Pyszne pierogi ze szczyptą humoru [WIDEO]

Maria Mazurek
Kto powiedział, że smażenie naleśników i lepienie ruskich to babskie zajęcie? Maciek Chuderski, kucharz, który prowadzi tani bar w Krakowie, uważa, że nic mu to z męskości nie ujmuje. fot. Andrzej Banaś
Kiedy Maciek Chuderski był dzieckiem, zamiast grać w piłkę wolał pomagać mamie w kuchni. Dziś prowadzi "Jutrzenkę" na krakowskich Grzegórzkach. Przepis na pełny bar? Pasja i dużo śmiechu.

WIDEO: Jak się robi pierogi?

Autor: Maria Mazurek, Gazeta Krakowska

Faaaasolka po bretońsku, raz! Ruskie bez tłuszczu na wynos! Mielony z ziemniakami! Jest dziesiąta rano, a w barze Jutrzenka (bar ten kiedyś był mleczny, a z zapędu ludzie dalej go tak nazywają) na krakowskich Grzegórzkach tłum, gwar. Prawie wszystkie stoliki pozajmowane.

Ludzie czasem się śmieją, że mężczyzna bar prowadzi. Że sam lepi pierogi i gotuje zupy. Maciek Chuderski, rocznik 1975, tylko się na to ludzkie zdziwienie uśmiecha: Co ja poradzę na to, że uwielbiam gotować? I że mi tu dobrze, w tym barze przy Bobrowskiego?

Idziemy jeść do księdza
Od dziecka lubił gotować. Podglądał mamę, pomagał jej w kuchni. Kiedy inni chłopcy kopali piłkę, on wolał kroić, doprawiać, mieszać, smakować.

Po podstawówce nie miał wątpliwości, co chce dalej robić. Mówi, że "go natchnęło". Wybrał szkołę gastronomiczną w Krakowie, przy Siennej (potem ta szkoła została przeniesiona na Zamoyskiego). Maciek codziennie dojeżdżał do niej z rodzinnego Targowiska pod Brzeskiem. Najpierw trzy kilometry szedł marszem do pociągu, potem podróż, i jeszcze z krakowskiego dworca musiał dojść na Sienną. A potem, po szkole, znów ta sama droga, tylko że w drugą stronę.

Nigdy nie żałował. I choć po zawodówce musiał jeszcze "zaliczyć" wojsko, to zaraz później trafił do Spółdzielni Spożywców przy Starowiślnej. Spółdzielnia miała kilka barów mlecznych w całym mieście. Najpierw zatrudnili go do baru przy ulicy Lubicz, niedaleko dworca. Zaraz potem, w 1997 roku, został kucharzem w "Jutrzence".

Jutrzenka miała wtedy dopiero kilka lat i była barem mlecznym z prawdziwego zdarzenia. To znaczy - takim dotowanym z budżetu państwa.

Jak Maciek popracował tam trzy lata, nadarzyła się szczęśliwa okazja, by przejąć bar. Spółdzielnia wycofywała się z tego interesu. Maciek i jego wspólniczka pomyśleli: Czemu by nie poprowadzić "Jutrzenki" samodzielnie?

Przekształcili ten bar mleczny w taki normalny, całkowicie prywatny.

Ludzie - dlatego, że bar ten leży tuż przy kościele - mówią "idziemy do księdza". - A przecież ani ksiądz tego nie prowadzi, ani nie finansuje. Jedyne co, to że po niedzielnej mszy więcej ludzi do nas przychodzi na obiad - śmieje się Maciek.

Pośmiać się z klientami
Dzięki temu przekształceniu, jak mówi Maciek, teraz jest poza tymi dziwnymi restrykcjami dotyczącymi barów współfinansowanych przez państwo. Władza wymyśliła sobie, że nie można używać do posiłków dotowanych różnych przypraw - vegety, majeranku, maggi.

Maciek używa przypraw tak, żeby po prostu było smacznie. I przede wszystkim: świeżo. - Jak klient zamawia rybę smażoną, to musi na tę rybę poczekać, aż ją przyrządzę. Bo co, rybę mam odgrzewać? - dopytuje.

Wszystkie dania przyrządzają codziennie rano. On i jego sześć pracownic zaczynają dzień pracy o pół do szóstej rano. Taki rosół musi się przecież gotować cztery godziny. Gulasz - nawet do trzech. Od rana muszą lepić też pierogi, kopytka, kluski leniwe.
Przy tym wspólnym gotowaniu mają mnóstwo śmiechu i radości. Z panią Anią, która zaczęła tu pracować jeszcze przed Maćkiem, wzajemnie się przekomarzają, dogadują sobie. Tak po przyjacielsku.

Z klientami Maciek też lubi sobie pożartować. Wszyscy tu rozpoznają wesołego właściciela przechadzającego się po barze w klapkach i krótkich spodenkach. Czasem jeden klient nie dopłaci złotówki, a doniesie kolejnego dnia. Maciek rozpoznaje 80 procent z nich. To mieszkańcy osiedla, robotnicy pracujący w okolicy, choć są i tacy, którzy do "Jutrzenki" przyjeżdżają z innej części miasta. Dla świeżej, smacznej kuchni i urokliwego właściciela.

- Zawsze się pośmiejemy, pogadamy z klientami o głupotach. Bo o czym innym gadać? Polityka to drażliwy temat, ceny też, bo ciągle wzrastają. Lepiej o czymś wesołym, bo do życia trzeba podchodzić z dystansem i sporą dawką humoru - tłumaczy Maciek.

Kucharz, który w domu nie gotuje
Bo Maciek to zdecydowanie typ żartownisia lubiącego psikusy. Ten wesoły bar to całe jego życie. Śmieje się, że nawet poznał tu swoją żonę - bo Agnieszka pracowała w "Jutrzence" jako kucharka. I tak jakoś polubili się nieco bardziej, niż wymagałyby tego okoliczności służbowe.

Ten żart i uśmiech to trochę na przekór, bo życia Maciek wcale prostego nie ma. Jego córka, 17-letnia dziś Klaudia, urodziła się z rzadką chorobą genetyczną. Ma cukrzycę, padaczkę. Wymaga całodobowej opieki. Maciek na zmianę opiekuje się nią z żoną, która musiała zrezygnować z pracy. Trzeba zawieźć córkę do szkoły integracyjnej w Krakowie (a mieszkają pod Ojcowem), odebrać ją, być potem z nią cały czas. Młodszego syna Szymka, szkolnego prymusa, z którego kucharz jest niesamowicie dumny, musi zawieźć na piłkę, zajęcia pozalekcyjne.

Z tego wszystkiego Maciek nie ma wcale czasu w domu gotować. - Zresztą, jakby policzyć wodę, prąd, to gotować mi się nawet nie opłaca. Biorę rodzinę do samochodu i zawożę na Grzegórzki. Przynajmniej wiem, że zdrowo ich tu nakarmię - śmieje się kucharz.
Choć przyznaje, nieco ściszając głos, że i na kebaba czasem ich zaprosi...

Skąd się wzięła nazwa "bar mleczny"?
Takie bary, które swój rozkwit przeżywały w czasach PRL-u, zostały nazwane "mlecznymi", bo dania mięsne miały stanowić tam mniejszość. W barach mlecznych można było początkowo zjeść głównie potrawy z mleka, jajek i właśnie mąki. Co ciekawe, w latach pięćdziesiątych XX wieku w większości barów mlecznych można było kupić piwo. Później, po transformacji ustrojowej, większość barów mlecznych, dotowanych przez państwo, została zamieniona w prywatne jadłodajnie - tak jak "Jutrzenka" na krakowskich Grzegórzkach.

Kto powiedział, że smażenie naleśników i lepienie ruskich to babskie zajęcie? Maciek Chuderski, kucharz, który prowadzi tani bar w Krakowie, uważa, że nic mu to z męskości nie ujmuje

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Barszcz ukraiński.

Prawdziwi patrioci nie jedzą "ruskich pierogów". Niektórzy politycy katolickiej prawicy oświadczyli, że nie będą jedli "ruskich pierogów".

b
bajok krakoski

Panienka, zadająca panu od pierogów żenująco g****** pytania - to pracuje dla "Gazety Krakowskiej"? Nie do wiary... Toż przedszkolak ze starszej grupy lepiej by taki "wywiad" przeprowadził!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3