Już od tygodnia wiadomo było, że trener "biało-czarnych" Mirosław Hajdo zmuszony zostanie do przemeblowania defensywy. Za nadmiar żółtych kartoników pauzować bowiem musieli boczni obrońcy Adam Mójta i Marcin Makuch. Na domiar złego tuż przed meczem okazało się, że spuchła noga stoperowi Sebastianowi Dudzie, który, zamiast na boisko, trafił do szpitala. Czas pokazał, że zmiennicy Makucha i Mójty należeli do najsłabszych aktorów niespecjalnie porywającego widowiska.
Pierwsze jego fragmenty przypominały partię szachów. Żaden z zespołów nie kwapił się do inicjowania ofensywnych akcji, a gra toczyła się w środku pola, gdzie piłka co i rusz zmieniała właściciela. Można było jednak dostrzec większą dojrzałość graczy z Niecieczy. I to oni stanęli w 10 min przed stuprocentową okazją. Po błędzie Marcina Kowalskiego, oko w oko z Marcinem Cabajem znalazł się jego były kolega klubowy z Cracovii Dariusz Pawlusiński. Bramkarz Sandecji najwyraźniej dobrze zapamiętał przyzwyczajenia boiskowego ekspartnera, bowiem bez trudu sparował nogami jego uderzenie. Po upływie dalszych 7 min i dośrodkowaniu Dariusza Jareckiego, Pawlusińskiemu los zesłał szansę na rehabilitację. Pomocnik gości jej nie wykorzystał, gdyż po jego strzale głową z 10 m futbolówka poszybowała nad poprzeczkę. Miejscowi w tej części zawodów tylko raz poważniej zagrozili Sebastianowi Nowakowi. Nastąpiło to w 42 min, gdy po przymiarce Piotra Kosiorowskiego zmierzającą do bramki piłkę tuż sprzed linii wybił Karol Piątek, a rzut rożny zwieńczył Peter Petran, główkując wprost w ręce bramkarza Termaliki.
Obraz gry po przerwie zmienił się tylko o tyle, że sądeczanie skoncentrowali swą aktywność na obronie korzystnego dla nich rezultatu. Zaczęło padać, a piłkarze Sandecji nie wymienili w szatni wkrętów. W efekcie okrutnie ślizgali się na murawie, co w znaczącym stopniu utrudniało im wyprowadzanie kontrataków.
Goście osiągnęli optyczną przewagę, ale w żaden sposób nie potrafili przekuć jej na konkretny zysk. Raz tylko miejscowi wracali z dalekiej podróży: w 72 min groźnie strzelał Michał Nalepa, a odbita przez któregoś z miejscowych piłka poszybowała tuż obok słupka. W 87 min sam przed Cabajem znalazł się nagle Krzysztof Kaczmarczyk, tak był jednak zaskoczony tą sytuacją, że huknął bez zastanowienia - tyleż mocno, co niecelnie.
W ten sposób to bardzo przeciętne jak na I ligę spotkanie zakończyło się podziałem punktów.
Zdaniem trenerów
Mirosław Hajdo, Sandecja: - Jestem w nieco lepszym nastroju, niż mój odpowiednik w Termalice. Zagraliśmy przecież bez dwóch "motorów napędowych", czyli Marcina Makucha i Adama Mójty, a rano dowiedziałem się, że nie będzie mógł wystąpić także kontuzjowany Sebastian Duda. W tej sytuacji remis jest dla nas dużym osiągnięciem. Wciąż bowiem musimy spoglądać w dół tabeli.
Kazimierz Moskal, Termalica: - Przyjechaliśmy tutaj po trzy punkty, wracamy, niestety, tylko z jednym. Wypracowaliśmy sobie co prawda dwie-trzy dogodne okazje, cóż z tego, skoro zabrakło skuteczności. W tej sytuacji wypada nam się cieszyć z remisu.
Sandecja Nowy Sącz - Termalica Bruk-Bet Nieciecza 0:0
Sędziowali: Sebastian Krasny oraz Sławomir Steczko i Sebastian Mucha (wszyscy z Krakowa).
Widzów 1500.
Sandecja: Cabaj 6 - Borovicanin 4 (46 Bębenek 4), Petran 6, Czarnecki 6, Marcin Kowalski 4 - Certik 5, Mroziński 5 (46 Szczepański 3), P. Nowak 5l, Kosiorowski 5 - Giel 5, Tuszyński 6.
Termalica: S. Nowak 6 - Piątek 5, Nalepa 6, Czerwiński 6, Pielorz 5 - Pawlusiński 5 (70 Kaczmarczyk), Pleva 6l, Horvath 5l, Ceglarz 6 - Rybski 5 (62 Drozdowicz), Jarecki 5 (77 Sobczak).