Wielka woda może przyjść w każdej chwili

Małgorzata Iskra
Urszula Olszowska
Myślę, że decyzja: budować czy też nie kanał ulgi w Krakowie, powinna zapaść jak najszybciej. Budowa będzie się łączyć z wydatkowaniem ogromnych kwot, z jakimś wyrzeczeniami krakowian, ale do wielkich czynów trzeba wielkiej odwagi - mówi dr inż. Antoni Bojarski z Instytutu Inżynierii Gospodarki Wodnej Politechniki Krakowskiej w rozmowie z Małgorzatą Iskrą

Czy miasto o tak wielkim znaczeniu historycznym jak Kraków jest dostatecznie chronione przed powodziami?
Ze względu na zagospodarowanie i ważność naszej aglomeracji podnoszony jest poziom jej bezpieczeństwa. Obecnie Kraków chronią wały i bulwary, a nieukończony jeszcze zbiornik w Świnnej Porębie już przyjął w tym roku 45 mln m sześc. wody, co jest bardzo istotne z punktu widzenia Krakowa. Zbliżamy się do poziomu zabezpieczenia miasta przed wodą tysiącletnią, czyli takiego, który pozwoli, by przez Kraków bezpiecznie przepływało 3,3 tys. m sześć. wody na sek. Na marginesie: taki przepływ nastąpił w Krakowie w 1813 roku. Jednak o realnym zabezpieczeniu miasta decyduje również stan techniczny tych obiektów. Tymczasem część wałów jest zmodernizowana, a część jeszcze nie.

Zatem zabezpieczenie Krakowa przed tysiącletnią wodą jest iluzoryczne?
Realnie nie zostało jeszcze osiągnięte. Mamy plany i projekty, ale ich realizacja przedłuża się. Jednak o skutecznym zabezpieczeniu miasta przed skutkami długotrwałych opadów deszczu moglibyśmy mówić dopiero wówczas, gdybyśmy mieli kanał ulgi Wisły. Niedawno taki kanał powstał w Wiedniu. Stolica Austrii zyskała zabezpieczenie aż na dziesięciotysięcznoletnią wodę, czyli wielokrotnie wyższe od tego, do którego dążymy.

Czy kanał ulgi stanowiłby stuprocentową gwarancję, że Wisła nigdy nie wyleje się na Kraków?
Nikt i w żadnym mieście takiej gwarancji nie mógłby dać. Kanał ulgi wprawdzie nie zmniejszałby ilości przepływającej wody, ale obniżałby poziom jej przejścia, co oznacza, że wszystkie działające w mieście sieci i kanalizacja mogłyby pracować w zdecydowanie korzystniejszych warunkach. Ważne też, że obniżenie stanów rzeki stosowane byłoby przy każdej pogodzie: przy powodzi małej, dużej, stuletniej i tej tysiącletniej. Kolejną zaletą kanału jest to, że działałby on automatycznie, więc nie byłby narażony na błędy człowieka.

Taki kanał zaplanowali dla Krakowa Austriacy już przed wiekiem. Dlaczego wciąż go nie ma?
Z tej prostej przyczyny, że to bardzo kosztowna inwestycja. Przed kilku laty została umieszczona w programie ochrony przed powodziami w górnym dorzeczu Wisły, który jeśli uzyska rangę ustawy, otrzyma fundusze. Miejmy nadzieję, że pieniądze się pojawią, a także że nie przepadną środki unijne, które mogłyby dotrzeć przed 2013 rokiem. Sam pomysł zbudowania kanału ulgi był rzeczywiście znany od lat. Pracując nad nowym projektem, odwoływaliśmy się zresztą do historycznych rozwiązań. Trasa kanału jest wciąż ta sama. Długi na 4 km i szeroki na 100 m, odchodziłby od Wisły na wysokości Przegorzał, a ujściem Wilgi łączyłby się z nią ponownie. Wprawdzie lepiej byłoby, gdyby mógł objąć szersze obszary Krakowa, ale miasto leży w kotlinie i nie można go "rozsunąć". W początkowym zamyśle kanał ulgi miał być również drogą wodną dla przewożenia ładunków, lecz ze względu na konieczność pokonywania zakola, a przede wszystkim atrakcyjność terenów leżących nad kanałem, odstąpiliśmy od tego pomysłu. Za to rejsy turystyczne byłyby możliwe.

Austriacy wystąpili z pomysłem kanału ulgi po wielkiej powodzi, która nawiedziła Kraków. A kiedy naukowcy z Politechniki Krakowskiej wrócili do tego tematu?
Zainteresowanie, jak chronić kraj przed powodziami, pojawiło się po 1997 roku, gdy przez Polskę przeszła wielka woda. Wtedy rząd zaciągnął potężny kredyt z Banku Światowego na odbudowę systemu zabezpieczeń i usuwania skutków, a także na budowę systemu monitoringu i ostrzeżeń przed powodziami. Wówczas, na fali zainteresowania tą problematyką zespół pracujący pod kierunkiem prof. Elżbiety Nachlik został poproszony o ocenę zasadności budowy kanału ulgi. Nasza ocena była pozytywna.

Dlaczego więc wciąż nie zapadły decyzje?
Myślę, że o wstrzymaniu się z decyzją przesądziło tzw. studium wykonalności, sporządzone przez austriackie konsorcjum, które orzekło, że budowa jest na granicy opłacalności. Jednak w tej ekspertyzie nie został uwzględniony fakt zagrożeń wewnętrznych. Usytuowanie Krakowa sprawia, że opady wewnątrz miasta mogą, na przykład w niektórych dzielnicach, sparaliżować system kanalizacyjny. Obecnie budowa kanału ulgi pozostaje w zawieszeniu, a teren pod tę inwestycję jest ciągle rezerwowany.

Deweloperzy mają chrapkę na te atrakcyjne tereny.
Myślę, że decyzja: budować, czy też nie, powinna powstać jak najszybciej. Budowa będzie się oczywiście łączyła z wydatkowaniem ogromnych kwot, z jakimiś wyrzeczeniami krakowian, ale do wielkich czynów trzeba wielkiej odwagi. Kiedyś prezydent Dietl, podejmując decyzję o budowie kanałów o średnicy 4,5 m, powiedział: to będzie kosztowne, lecz całe pokolenia będą nas chwaliły, i nie pomylił się. Uważam, że Kraków będzie coraz bogatszy, więc powinien się też coraz lepiej zabezpieczać przed zagrożeniami.
Widzi Pan tylko plusy tej inwestycji?
Kanał ulgi uczyniłby z Dębnik wyspę, która mogłaby się stać atrakcyjnym miejscem rekreacji, jak to jest w przypadku innych miast, które zbudowały na swoich rzekach podobne kanały. Choć oczywiście sama jego budowa, co powinno się zamknąć w 5-letnim cyklu, stwarzałaby dla mieszkańców tamtych rejonów pewne uciążliwości.

Dlaczego Wisła, na odcinku krakowskim, jest rzeką groźną?
Wprawdzie nie jest już w tym miejscu rwącą górską rzeką, płynie powoli, ale w przypadku wezbrań staje się niezwykle dynamiczna. Tak jest bowiem ukształtowana zlewnia Wisły, że spływ powierzchniowy okazuje się dwa i pół raza szybszy niż na Odrze. Gdyby dotknęły nas takie opady, jakich doświadczył Wrocław przed 13 laty, straty byłyby dużo większe. Zagrożenie mierzymy głębokością i prędkością płynącej wody, a straty wynikają z długości utrzymywania się jej.

Jeśli mielibyśmy na Wiśle kanał ulgi, uniknęlibyśmy tegorocznych kłopotów w Krakowie?
Dotknęła nas poważna powódź, znacznie groźniejsza od występujących zwykle wiosną podtopień. Porównywalna z tą sprzed 13 lat. Jednak o tyle groźniejsza i trudniejsza od tamtej, że poprzedzona długotrwałymi opadami deszczu. Aby zobrazować powagę sytuacji, przypomnę, że na odcinku Wisły w Krakowie most Dębnicki ma najniższą przepustowość. Wtorkowy przepływ określany był jako 2,3 tys. m sześć. na sekundę. Było bardzo groźnie, niewiele brakowało, a nastąpiłoby przelanie mostu, który ma konstrukcję na tyle silną, że by to przetrzymał, jednak naporu odcumowanej barki już pewnie nie. Kanał ulgi obniżyłby to wezbranie, jako że przepływ chroniący miasto przed wodą tysiąclecia ma wynosić 3,3 tys. m sześć. na sekundę.

Wrocław miał kanał ulgi, a mimo to nie uniknął powodzi w 1997 roku.
Wiele miast w Europie, a także niektóre w zachodniej Polsce zbudowało kanały ulgi, aby przeciwdziałać powodziom. Budowie kanałów musi jednak towarzyszyć tworzenie sprawnie działającego systemu chroniącego przed powodzią, m.in. wałów, zbiorników retencyjnych. Każdy element podnosi stopień bezpieczeństwa. W Krakowie mamy w tej sprawie jeszcze wiele do zrobienie. Wprawdzie wkrótce zostanie oddana do użytku zapora w Świnnej Porębie, która obniży o 40 cm stan Wisły w Krakowie, ale potrzebna też jest modernizacja stopnia Dąbie, czyli budowli, która piętrzy wodę przekraczającą koryto rzeki, konkretnie, modernizacja jednego z elementów - jazu. Chodzi o to, by stworzyć dobry system, który pozwoli przepuścić tę samą wodę bezpiecznie przez cały Kraków. Poza tym należy uczyć ludzi, jak żyć z powodzią.

Chyba lepiej przeciwdziałać.
Niestety, w niektórych rejonach, także miejskich, podtopienia są nieuniknione. By zminimalizować strefy powodzi, ludzie nie powinni budować domów w miejscach zagrożonych, czym jak dotąd się specjalnie nie przejmują. Myślę też, że poprawie edukacji obywatelskiej w Krakowie będzie sprzyjać przygotowywana przez Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej strefa zalewu miasta. W przypadku zagrożenia można się będzie dowiedzieć, czy nasze osiedle w danej chwili jest bezpieczne.
Podczas tegorocznej powodzi padliśmy ofiarą zaniechania budowy kanału ulgi w Krakowie?
Nie, w najlepszym razie kanał mógł być zaledwie w początkowej fazie realizacji. A dopóki nie zostałby skończony, nie mielibyśmy prawa czuć się bezpieczni. Nie znaczy to, że z decyzją należy zwlekać. Ciąglemamy nadzieję, że następna wielka powódź nie zdarzy się szybko, a to może być złudna nadzieja.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
TERESA
Nie ma co czekać.Należy zabrać się do budowy tego kanału.Na początku będą duże wydatki,ale po pewnym czasie zwrócą się stokrotnie,a i Kraków będzie bardziej atrakcyjny i bezpieczny.Mieszkamy w pięknym regionie Polski!
Dodaj ogłoszenie