Sto dziesięć lat po śmierci artysty większa część sportretowanych ptaków stała się szalenie rzadka. Niektóre wyginęły lub są na skraju zagłady. Dropie wymarły u nas bezpowrotnie pół wieku temu. Ostatnie sztuki zabił chuligan sadysta. Ponoć dropie z obrazów Chełmońskiego były namalowane we francuskich zamkniętych hodowlach, ale to żadna pociecha.
Głuszce i cietrzewie pomimo ścisłej ochrony prawnej i czynnej znikają na naszych oczach. Śliczne kraski można policzyć na palcach i nic, żadne działania jej nie ocalą. Pospolita kuropatwa z siedmiu milionów sztuk naliczonych pół wieku temu stopniała do ledwo pół miliona. Skowronek polny, niestrudzony śpiewak wiosny stracił czterdzieści procent liczebności w przeciągu minionych piętnastu lat.
Podobnie nikną na naszych oczach czajki, które jeszcze chwilę temu były widywane na większości pól uprawnych.
Ptaki znikają na naszych oczach. Jedynie bociany białe są wciąż liczne, chociaż powiedzenie, iż co czwarty bocian ma polskie korzenie można włożyć między bajki.
