Pieniny: ludzie cierpią, minister zwleka

Józef Słowik
Na tą drogę nie tylko wiszą skały, ale również została ona podmyta przez biegnący wzdłuż niej Dunajec
Na tą drogę nie tylko wiszą skały, ale również została ona podmyta przez biegnący wzdłuż niej Dunajec Józef Słowik
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Mieszkańcy Sromowiec Niżnych są odcięci od świata. Po ostatnich powodziach na jedyną drogę dojazdową do tej dużej wsi osunęły się skały, żwir, drzewa i tony gliny. Spadły z Macelowej Góry, która leży na terenie Pienińskiego Parku Narodowego. Ludzie nie mogą dotrzeć do lekarza i pracy, a dzieci będą musiały do miejscowego gimnazjum jeździć przez Słowację.

Dlaczego władze nie zabiorą się po prostu za remont drogi? Bo najpierw trzeba zabezpieczyć osuwisko, a ono leży w granicach Pienińskiego Parku Narodowego, gdzie obowiązuje ścisła ochrona przyrody i na wszelkie roboty konieczna jest zgoda ministra środowiska. Tylko on może pozwolić na usunięcie zwisających nad drogą skał.

Ziemia, gruz i połamane drzewa zostały już usunięte z jezdni, ale Robert Waniczek, dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg w Nowym Targu, zamknął drogę. Obawia się, że na przejeżdżające samochody w każdej chwili mogą runąć ogromne głazy skalne. Wczoraj, rozmawiając z "Gazetą Krakowską", nie krył irytacji. On i jego pracownicy dziwią się szczególnie dyrektorowi Pienińskiego Parku Narodowego, że ten czeka na zgodę Ministra Środowiska, aby wejść na teren chroniony i zabezpieczyć głazy.

- Tu trzeba uruchomić jakiś tryb awaryjny. My jako zarządca drogi jesteśmy odpowiedzialni za jej użytkowników - twierdzi Waniczek. - Na tym osuwisku są w skałach kilkucentymetrowe szczeliny, w każdej chwili głaz może runąć na przejeżdżające auto. Musiałem zamknąć tę drogę. Ale to jedyny dojazd do Sromowiec Niżnych. Jak mam ludziom wytłumaczyć, że czekamy na pismo ministra?

Michał Sokołowski, dyrektor Pienińskiego Parku Narodowego, mówi, że bez pozwolenia nie może ingerować w teren osuwiska, bo tak stanowią przepisy. Zapewnia jednak, że sytuacja w sprawie zezwolenia na roboty na osuwisku na Macelowej Górze dynamicznie się rozwija. - Wysłałem w poniedziałek pismo do ministra środowiska. Czekam na odpowiedź, to kwestia o ile nie godzin, to na pewno dni - twierdzi Sokołowski.
Jednak pracownicy Ministerstwa Środowiska nie spieszą się z odpowiedzią. Wczoraj przez cały dzień nie znaleźli czasu, by odpowiedzieć nam na pytanie, na jakim etapie rozpatrywania jest pismo dyrektora Sokołowskiego.

Tymczasem mieszkańcy nie tylko Sromowiec nie mogą pojąć biurokratycznego absurdu. - To już ludzkie pojęcie przechodzi, cały kraj w stanie klęski, a my stawiamy znaki "zakaz ruchu", zamiast zacząć usuwać zagrożenie - mówi oburzony Bogumił Zachara ze Sromowiec Wyżnych.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

f
fff
z sołtysem do roboty to gmina ma wam zapewnic front pracy a nie premier wszyscy czekają az im panstwo da a panstwo nie ma nic do tego
góral
może niech dyrektor sokołowski zobaczy ile terenów parku leży w obrębie chłopskich gruntów, a potem będzie się zastanawiał na co i komu potrzebna jest zgoda . mieszkańcy okolicznych miejscowości powinni zagrodzić swoje grunty na terenie parku i co wtedy powie dyrektor . Nic nie wolno zrobić dla człowieka , aby mu ulżyc ale nie daj boże żeby motylkowi albo żabce działa sie krzywda to zaraz postawią na nogi cała machnę urzędasów . zgroza .
Dodaj ogłoszenie