Prezes Akademii Sandecja Dawid Ogórek: Oby jak najwięcej wychowanków było wzmocnieniem pierwszej drużyny

Remigiusz Szurek
Remigiusz Szurek
Fot. Archiwum D.Ogórek
O planach na akademię, tęsknocie za sądecką piłką i różnicach pomiędzy żeńskim a męskim sportem rozmawiamy z nowym prezesem Fundacji Akademia Sandecja Dawidem Ogórkiem. To pierwsza część rozmowy. Na drugą zapraszamy za tydzień.

Trochę nie było cię w Nowym Sączu. Działałeś w Ostrowcu Świętokrzyskim, gdzie pełniłeś funkcję dyrektora w ekipie siatkarek KSZO. Jak wspominasz swoją przygodę w Świętokrzyskim?
Muszę przyznać, że było to bardzo ciekawe doświadczenie, dające dużo pokory, ale także poglądu na to jak radzić sobie w ciężkich sytuacjach. Jak wiadomo bardzo łatwo jest funkcjonować w klubie, który ma poukładane struktury, zapewnione finansowanie, itd. Zupełnie inna bajka jest natomiast w miejscu, gdzie sporo trzeba „układać” na nowo lub naprawiać błędy po poprzednikach. Nowe miasto, nowi ludzie, inne realia, poznanie nowej dyscypliny. Pobyt w Ostrowcu Świętokrzyskim zaprocentuje w przyszłości. Zdecydowanie.

Z czego jesteś najbardziej zadowolony, jeśli mowa o KSZO?
Były to działania na niwie kontaktów sponsorskich oraz poprawienie wizerunku klubu, o którym media ogólnokrajowe nie zawsze wypowiadały się w pozytywnych słowach. Podpisaliśmy kilka kluczowych umów sponsorskich dotyczących finansowania klubu, czy umów barterowych. Przykładowo marka Kryniczanka stała się przez rok oficjalną wodą siatkarskiego KSZO. Także uregulowanie współpracy ze Szkołą Mistrzostwa Sportowego w Ostrowcu Świętokrzyskim uważam za duży krok w kierunku samodzielności działania klubu. Mowa o aspekcie korzystania z wychowanek w zespole seniorskim, gdzie już teraz poza kapitan zespołu, występują wyłącznie obecne oraz byłe uczennice SMS-u. To daje do myślenia, pokazuje, że można iść w tym kierunku. Utworzenie podobnego ośrodka sportowego w naszym mieście (mowa o Nowym Sączu – przyp. red.) to takie moje małe marzenie, gdzie wiodącymi dyscyplinami sportowymi byłyby piłka nożna, piłka ręczna, siatkówka czy koszykówka.

Jak to się stało, że wróciłeś do Nowego Sącza? Czyżby pojawiła się oferta z kategorii tych nie do odrzucenia? W przeszłości byłeś już m.in. rzecznikiem prasowym Sandecji czy jej dyrektorem ds. marketingu i komunikacji. Ten klub jest cii na pewno bardzo bliski.
Wróciłem do rodzinnego miasta i klubu, który jest mi najbliższy. Tak to widzę. Poza tym Sądecczyzna jest tak urokliwym regionem, że zwyczajnie brakowało mi tego wszystkiego. Dwa lata to dla niektórych mało, dla mnie wręcz przeciwnie więc jak tylko pojawiła się propozycja powrotu do Nowego Sącza, a w szczególności do struktur Akademii Sandecja, która według mnie ma bardzo duży potencjał na rozwój zarówno organizacyjny oraz sportowy, nie wahałem się ani chwili. I jestem.

Wracasz zatem na stare śmieci, ale też nie do końca, bo jednak działasz w akademii, nie stricte w Sandecji.
Zgadza się, ale proszę mi wierzyć, że praca z młodymi adeptami futbolu daje dużo większą satysfakcję niż z seniorami. W długofalowym procesie budowy struktur akademii, po kilku latach, gdy zawodnik, który jeszcze jakiś czas temu występował w rozgrywkach młodzieżowych, a teraz przypuśćmy, debiutuje w seniorskim zespole na poziomie pierwszej ligi, to wtedy zarówno trenerów prowadzących jak i władze akademii, rozpiera wielka duma. Taki jest właśnie cel naszej akademii – rozwinąć jak największą ilość zawodników, którzy będą realnym wzmocnieniem dla pierwszego zespołu.

Ciekawi mnie, czy przez okres pobytu w Ostrowcu Świętokrzyskim nie brakowało ci piłki nożnej? Siatkówka, w dodatku damska, to zupełnie inna bajka.
Skłamałbym gdybym powiedział, że mi nie brakowało. Ale jakoś to sobie rekompensowałem np. uczęszczając na mecze trzeciej ligi, gdzie w zespole KSZO występuje dobrze znany kibicom Sandecji Wojtek Trochim (w bieżącym sezonie ten waleczny pomocnik w dziewiętnastu meczach ligowych zanotował aż dziesięć goli; KSZO 1929 plasuje się na siódmym miejscu w ligowym zestawieniu – przyp.red.). Praca z kobietami jest specyficzna, zupełnie inna niż z mężczyznami, schematy pracy działają zupełnie inaczej, do kobiet trzeba podchodzić delikatniej, bardziej indywidualnie, nieraz widziałem na treningach, po nieudanych zagraniach, siatkarki płaczące trenerowi w rękaw. Panie podchodzą bardzo emocjonalnie do swoich obowiązków, muszą mieć stworzone bardzo dobre warunki do pracy, aby mogły „odpalić”, mężczyzna aż takich komfortowych nie potrzebuje. Jeszcze raz podkreślę, to bardzo ciekawe doświadczenie.

Mam wrażenie, że atmosfera w klubie z Kilińskiego jest bardzo pozytywna. Wcześniej, nie zawsze tak było. Najczęściej albo brakowało pieniędzy, albo wyników, albo jednego i drugiego.
Po serii porażek, przyjście trenera Dariusza Dudka na pewno pozwoliło chłopakom uwierzyć w siebie, co jest niezwykle istotnym aspektem w zawodowym sporcie. Mogę jedynie wypowiedzieć się w jakimś stopniu o obecnej sytuacji, gdyż wcześniej w klubie nie byłem.

Kogo powoła nowy selekcjoner?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie