy, którzy jeżdżą po pijanemu, trafiają za to do więzienia, a on ciągle jest bezkarny? - dziwi się mieszkanka ul. Skalskiej w Olkuszu, sąsiadka Andrzeja P. - Chodzą plotki, że zamierza uciec za granicę. Tak nie powinno być - dodaje.

Do wypadku w Bolesławiu doszło 20 marca 2010 r. 46-letni wówczas Andrzej P. jechał volkswagenem caddy drogą krajową nr 94 w kierunku Katowic z prędkością 112 km na godz. Było tuż przed godz. 19. Wpadł w poślizg. Stracił panowanie nad pojazdem i otarł się o jadącego obok forda escorta, potem wpadł w barierę energochłonną. Auto odbiło się i uderzyło w nadjeżdżającego z tyłu lewym pasem volkswagena golfa, po czym przewróciło się. Z caddy, w którym podróżowało pięć osób, wypadł 28-letni olkuszanin. Auto go przygniotło. W stanie krytycznym trafił do szpitala. Nie udało się go uratować. Ranni zostali także pozostali pasażerowie samochodu oraz kierujący.

Przez trzy miesiące od wypadku śledczy nie wiedzieli, kto tak naprawę kierował caddy. Krew przebadano u wszystkich będących w aucie. Okazało się, że większość z nich była pod wpływem alkoholu. Wcześniej pili razem. Pasażerowie caddy plątali się w wersjach, kto kierował. Zrzucali winę na zmarłego. W końcu udało się ustalić, że za kierownicą siedział Andrzej P.
Miał 2,8 promila alkoholu we krwi.

15 listopada 2010 roku sąd wydał postanowienie o tymczasowym aresztowaniu mężczyzny na 14 dni. Okazało się jednak, że Andrzej P. ulotnił się z kraju. 18 listopada sąd zarządził poszukiwanie go listem gończym za spowodowanie wypadku.
Mężczyznę udało się namierzyć dopiero trzy lata później, w listopadzie 2013 roku. Został zatrzymany w Amsterdamie na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Niestety, ktoś zaniedbał sprawę i w dokumencie nie został ujęty wypadek, który Andrzej P. spowodował. Ścigano go jedynie za kradzież auta z maja 2004 roku.

Właśnie za ten czyn odsiaduje obecnie wyrok w zakładzie Karnym w Sierakowie Ślaskim. Wyrok kończy mu się 27 maja 2015 r., ale może się okazać, że po pozytywnym rozpatrzeniu jego sprawy wyjdzie już niedługo. Z powodu braku drugiego zarzutu w dokumentach nie może być na razie za niego sądzony.

Mieszkańcy są oburzeni. - Zabił człowieka, uciekł i teraz jak gdyby nigdy nic będzie znów mieszkał obok nas - dziwią się ludzie z ul. Skalskiej w Olkuszu. Tym bardziej że Andrzej P. nie cieszy się wśród sąsiadów dobrą opinią. - To człowiek nieobliczalny. Nie uczył się, ciągle rozrabiał. Był wiele razy karany za włamania i kradzieże - mówi nasza rozmówczyni. - Ma dwoje dzieci, na które nie daje pieniędzy. Znam jego konkubinę. Bił ją, a ona teraz boi się, że porwie jej dzieci - dodaje.

Problem w tym, że Andrzej P. według przepisów musi się zgodzić, żeby sądzić go w Polsce za wypadek. W lutym 2014 roku odbyło się posiedzenie w tej sprawie w olkuskim sądzie. - Nie wyraził zgody - informuje Rafał Ziętek z Sądu Rejonowego w Olkuszu. Prokuratura Rejonowa z Olkusza złożyła więc do Sądu Okręgowego w Krakowie wniosek o rozszerzenie Europejskiego Nakazu Aresztowania. - My wystąpiliśmy z tą sprawą do strony holenderskiej. Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy zrobić. Na razie nie ma jednak żadnej odpowiedzi z ich strony - mówi Bogusława Marcinkowską z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

Jeśli sprawca po odbyciu kary nie wyjedzie z kraju w ciągu 45 dni, będzie go można ścigać bez proszenia go o zgodę. To niestety jest jednak mało prawdopodobne.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
gosc z boleslawia
A.Piatek wodzi wymiar sprawiedliwosci za nos , co to za prawo ???
Zabił czlowieka zwolniono go z aresztu , mieszka w Holandii , ,wszyscy policjanci
i prokuratura wiedzą o tym i NIC NIE ROBIA To SKANDAL . Gdzie my żyjemy , Chore Państwo !!!!!
G
Gość
prawo bandziorom robi z góry , normalnemu obywatelowi podkłada się kłody! rachunek jest prosty, łapczywość organów ścigania i kumoterstwo z bandytami, tam jest szybki szmal i łatwy do wyciągnięcia!
v
vov
Panie Boże...... "Andrzej P. według przepisów musi się zgodzić, żeby sądzić go w Polsce za wypadek." .... co za debil takie prawo ustanowił !
Niech teraz klęknie przed bandytą i prosi go na kolanach o zgodę....może zrobi łaskę i się zgodzi. Szok.

W ten sposób "władza" aż się prosi, żeby zastraszeni porządni obywatele sami wymierzyli sprawiedliwość bandycie. Wtedy jednak taki obywatel zostanie przykładnie ukarany - bo tylko bandyci są u nas pod ochroną.
Chory Kraj, chore prawo.
R
Rozum
Dobrze nam tak.Drwiliśmy z Ziobro ,teraz drżymy przed bandytami.
Dodaj ogłoszenie