Potrójny mord w Jurczycach, czyli 22 lata pewnego śledztwa. Wojciech R. odpowie za potrójny mord, „Loczek” już nie

Artur Drożdżak
Artur Drożdżak
Świadek koronny Krzysztof P. ps. Loczek  nie doczekał swojego procesu za potrójne zabójstwo, bo zmarł w celi. Jego wspólnik Wojciech R. siądzie sam na ławie oskarżonych
Świadek koronny Krzysztof P. ps. Loczek nie doczekał swojego procesu za potrójne zabójstwo, bo zmarł w celi. Jego wspólnik Wojciech R. siądzie sam na ławie oskarżonych Artur Drożdżak
Przez 22 lata sprawę potrójnej zbrodni w Jurczycach pod Krakowem (gmina Skawina) okrywała mroczna tajemnica. Aż do teraz.

Jak żyją Polacy w Katarze?

Z dwóch głównych, negatywnych bohaterów tej opowieści jeden nie żyje, a drugi czeka w areszcie na proces.

„Loczek” i wspólnik
Jeden z tych „bohaterów”, czyli Krzysztof P. ps. Loczek w 2000 r. miał 31 lat i wyrok za udział w brutalnym gwałcie. Żonaty, ojciec jednego dziecka, inteligentny. Obracał się w krakowskim i śląskim półświatku, znał się z kryminalistami ze zorganizowanych grup przestępczych, lista jego znajomych z tych kręgów mogła imponować.

W nieodległej przyszłości „Loczek”, jako skruszony przestępca, zostanie świadkiem koronnym i będzie namiętnie obciążał zeznaniami swoich kolegów, przypisując im najróżniejsze zbrodnie. O swojej milczał przez dwie dekady. Na miejscu zabójstwa w Jurczycach znalazł się z Wojciechem R., o 7 lat młodszym znajomym, któremu imponowały wyczyny gangsterów z Małopolski i po cichu marzył, że i on kiedyś zyska ich sławę.

Wojciech R. zaocznie ukończył liceum. Kawaler, bezdzietny, miał już dziewczynę i póki co czystą kartę karną. W 2000 r. los obu panów zetknął z 44-letnią Barbarą K., która w Jurczycach miała dom i rozmyślała, w jaki sposób poprawić stan finansów. Źle szedł jej interes z warsztatem samochodowym, w którym wykonywano błotniki i nadkola aut. Traciła klientów, brała pożyczki od różnych osób i miała kłopoty z ich spłacaniem.

Gdy z domu wyprowadziły się dzieci, związała się z młodszym o kilka lat Waldemarem J. ps. Amal, kiedyś taksówkarzem w Nowej Hucie. Zamieszkali razem. Partner też nie narzekał na nadmiar pieniędzy. Dlatego planował sprzedać mieszkanie na nowohuckim os. Jagiellońskim, jeszcze garaż oraz działkę w Szczawnicy. Gdyby się udało, byłby to zastrzyk gotówki, ale krótkotrwały. Para potrzebowała stałego źródła dochodów i wpadła na pomysł, by w Jurczycach otworzyć agencję towarzyską.

Pomocny „Zachary”
Wiedzieli, że w tej branży klientów nigdy nie brakuje. W rozkręceniu biznesu miał im pomóc znajomy 30-letni Leszek W. ps. Zachary. On też liczył, że wyjdzie na swoje, gdy seksbiznes wypali. Znał szefów nocnych klubów i agencji towarzyskich. W tamtym czasie dorabiał jako kierowca karetki oraz ochroniarz w Bochni i okolicach. Jeździł granatowym fordem escortem brata. Właśnie to auto o godz. 6 rano 9 września 2000 r. znaleziono w rowie melioracyjnym niedaleko Jurczyc. Pojazd stał prawie pionowo, dachem oparty o skarpę. Na jezdni były ślady hamowania, a w stacyjce kluczyki. W środku znaleziono niedopałki papierosów, czapkę, puszkę po piwie, dokumenty na nazwisko Leszka W., ale kierowca gdzieś przepadł.

Zadzwonili do Danuty W. przyjechała po nich fiatem 126p. tłumik wyrzucili do rowu przy drodze, a Broń do Wisły w Krakowie

Po kilku godzinach było jasne, że samochodem jechali zabójcy, którzy w Jurczycach zastrzelili trzy osoby. Zwłoki gospodyni, „Amala” i „Zacharego” odkrył w łazience przypadkowy gość, który z kolegą przyjechał do Barbary K. Kilkanaście minut wcześniej był w tym domu ojciec gospodyni, który przywiózł jej pieczywo. Wszedł przez otwarte drzwi, widział bałagan w pokoju, niedopitą butelkę wódki, ale tak się złożyło, że nie zajrzał do łazienki, gdzie zastrzelona leżała jego córka. Zdarzało się wcześniej, że towarzystwo odsypiało po imprezach alkoholowych, więc gościa nie zdziwiło, że córka nie odpowiada na jego wołanie. Zostawił jedzenie i odjechał.

Przełom po 21 latach
Śledztwo w sprawie zbrodni umorzono po dwóch latach, ale po cichu wracano do niego, gdy tylko pojawił się cień szansy na rozwikłanie zagadki potrójnej egzekucji. Przełom nastąpił, ale dopiero po 21 latach, gdy zeznania złożyła mieszkanka Krakowa Danuta W. Dzięki jej relacjom dziś już wiadomo, że para z Jurczyc, która miała plan na seksbiznes z panienkami, przez pośredników dotarła do Wojciecha R. i Krzysztofa P. ps. Loczek. Danuta K. i jej partner Waldemar J. zdawali sobie bowiem sprawę, że wszelkie agencje towarzyskie kontrolują zorganizowane grupy przestępcze i że prowadzenie takiego interesu nie odbywa się w próżni. Oboje mieli świadomość, że potrzebują ludzi, którzy pomogą im w tej branży. Takich, którzy są w niej znani, budzą szacunek w półświatku, a gdy będzie trzeba, zadbają o ochronę lokalu. Pozyskanie „Loczka” miało być gwarancją sukcesu.

Spotkanie wspólników
Najpierw, na początku września 2000 r. w mieszkaniu Danuty W. na os. Kombatantów doszło do dwugodzinnego spotkania Krzysztofa P. ps. Loczek, Wojciecha R. i pewnego człowieka z branży seksbiznesu. Obgadali rentowność interesu, konieczne wydatki i ryzyko działań konkurencji.

W przeddzień zbrodni „Loczek”i Wojciech R. spotkali się na stacji paliw przy ul. Bora Komorowskiego z Barbarą K. i Leszkiem W. ps. Zachary. Potem wszyscy pojechali do Jurczyc obejrzeć siedzibę przyszłej agencji. Autem kierował „Zachary”, obok siedziała gospodyni, z tyłu usadowił się Wojciech R. „Loczek”, w czasie podróży powiedział mu, że ma ze sobą broń palną z tłumikiem.
- Dla bezpieczeństwa - dodał z uśmiechem. Wojciech R. w czasie jazdy dzwonił do kuzyna Grześka i dość dokładnie relacjonował mu na bieżąco rozwój wydarzeń, jakie są ustalenia w kwestii agencji i że jadą oglądać dom. Po drodze kupili alkohol, płaciła Barbara K.

Dwie imprezy w domu
Gdy towarzystwo dotarło na miejsce, rozsiadło się na parterze. Gospodyni nie miała pojęcia, że na poddaszu jest konkurencyjna impreza. Do jej domu wcześniej przyjechali kuzyni i pili z jej partnerem, Waldemarem J. ps. Amal. On im powiedział, że Barbara K. jest w interesach w Krakowie, ale to nie było przeszkodą, by na poddaszu urządzić imprezkę. Druga odbywała się na parterze, gdy gospodyni zjawiła się ze swoimi gośćmi. Rozmowa Barbary K. z Krzysztofem P. była burzliwa, przerodziła się w kłótnię. Kobieta nie chciała przystać na propozycję „Loczka” i Wojciecha R., którzy w zamian za spłatę długów kobiety i pewną dopłatę chcieli przejąć jej dom i samemu otworzyć agencję w Jurczycach. Barbara K. oferowała pieniądze uzyskane ze sprzedaży mieszkania w Nowej Hucie i upierała się, że sama poprowadzi agencję, a domu za żadne skarby nie chciała oddać.

Atak „Loczka”
Oboje z „Loczkiem” zostali na moment sam na sam, by dokonać ostatecznych ustaleń. Wojciech R. i Leszek W. wyszli na papierosa i palili koło basenu przed domem. Gdy wrócili do środka, nastąpił dramatyczny zwrot akcji w negocjacjach. Ujrzeli, że „Loczek” bije kobietę butelką po alkoholu i tłucze ją pistoletem.

- Nie będzie żadnych interesów, a ty masz dług w związku z tym, że przyjechałem do Jurczy

c - Krzysztof P. krzyczał do gospodyni.

Trzej uczestnicy imprezy na poddaszu nie mieli pojęcia, co się dzieje dwa piętra niżej. Jeden z nich po północy zamówił taksówkę, ale nie mogła trafić na miejsce. Dyspozytorka oddzwaniała na domowy numer Barbary K., ale ta zbyła ją wulgarnie o godz. 1.08 w nocy. Wtedy jeszcze żyła. W końcu taksówkarz się pojawił i zabrał biesiadnika z imprezy.

W tamtym czasie Waldemar J. zszedł na parter, ale ktoś mu solidnie przyłożył w głowę, więc wrócił na poddasze i drugiemu z biesiadnikowi poradził, by nie złaził na dół. Ten jednak się odważył, a wówczas nieznany mu osiłek złapał biesiadnika za sweter i kopniakiem wypchnął na zewnątrz domu. To mężczyźnie uratowało życie. Pieszo dotarł do drogi i tam złapał taksówkę.
Po pobiciu Barbary K. „Loczek” usiadł na pufie i machał pistoletem. Siedzący naprzeciwko Leszek W. chciał kopnąć w tę broń, ale „Loczek” był szybszy i nacisnął spust. Kula trafiła mężczyznę w podudzie. Mimo rany postrzałowej wpadł w szał i zaatakował „Loczka”, zadał mu cios głową w twarz. „Loczek” strzelił mu wtedy po raz drugi w nogę i usiadł na rannym. Leszkowi W. założono opaskę uciskową na kończynę. Po chwili rannego i Barbarę K. zaprowadzono do łazienki, a Wojciech R. ruszył na poddasze po Waldemara J. W tym czasie „Loczek” zastrzelił leżącą na podłodze gospodynię i Leszka W. Z ustaleń śledczych wynika, że wtedy broń wziął Wojciech R. Sprowadzonego z poddasza Waldemara J. kopnął, docisnął do podłoża, a potem strzelił mu w głowę. To był finał potrójnej egzekucji.

Sprawcy zaczęli zacierać ślady, rozsypali pieprz w domu, by psy straciły trop, zerwali zasłony, stłukli butelki, wycierali meble i klamki, zerwali zegar, który zatrzymał się na godzinie 3.33. Postanowili odjechać Fordem Escortem Leszka W. Kierował „Loczek” i to on na zakręcie wpadł do rowu. Mężczyźni nie ucierpieli, przypadkowy kierowca podwiózł ich do Skawiny. Zadzwonili do Danuty W. po pomoc. Przyjechała fiatem 126p. Broń wyrzucili do Wisły w Krakowie, tłumik do rowu po drodze.

- Młodego poniosło i zaczął strzelać - tak „Loczek” relacjonował Danucie W. przebieg wypadków. Grześkowi, kuzynowi Wojciecha R., kazali milczeć, gdyby było przesłuchanie, bo to on organizował spotkania na stacji benzynowej z Barbarą K.
Ustalili wspólne alibi, że Danuta W. i „Loczek” się zaręczyli i świętowali całą noc z jej rodzicami. „Loczek” i wspólnik ukryli się na tydzień w wynajętym mieszkaniu na ul. Kijowskiej. Chcieli przeczekać akcję policji. Potem się rozdzielili i unikali kontaktu.

Ślady i świadek
Policja zabezpieczyła liczne ślady, m.in. kule wystrzelone z broni. Kilku świadków przebadano na wykrywaczu kłamstw, ale dopiero po 21 latach nastąpił przełom, gdy zeznania złożyła Danuta W. „Loczek” i Wojciech R. trafili do aresztu w listopadzie 2021 r. Ten pierwszy milczał, drugi też nie przyznawał się do winy. Zaprzeczył, by posługiwał się bronią i twierdził, że nie działał w żadnej organizacji, która miałaby związek ze strzelectwem.

W końcu w trakcie eksperymentów w domu w Jurczycach opisał jaki był przebieg wydarzeń. Tłumaczył, że jego zachowanie tragicznej nocy było podyktowane obawą o życie i bliskich. Twierdził, że „Loczek” po zabiciu 3 osób wyraził też chęć uśmiercenia jego kuzyna Grzegorza, bo bał się, że policja przez tego świadka dojdzie i do niego. „Loczek” nie doczekał procesu, bo zmarł na serce w celi więzienia w kwietniu br. Wojciechowi R. grozi dożywocie. Jego proces rozpocznie się w Krakowie w grudniu br.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Potrójny mord w Jurczycach, czyli 22 lata pewnego śledztwa. Wojciech R. odpowie za potrójny mord, „Loczek” już nie - Plus Dziennik Polski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska
Dodaj ogłoszenie