Spółdzielnie socjalne stają się popularne, w Gorlicach są dwie

Lech Klimek
Działająca w naszym mieście spółdzielnia socjalna "Gorliczanin" jest pierwszą tego typu firmą. Powstała dziewięć lat temu.

W tej chwili jest nas dziewięcioro - mówi Klaudia Smaczniak, wiceprezes spółdzielni "Gorliczanin".- Ale prowadzimy wiele projektów i bywa, że okresowo pracuje z nami 30 osób - dodaje. - Wszystko zależy od wielkości konkretnego zadania. Realizujemy teraz sporo szkoleń, bardzo udzielamy się prospołecznie. Spółdzielnia trwa i mogę z dumą stwierdzić, że zarówno ja, jak i Adam podołaliśmy temu zadaniu - kontynuuje. - Myślę, że z nawiązką odpracowaliśmy całą dotację, którą na początku dostaliśmy od państwa.

Spółdzielnia powstała dziewięć lat temu. Jej pomysłodawcą był Andrzej Orchel, który zaproponował Klaudii udział w tym projekcie: - Trochę mnie zaskoczyła ta propozycja, nie miałam wtedy pojęcia o ekonomii społecznej - mówi Smaczniak. - Poprosiłam o czas do zastanowienia. Następnego dnia odpowiedziała: - Tak, chętnie.

- Pomyślałam, spółdzielnia to dobra okazja, by wykorzystać wiedzę zdobytą na studiach, a równocześnie zarabiać na życie - opowiada Klaudia Smaczniak. - Wtedy, w 2006 roku, spółdzielnie socjalne to była zupełnie nowa forma działalności - kontynuuje. - Ta nasza była jedną z pierwszych w Małopolsce. Spółdzielnia socjalna to specyficzna forma działania, jej celem nie jest maksymalizacja zysków, ale wsparcie członków i pracowników. - Nasze początki to było przecieranie szlaków - relacjonuje Klaudia. - W zasadzie nikt nie wiedział jak to ma działać - mówi. - Dostaliśmy dotację z PUP, zarejestrowaliśmy spółdzielnię w KRS-ie i trzeba było zacząć pracować.

Zakładający obecnie spółdzielnię dostają dotacje z funduszu pracy lub projektów z Ośrodków Wsparcia Ekonomii Społecznej, takie wsparcie wynosi co najmniej 100 tysięcy złotych. Gorlicka spółdzielnia, mająca na początku siedmiu członków, startowała z kapitałem niespełna 30 tysięcy złotych. Udało im się kupić drobny sprzęt budowlany, wystarczyło jeszcze na jeden komputer. Meble do biura pochodziły w większości z likwidowanych magazynów rafinerii, trochę dało im starostwo. - To, co kupiliśmy, to nie był sprzęt profesjonalny, od samego początku musieliśmy oszczędzać - mówi Klaudia Smaczniak. - PUP w Gorlicach wymagał od nas, byśmy wszyscy byli na pełnych etatach - dodaje. To generowało spore koszty, gdy jeszcze nie mieli zleceń i firma nie zarabiała.

- Na dobry początek dostaliśmy pierwsze zlecenia - relacjonuje Klaudia. - To pierwsze było z gminy Lipinki, renowacja muru zabytkowego cmentarza w Wójtowej - kontynuuje. - Z czasem prace na zabytkowych nekropoliach, zawsze prowadzone pod okiem konserwatorów zabytków, stały się naszą specjalnością- dodaje. - Nasz prezes, Adam Polak, zajmuje się tym od samego początku i udało mu się stworzyć bardzo profesjonalną ekipę - z dumą podkreśla Klaudia.

Od drugiego roku działalności spółdzielnia "Gorliczanin" poszerzyła zakres swoich usług o prowadzenie szkoleń. Tym zajmuje się Klaudia. W swoim ręku skupia ona również całą działalność prospołeczną spółdzielni. Adam zajmuje się nadzorem nad usługami w zakresie robót porządkowych, pielęgnacji terenów zielonych, renowacją cmentarzy i innymi zleceniami remontowo-budowlanymi.

- Rozwijaliśmy się, inwestowaliśmy w sprzęt - opowiada Klaudia. - Ludzie mieli pracę, a my satysfakcję. By przyspieszyć rozwój wzięliśmy komercyjny kredyt, 50 tysięcy złotych, wszystko wydawało się być ustabilizowane i pewne - kontynuuje. - Wtedy jednak, mniej więcej po pół roku spłaty kredytu zmieniła się władza w mieście. Przy naszych głównych zleceniach zniknęło kryterium społeczne, pojawił się dyktat ceny - relacjonuje. - My nie byliśmy w stanie wygrać z miejskimi agendami, które nagle stały się dla nas głównym konkurentem na rynku. Na to wszystko nałożył się jeszcze ogólnoświatowy kryzys - kontynuuje Smaczniak. - Musieliśmy wprowadzić ostre działania oszczędnościowe.

Jedną z pierwszych decyzji zarządu spółdzielni było przejście Klaudii i Adama na niepełne etaty. Zmienili siedzibę, wybrali znacznie tańszy lokal udostępniony przez starostwo. Kryzys zmusił szefów spółdzielni do szukania pracy również poza strukturami firmy. Obydwoje są lustratorami spółdzielczymi. Klaudia w pełni zaczęła wykorzystywać swoje wykształcenie. Jest trenerem i prowadzi od lat szkolenia dla zaprzyjaźnionych firm. Nie zaniedbując oczywiście pracy w spółdzielni. Pomimo trudności spółdzielnia "Gorlicznin" przetrwała trudny okres, nadal działa i rozwija się.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie