Wisła Kraków. Artur Skowronek: Wiemy, że nikt szybko nie zapomni o Ostrowcu

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
wisla.krakow.pl
Udostępnij:
- To powinno być kontrolowanie całego meczu przez nas. Nie takie jednak rzeczy w piłce się działy. Dostaliśmy w tym spotkaniu - kolokwialnie i wprost mówiąc - „w łeb” i muszę przyznać, że trudno to w jakikolwiek sposób obronić - mówi trener Wisły Kraków Artur Skowronek, który zapowiada równocześnie, że zespół „Białej Gwiazdy” postara się zrehabilitować w ekstraklasie za kompromitację w Pucharze Polski.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- Chyba w najczarniejszych snach nikt nie przypuszczał, że sezon rozpoczniecie od takiej kompromitacji jak porażka z III-ligowym KSZO Ostrowiec Świętokrzyski w Pucharze Polski.
- Tak jak powiedziałem bezpośrednio po meczu w Ostrowcu, jesteśmy na siebie bardzo źli, jesteśmy sfrustrowani sytuacją, do której doprowadziliśmy. Nie ma co się tłumaczyć, to jest blamaż dla klubu. Mamy tego pełną świadomość i bierzemy za to odpowiedzialność. Jedyne co możemy jednak w tej sytuacji zrobić, to zrehabilitować się dobrymi występami w lidze, choć jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że nikt szybko nie zapomni tego, co się stało w Ostrowcu.

- Dlaczego w ogóle doszło do takiego blamażu? Wygląda to tak, jakbyście zupełnie nie wyciągnęli wniosków z poprzedniego roku, gdy Wisła też skompromitowała się w podobny sposób.
- O tym, że przegraliśmy ten mecz zadecydowało przede wszystkim to, że byliśmy bardzo nieskuteczni. Już w pierwszej połowie mieliśmy dwie, trzy sytuacje stuprocentowe. Mogliśmy ten mecz zdecydowanie lepiej rozegrać. Tak się jednak nie stało, a później padł gol po stałym fragmencie gry, który napędził przeciwnika. W doliczonym czasie przeciwnik oddał strzał z dystansu i przegraliśmy. Tak czasami w futbolu bywa. Muszę teraz podejść do tej sytuacji z dużą dozą chłodnej głowy i wyprowadzić zespół na prostą.

- Mówi pan, że KSZO napędził gol ze stałego fragmentu gry, ale panie trenerze, my rozmawiamy o rywalizacji drużyny z ekstraklasy z III-ligowcem. Nie czarujmy się, wy tak naprawdę nie powinniście oddać kontroli nad tym meczem nawet na sekundę!
- To prawda, to powinno być kontrolowanie całego meczu przez nas. Nie takie jednak rzeczy w piłce się działy. Dostaliśmy w tym spotkaniu - kolokwialnie i wprost mówiąc - „w łeb” i muszę przyznać, że trudno to w jakikolwiek sposób obronić.

Wisła Kraków. Oceniamy piłkarzy „Białej Gwiazdy” po meczu z KSZO

- Przerwa między sezonami była bardzo krótka. Od startu przygotowań do meczu w Pucharze Polski z KSZO mieliście ledwie dwa tygodnie na przygotowania, a do ligi trzy. To wystarczający czas, żeby mógł pan powiedzieć, że drużyna jest już gotowa do gry, czy będziecie „docierać się” w boju?
- Na pewno przy tak krótkim okresie trudno jest już teraz o stuprocentową formę. Jednak po badaniach wydolnościowych wiedzieliśmy, jak zespół wygląda po urlopach. Drużyna była gotowa na trening mocy i szybkości. Ograniczyliśmy też ryzyko kontuzji. Praktycznie cały zespół jest zdrowy, do dyspozycji. Mam nadzieję, że fizycznie będzie wszystko w porządku. Taktycznie będą pewne zmiany, ale mieliśmy trochę czasu, żeby utrwalać nasze zasady gry.

- Niby od ostatniego meczu w sezonie 2019/2020 nie minęło dużo czasu, ale Wisła jest już dzisiaj nieco innym zespołem. Jak długo w pana ocenie drużyna będzie się zgrywała z nowymi zawodnikami?
- Różnie to bywa, bo jeden zawodnik wchodzi do drużyny z marszu, inny potrzebuje trochę czasu na aklimatyzację. I trudno określić, jak będzie z tymi piłkarzami, którzy do nas przyszli. Na co dzień robimy jednak wszystko, żeby bardzo szybko znaleźli wspólny język z resztą chłopaków. Rozmawiamy z nimi dużo. Pracujemy taktycznie, tłumaczymy im, jak funkcjonuje zespół. Z drugiej strony widzę chłopaków, którzy są chłonni wiedzy, mają bardzo pozytywne nastawienie i chcą w nowym klubie jak najszybciej pokazać się z dobrej strony. Jest dobra komunikacja, więc mam nadzieję, że parę meczów wystarczy, żeby wszystko funkcjonowało tak, jak to sobie zaplanowaliśmy.

- Gdy rozmawialiśmy pod koniec poprzedniego sezonu mówił pan, że zespół potrzebuje wzmocnień na skrzydłach, w środku obrony i ataku. I jeszcze przed pierwszym gwizdkiem nowych rozgrywek dokonaliście transferów na te pozycje. Przeanalizujmy zatem po kolei zawodników, których panu sprowadzono. Może na początek Fatos Beqiraj? Jaki to będzie napastnik dla Wisły?- Przede wszystkim muszę podziękować zarządowi, naszemu działowi skautingu, że naprawdę wykonano bardzo dobrą pracę. Presja czasu była bardzo duża, ale nawet nie w miesiąc, a w krótszym czasie, udało się pozałatwiać ważne transfery. Ściągnąć również napastnika, jakiego chcieliśmy, bo Beqiraj jest właśnie kimś takim. Potrzebuje jeszcze trochę czasu, żeby być w optymalnej formie fizycznej, ale liczę, że nastąpi to jednak szybko, bo widać po nim, że jest mocno zmotywowany. Pracuje dodatkowo, indywidualnie i chce być naszą podporą z przodu, choć my nie zapominamy też o Olku Buksie. Dla mnie jedno jest pewne, Fatos pomoże Wiśle, bo ma po prostu umiejętności.

Przeglądaj zdjęcia za pomocą strzałek lub gestów

Wisła Kraków. Tatuaże kibiców i fanek "Białej Gwiazdy". Oni ...

- A jak naprawdę wygląda sytuacja z Alonem Turgemanem, bo w sprawie definitywnego transferu Izraelczyka pojawiło się już tyle różnych informacji, że trudno określić, co jest prawdą. Zdradzi pan jak ona wygląda?
- Sytuacja jest wciąż nierozwiązana, bo Alon przechodził kwarantannę w Izrealu i tam teraz rehabilituje się. Po 7-8 tygodniach od urazu, którego doznał, należy zrobić kolejne badania, które powinny dać odpowiedź, jak reaguje mięsień dwugłowy na ćwiczenia i jakie jest ewentualne ryzyko odnowienia urazu. A to w tej całej sprawie jest kluczowe. Alon udowodnił, że jest bardzo dobrym piłkarzem i gdyby wszystko było ze zdrowiem w porządku, to klub na pewno zrobi dużo, żeby do nas wrócił.

- Fakty na ten moment są takie, że Turgemana nie ma. Macie plan B, gdyby ostatecznie w Wiśle nie został? Trudno wyobrazić sobie, że zostaniecie tylko z Beqirajem i Buksą.
- Tak, pracujemy nad planem B, ale przede wszystkim mamy koncepcję związaną z Olkiem. Z tym chłopakiem trzeba pracować, trzeba go rozwijać i trzeba mu dawać jak najwięcej szans.

- Tylko, że Buksa ma na razie kontrakt do końca roku, a mimo zapewnień o rozmowach, wciąż nie podpisał nowego. Jest pan pewien, że to zrobi?
- Tak, wierzę mocno, że tak się stanie. Dlatego tak odpowiedziałem na pytanie o naszych napastników. Mam nadzieję, że się nie zawiodę ani ja, ani cały klub, bo taką widzę perspektywę przed Olkiem, że on z nami zostanie i tutaj będzie się rozwijał.

Wisła Kraków. Wnioski po meczu „Białej Gwiazdy” z KSZO

- Wracając do nowych piłkarzy. Na papierze chyba największe oczekiwania związane są ze Stefanem Saviciem, choć jego debiut wypadł kiepsko. Pan też ocenia, że to może być najlepszy letni transfer Wisły?
- Papier wszystko przyjmie, ale nie zapominajmy, że Stefan przychodzi do zupełnie nowej ligi, musi się odnaleźć w nowych realiach. Jedno jest pewne, ma ogromny potencjał. Nie uważam jednak, żeby była potrzeba nakładać na niego dodatkową presję. On ma wychodzić na boisko, cieszyć się grą. W ataku ma pokazać swoje największe walory, których ma bardzo dużo. Szybko złapaliśmy bardzo dobry kontakt. Jeszcze przed transferem dużo rozmawialiśmy. Obie strony bardzo dobrze czują się z tym, że jesteśmy razem. Teraz Stefan musi się obronić na boisku i jestem spokojny o to, że tak się właśnie stanie.

- Pan Savicia widzi bardziej na pozycji „dziesięć” czy na skrzydle?
- Widzę go jako fałszywego skrzydłowego… Mówiąc poważnie, to on bardzo lubi schodzić z piłką do środka. Mnie to pasuje, lubię takich piłkarzy.

- Pytam o to również dlatego, bo już kilka tygodni temu mówił pan, że Jakub Błaszczykowski w nowym sezonie docelowo ma grać jako środkowy, ofensywny pomocnik, a nie skrzydłowy. Zmieniło się coś w tej sprawie?
- M.in. z tego powodu chcieliśmy sprowadzić skrzydłowych. Również dlatego, że mieliśmy trochę urazów wśród zawodników występujących na tej pozycji w poprzednim sezonie, co rodziło problemy. Savić, Yeboah zostali sprowadzeni z myślą głównie o grze na skrzydłach. A co do Kuby, to rzeczywiście taki jest plan, żeby grał na pozycji „dziesięć”.

- Jak podpisze nowy kontrakt…
- Tym akurat bym się specjalnie nie przejmował. To jest czysta formalność.

- To wróćmy do nowych zawodników. Kilka dni temu piłkarzem Wisły został Yaw Yeboah. Wisła ma bardzo dobre doświadczenia z czarnoskórymi skrzydłowymi, by wspomnieć o Kalu Uche czy Wilde-Donaldzie Guerrierze. Yeboah nawiąże do ich dokonań?
- Nie patrzymy w klubie na narodowość czy kolor skóry. Chcielibyśmy nawet, żeby Yeboah przeskoczył tę parę i dał Wiśle jeszcze więcej! Ma potencjał, ale też właśnie dlatego do nas trafił, bo takich zawodników, jak on szukaliśmy. Yaw jest bardzo szybki, ma bardzo dobrą lewą nogę, lubi drybling. A my chcemy, żeby nasi skrzydłowi nie bali się pojedynków. Znów można powtórzyć - na papierze Yeboah wygląda bardzo dobrze, na treningach również, ale to liga wszystko zweryfikuje. Jak zawsze zresztą.

- Jak wygląda sprawa przygotowania fizycznego Ghańczyka, bo dołączył do was niedawno?

- Yeboah zaliczył póki co tylko dwa treningi z drużyną, w których przygotowywaliśmy się bezpośrednio do meczu z KSZO, ale już w czasie tych zajęć pokazał dużą szybkość w grze. Za chwilę przejdzie kolejne testy i będziemy mieli więcej danych do zindywidualizowanego treningu dla tego piłkarza.

- Chyba najbardziej ostrożnie kibice podchodzą do Adiego Mehremicia. Z jednej strony to doświadczony piłkarz, z drugiej trochę zastanawiać musi, że tak często zmienia kluby. Co rok, co pół. Pana to nie zastanawia?
- Adi ma potencjał. Jest szybki, dobrze kontroluje piłkę, ma świetny przerzut, odnajduje się w taktyce gry trójką środkowych obrońców… W moim odczuciu jest to dla nas dobra alternatywa jeśli chodzi o rywalizację na pozycję półlewego środkowego obrońcy. Mogę jednak również zapewnić, że analizowaliśmy jego historię i dlatego kontrakt został podpisany na takich, a nie innych warunkach. Adi musi się po prostu obronić na boisku, żeby zostać z nami na dłużej.

- Pan traktuje Bośniaka na ten moment jako czwartego stopera w hierarchii?
- Nie chciałbym w ten sposób klasyfikować naszych środkowych obrońców.

- Chciałbym zapytać o zawodnika, który również do was dołączył, a o którym w mediach jest praktycznie cisza. Pamiętam jednak, że już pod koniec poprzedniego sezonu, gdy rozmawialiśmy, wspominał pan, że to może być chłopak, który będzie objawieniem. Mowa o Konradzie Gruszkowskim, który wrócił do Wisły po okresie wypożyczenia do Motoru Lublin. Nie grał jednak ostatnio w sparingach. Co się z nim dzieje?
- Konrad jest jedynym zawodnikiem, który obecnie ma problemy ze zdrowiem. Ma kontuzję kolana, ale powoli wychodzi na prostą. Jest w końcowej fazie rehabilitacji.

- Ale dalej wierzy pan, że on może w nadchodzącym sezonie zaprezentować się z dobrej strony szerszej publiczności?
- Tak, wierzę. To może być mocna konkurencja dla Łukasza Burligi i Davida Niepsuja na prawą obronę. Konrad jest młodzieżowcem, więc wzmacnia też rywalizację o miejsce w składzie wśród naszych młodych zawodników.

- A pozostali młodzi piłkarze? W sparingach, szczególnie tym ze Stalą Mielec, z dobrej strony pokazał się Dawid Szot. Widać też przebłyski talentu u młodziutkiego Kacpra Dudy. To przede wszystkim ta dwójka może mocniej zaznaczyć swoją obecność w pierwszej drużynie, czy jeszcze ktoś?
- Dawid wcześniej grał w środku, albo na pozycji numer „sześć”, albo na środku obrony. Nie zamykamy dla niego tych pozycji, ale wiedząc, jak duża tam jest obecnie konkurencja, chcemy chłopaka rozwijać na boku. Ma potencjał, uczy się gry na prawej obronie, prawej pomocy. I rzeczywiście idzie do góry cały czas. A jeśli chodzi o Kacpra, to on nie dostaje za darmo minut w sparingach. Chłopak „nie pęka”, stara się pokazać jak najlepiej na boisku. Wszystkim to nam powinno wyjść na dobre. Nie zapominajmy też o Patryku Plewce, który wrócił do nas ze Stali Rzeszów i też zwiększa rywalizację wśród młodzieżowców.

- Plewka zostaje w Wiśle, czy pójdzie na kolejne wypożyczenie?
- Na razie przyglądamy się jemu i pozostałym młodym chłopakom. Okno transferowe jest otwarte długo, więc mamy sporo czasu na podjęcie decyzji.

- Wróćmy do zawodników, którzy do Wisły przyszli. „Biała Gwiazda” ma dobre doświadczenia z bocznymi obrońcami, pozyskanymi z I ligi, bo to właśnie przy ul. Reymonta na szersze wody wypłynęli Rafał Pietrzak czy Jakub Bartkowski. Liczy pan, że z Dawidem Abramowiczem będzie tak samo?
- Dawid jest na pewno w trójce najlepszych bocznych obrońców w I lidze. I nie chodzi tylko o ostatni sezon, ale o kilka lat. I to dlatego na niego się zdecydowaliśmy. To będzie alternatywa na lewą obronę, dobry konkurent dla Maćka Sadloka. Abramowicz to bardzo dobry piłkarz. Ma świetne parametry fizyczne, dobrą wydolność, jest szybki. Ma dobrą lewą nogę, jeśli chodzi o dośrodkowania w pełnym biegu. Do tego dochodzą dobre stałe fragmenty w jego wykonaniu. Dobry wyrzut z autu. Może też grać jako wahadłowy. Jest tych atutów na tyle dużo, żeby dostał u nas szansę.

- Na nim transfery do Wisły się kończą tego lata?
- Jesteśmy zadowoleni z tego, co się dzieje. Brawa dla zarządu, że już przed sezonem mamy wzmocniony zespół, ale być może to jeszcze nie koniec. Okienko zamyka się dopiero 5 października, więc do tego czasu może coś się jeszcze wydarzyć.

- Zmieni się coś w stylu Wisły, czy będzie pan dążył przede wszystkim do tego, żeby zespół prezentował się tak, jak na początku roku?
- Oczywiście chcielibyśmy dążyć do tego stylu, który prezentowaliśmy przed pandemią, ale to jeszcze nie był ideał. Wtedy bardzo dobrze graliśmy pressingiem, dobrze przechodziliśmy do kontry. Chcemy natomiast zdecydowanie poprawić nasz atak pozycyjny. Nad tym pracujemy teraz bardzo dużo.

- Przedłużył pan niedawno kontrakt z Wisłą. Czy władze klubu postawiły przed panem konkretny cel, miejsce w tabeli, taki plan minimum przed startem nowego sezonu?
- To zostanie między nami, ale oczywiście nikt nie wyobraża sobie takich problemów, jakie miały miejsce w poprzednim sezonie. Jesteśmy Wisłą Kraków, która zawsze musi grać o wysokie cele. Zrobimy wszystko, aby wywalczyć jak najwyższe miejsce w lidze. Trzeba jednak też zrozumieć, że cały czas zespół jest w budowie.

- Czyli realnie oceniając, planem minimum będzie miejsce w pierwszej ósemce? Puchar Polski macie niestety, na własne życzenie z głowy...
- Tak, choć jesteśmy ambitnymi ludźmi. Chcemy wszyscy grać o wysokie lokaty. Jeśli jednak złapiemy wreszcie górną część tabeli, to będzie dobry początek tego, żeby zrobić postęp i pomyśleć o czym więcej.

Tutaj znajdziesz więcej informacji o Wiśle Kraków

Gala „France Football” fiaskiem organizacyjnym? Komentarz

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie