Śpiewaczki operowe mogą być dobre. Albo niedobre [FELIETON]

Tadeusz Płatek
fot. Andrzej Banaś

Dobre śpiewaczki operowe bywają piękne, mądre, fajne, nie to jest jednak główną ich zaletą. Żywią głębokie przekonanie, że kwestia przewalutowania kredytów we franku szwajcarskim dla części społeczeństwa może być bardziej istotna, niż zagadnienie artykulacji w arii Violetty. Chodzą na siłownię i uprawiają miłość, wiedzą bowiem, że im to nie zaszkodzi. Są zawsze dobrze przygotowane do partii i nie oczekują z tego tytułu cesarskich wyrazów uznania.

Potrafią a vista czytać nuty, a po wyjściu z opery nigdy nie zapominają zmyć scenicznego makijażu. Wokalistki niedobre bez przerwy otaczają się jajami, które podobno wlewają sobie do gardła, warzą życiodajny kisiel i są zapamiętałymi zwolenniczkami siemienia lnianego. Ich życie to ciąg burzliwych romansów z heroicznymi bohaterami oper, w których raczej nigdy nie wystąpią.

Ich tajną bronią jest tzw. amol, czyli ziołowo-alkoholowy środek wykorzystywany głównie przez harcerzy, co wdychają jego opary w wojskowych namiotach i się tym wprawiają w stan odurzenia, nie łamiąc przy tym prawa harcerskiego. Niedobre wokalistki wydają z siebie dzikie dźwięki, chodzą na nabożeństwa ku czci przepony i wprowadzają wszystkich w meandry anatomii krtani, nie mając ku temu zresztą kwalifikacji.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie