18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Prawybory są coraz bardziej serio

Michał Karnowski
''Wygra Bronisław Komorowski'' - głosił napis na koszulce zaprezentowanej w sobotę przez Janusza Palikota. - Skoro Palikot tak ogłasza, to już zamknął sprawę - stwierdził kilka godzin później w TVN24 Józef Oleksy. To zresztą głos charakterystyczny, bo pokazujący niewiarę politycznego otoczenia, że gra w Platformie jest na serio, że naprawdę coś się tam na naszych oczach decyduje.

Były premier w jednym niewątpliwie ma rację: to marszałek Sejmu jest naturalnym kandydatem PO po rezygnacji Donalda Tuska. Ale czy sprawa na pewno jest zamknięta? Mam wątpliwości, bo pamiętam wywiad jakiego Janusz Palikot udzielił ''Polsce'' kilka dni po ogłoszeniu rezygnacji premiera Tuska ze startu. - Kandydatem PO na 90 procent zostanie Komorowski - mówił wtedy. Ale nie został. I na razie nie jest. Co więcej, odpowiedzi, jakie padają w Platformie na pytania zadawane w kontekście wyborów prezydenckich, są coraz mniej oczywiste.

Miał być prezydent Tusk - nie ma. Miał być oczywisty kandydat Komorowski - są prawybory i twarda walka. A więc skoro od początku nie było banalnie, to może i finał będzie zaskakujący? Może wygra nie ten, którego dziś wszyscy typują? A może kolejna, choć dziś trudna do wyobrażenia, wolta władz Platformy sprawi, że kandydatem zostanie ktoś zupełnie inny?

To wszystko, biorąc pod uwagę dotychczasową nieprzewidywalność PO, jest możliwe. Kluczowe pytanie jest gdzie indziej: czy prawybory i cała ich otoczka to spektakl reżyserowany przez Tuska czy autentyczne oddanie decyzji partyjnym działaczom?

Na pewno nie jest prawdą, że wszystko zależy od członków Platformy. Sam fakt ograniczenia liczby kandydatów do dwóch polityków wskazanych przez władze partii powoduje, że trudno mówić o jakiejś wielkiej demokratyzacji. Choć na tle codziennej dominacji kuluarowych rozgrywek i tak znacząco odświeżające polską politykę.

Samo polizanie przez szybę prezydentury bardzo zmienia człowieka i budzi jego ambicje

Ale nawet w tej ograniczonej odgórnie puli stawka jest ogromna. Nie przypadkiem tak mało w polskiej polityce jest tego typu wewnętrznych plebiscytów. Liderzy partyjni wiedzą, że raz uruchomiona dynamika wyścigu jest trudna do zatrzymania. Emocje rosną, kandydatom puszczają nerwy, włączają się radykalni stronnicy. A po zakończeniu rywalizacji zawsze zostaje jakiś osad. Bo samo polizanie przez szybę prezydentury zmienia człowieka, budzi ambicję.

Tusk to musiał wiedzieć, musiał przewidzieć grę Palikota, włączenie się do walki Jarosława Gowina. A jednak zdecydował się na to rozwiązanie, choć dobrze rozumie mechanikę polityki. Czy zna już, jak sugeruje opozycja, wynik prawyborów i przypatruje się z satysfakcją? Wątpliwe. Nie mógł przewidzieć wszystkich wydarzeń, jak kiepski start Bronisława Komoro-wskiego czy wpadka Radosława Sikorskiego, zbyt mocno nawet jak na standardy PO atakującego obecnego prezydenta.

Co więcej, na razie Tusk nie skorzystał z prawa wskazania faworyta. Nieoficjalne źródła donoszą, że po cichu bliżej mu nieco, co zaskakujące, do szefa MSZ, ale publicznie nigdy takie stwierdzenie nie padło. I według zapewnień premiera, nic takiego nie będzie miało miejsca.
To wszystko, plus rosnąca temperatura rozgrywki, skłania do wniosku, że scenariusz tej batalii nie został napisany od początku do końca. Zakreślono w nim kilka scen, resztę dopisują kandydaci na naszych oczach.

Dziś nie wiadomo więc, kto wygra. Gdyby jeszcze, jak chciała część władz Platformy, głosowano w kołach i organizacjach partyjnych, prawybory można by jakoś ustawić. Poseł powiedziałby na kogo głosować szefom organizacji powiatowych, ci z kolei stronnikom w gminach i wszystko byłoby przewidywalne. Ale 45 tysiącom działaczy mającym prawo głosu takiego przekazu nie da się narzucić. Oni oglądają politykę z zewnątrz, oni w większości nie należą do żadnej frakcji. Są w swoich wyborach dużo bardziej wolni niż na przykład posłowie zawsze mający w tle pragnienie ponownego kandydowania.

Stąd wniosek, że deklaracje zawodowych polityków o całkowitej teatralizacji tej rozgrywki należy przyjmować z dystansem. Wiemy już, że w sprawie wyborów Donald Tusk postanowił zrobić nam kilka niespodzianek. I nie ma żadnej pewności, że jeszcze kilku nie trzyma w zanadrzu. Sikorski? Komorowski? Naprawdę wszystko jest możliwe.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie