Stuhr: Chopin tłem dla reklamy mebli. Tak nie można zawłaszczać dóbr narodowych!

Redakcja
Andrzej Banaś
Porozmawiajmy o reklamie, takiej z punktu widzenia odbiorcy: jest wszechwładna, nieodzowna, nie można bez niej żyć? A może jest inaczej, np. powoli staje się niewidzialna, bo jest jej za dużo? I na dodatek zaburza normalny odbiór? - pyta Jerzego Stuhra Maria Malatyńska.

Jeszcze potrafi przeszkadzać, denerwować. Nie jestem miłośnikiem reklam, choć niektórzy z nas, aktorów, pracują od czasu do czasu przy jej realizacji. Ale gdy znika to nasze czasowe zajęcie i stajemy się normalnymi odbiorcami reklam, to często traktujemy je jak zło konieczne. Mało kto zapewne zajmuje się tym, czy reklamy spełniają swoją rolę, a więc przekonują odbiorcę, czy też pozostawiają go obojętnym. Ale ostatnio uświadomiłem sobie, co mnie szczególnie denerwuje.

Nawet chciałem wystosować oficjalny sprzeciw na adres naszego pana ministra kultury, aby coś zaradził. Chodzi mi o reklamę pewnej firmy meblowej, która zawsze idzie na podkładzie muzyki Chopina. Nie wiem, czy bardziej mnie to złości, czy zdumiewa. Bo przecież gdzieś musi być granica, nie można dobra narodowego zawłaszczać dla reklamy!

Powinna istnieć ochrona szczególnych wartości kulturalnych, od których wara reklamom. Pokolenia dorosłe wiedzą, kto to był Chopin, znają jego muzykę, ale ci najmłodsi pomyślą, że "Chopin", to jest mebel tejże firmy.

Panie Ministrze! Co oni po latach będą wiedzieć? Będzie im się ta muzyka i to nazwisko kojarzyło z... meblem. Nie da się czegoś zrobić, żeby nasz wielki kompozytor był jednak w jakimś stopniu chroniony? Bo za chwilę jakaś firma sedesowa wymyśli sobie Etiudę Rewolucyjną jako ilustrację! Następny będzie klej do sztucznych szczęk, który mógłby się ilustrować którymś mazurkiem!

A może i maść na hemoroidy znalazłaby dla siebie utwór w dorobku naszego geniusza? Pewnie przesadzam, ale niewiele. Bo jeśli nie postawi się jasnych kryteriów na drodze zachłanności reklamy, to żadnych granic nie będzie.

Mam żal, że mi się zatruwa wspomnienia! Peerel, Peerelem, ale dla wielu to były czasy dzieciństwa. Każdy z nas pamięta, jak to np. Filipinki, taki śpiewający zespół młodych dziewczyn, wykonywał "Twista dla Walentyny". Chodziło o pierwszą kobietę w kosmosie, Walentynę Tierieszkową:

"Walentyna, Walentyna, gwiazd kraina ją dobrze zna/Były kwiaty dla Gagarina, a Walentyna twista ma!" - do dziś pamiętam ten refren, pioseneczka była popularna i jakoś tam uzasadniona okolicznościami. Teraz co godzinę słyszę w radio tę melodię. A do tej melodii, też w wykonaniu młodych, żeńskich głosów pojawia się tekst o… środku na zaparcia.

Dla nas kiedyś, zwłaszcza dla dzieci, ta Tierieszkowa była pierwszą kobietą, która poleciała w kosmos. Feministki powinny ją uważać za patronkę, wszak okazała się mocniejsza od mężczyzn. Ta melodia kojarzy się z dzielną przecież kobietą, która musiała przejść ciężkie treningi, być narażona na straszne niebezpieczeństwo itd.

Pani Szczuka, pani Środa, przynajmniej raz na miesiąc powinny o Tiereszkowej rozmawiać. A tu słyszysz tę piękną melodyjkę, wraz ze środkiem na przeczyszczenie.

Wiem, rozmowy o reklamach są właściwie rozmowami o tym, że reklama spłyca. Niby robi dowcip z tekstu, z formy, a właściwie usuwa wartości.

I tylko wydaje jej się, że kreuje coś nowego.

Notowała: Maria Malatyńska

Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
"Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie