Wschodząca gwiazda palestry i asystentka posłanki PiS jest oskarżona o fałszerstwa

Agnieszka Nigbor-Chmura
Agnieszka Nigbor-Chmura
Oskarżona Joanna P.-K. (na zdjęciu po lewej) jest asystentką posłanki PiS - Elżbiety Zielińskiej
Oskarżona Joanna P.-K. (na zdjęciu po lewej) jest asystentką posłanki PiS - Elżbiety Zielińskiej fot. lech klimek
Udostępnij:
Fałszowanie pism, oświadczeń, potwierdzeń i wniosków, a nawet pieczęci sądu. Takie zarzuty usłyszała gorlicka prawnik i asystentka posłanki PiS, Elżbiety Zielińskiej. Zgodnie z aktem oskarżenia, który właśnie trafił do Sądu Rejonowego w Gorlicach, Joanna P.-K. wymyśliła fikcyjnego pracownika Placówki Terenowej KRUS w Nowym Sączu, a potem podrobiła jego podpis, podobnie jak rzekomego kierownika tej samej instytucji działającej w Gorlicach. „Gazeta Krakowska” jako pierwsza dotarła do kulisów afery, a także do osób poszkodowanych przez znaną prawnik. To sprawy delikatne, dotyczą m.in. rozwodów, unieważnień ślubów kościelnych czy spraw spadkowych.

Gorliczanki (zastrzegły swoje nazwiska do wiadomości redakcji) oszukane przez Joannę P.-K. nie chcą dłużej milczeć. Choć mają spisane pełnomocnictwa, straciły czas, nerwy i pieniądze na sprawy, których większość nigdy nie wpłynęła do sądu cywilnego ani biskupiego czy do komornika. Mówią o swoich przyjacielskich relacjach z prawniczką: - Skracała dystans, by zdobyć nasze zaufanie - uważają poszkodowane klientki Joanny P.-K. Niektóre z nich prawniczka zaprosiła nawet na swoje wesele.

„Ekspertka” od prawa kanonicznego

Poznały się sześć lat temu. - Poprosiłam o pomoc w sprawie rozwodowej - mówi nam Justyna, jedna z klientek Kancelarii Prawno-Kanonicznej Joanny P.-K. w Gorlicach. - Wszystko odbyło się sprawnie i szybko. W marcu Joanna P.-K. przygotowała dokumenty, które złożyłam w sądzie. W lipcu byłam już po rozwodzie. Wtedy bezgranicznie jej zaufałam i zdecydowałam, by również zajęła się sprawą unieważnienia ślubu kościelnego. Dałam jej pełnomocnictwo, złożyłam też podpis na pustej kartce, o co J. P.-K. prosiła, by mogła „dodrukować coś” (o czym, jak mi tłumaczyła, zapomniała) i nie zawracać mi bez powodu głowy kolejnymi spotkaniami. Zapłaciłam na początek 600 zł, potem kolejne 300 - opowiada kobieta.

Prawniczka miała napisać w jej sprawie wniosek do Sądu Biskupiego w Rzeszowie. Wybuchła jednak pandemia i Joanna P.-K. oznajmiła, że wszystkie sprawy muszą być prowadzone on-line. „Kuria jest zamknięta i nie przyjmuje interesantów” - tłumaczyła.

Potem przez długie miesiące zwlekała z odpowiedzią na pytania o postęp w sprawie, tłumacząc się sytuacją związaną z koronawirusem.

Gdy poszkodowana zaczęła podejrzewać, że padła ofiarą oszustwa, pojechała do Kurii Diecezjalnej w Rzeszowie, by sprawdzić, co dzieje się w jej sprawie. Okazało się, że wniosek o unieważnienie ślubu nigdy nie dotarł do Kurii. Podobnych przypadków jest więcej.

Chrzest za wniosek do sądu biskupiego

Anita: - Podczas tradycyjnej kolędy w styczniu 2019 roku zapytałam księdza, czy ochrzci moje dziecko. Miałam wątpliwości, czy się zgodzi, ponieważ byłam po rozwodzie. Żyłam z nowym partnerem. Mieliśmy jedynie ślub cywilny. Byłam zdziwiona, gdy ksiądz odparł, że udzieli chrztu, jeśli złożę wniosek o unieważnienie ślubu kościelnego. Polecił mi księdza, który miał mi w tym pomóc, a ten z kolei odesłał mnie do pani Joanny P-K. - opowiada.

- Spotkałyśmy się w kancelarii, udzieliłam J.P.-K. wszystkich pełnomocnictw. Dałam 700 zł. Wniosek miał trafić do kurii rzeszowskiej. Potem wybuchła pandemia i nastała cisza. Gdy dopytywałam, co z moją sprawą, dowiedziałam się, że wszystko jest w porządku, ale jest problem, bo mój były mąż nie odbiera korespondencji - opowiada Anita. - J. P.-K. nie wiedziała, że mam z nim dobry kontakt i dobrze wiem, że nie otrzymał żadnego pisma.

O sprawy kanoniczne rzekomo prowadzone przez J. P.-K. zapytaliśmy rzeczników prasowych kurii diecezjalnych. Ks. Tomasz Nowak z rzeszowskiej kurii poinformował nas, że tamtejszy Sąd Biskupi „w żadnej formie” nie współpracuje z rzeczoną prawniczką, ale też nie udziela informacji na temat prowadzonych spraw. Z kolei Alicja Czernia, notariusz Sądu Diecezjalnego w Tarnowie stwierdziła, że nie było ani jednego przypadku wpłynięcia do sądu pism procesowych podpisanych przez Joannę P.-K. Co więcej, prawniczka nigdy nie starała się o dopuszczenie jej - adwokata strony procesu przed Sądem Diecezjalnym w Tarnowie. - Nie można wykluczyć, że pomagała komuś redagować pisma procesowe, jednak nigdy one nie były sygnowane jej nazwiskiem - zaznacza Alicja Czernia.

Fikcyjna rozprawa online

Iwona poznała Joannę P.-K. w 2018 roku. Była już wtedy po rozwodzie cywilnym. Prawniczka pomagała jej w sprawach kontaktów syna z dziadkami - rodzicami byłego męża kobiety. - Wszystko poszło gładko, więc ufając jej bezgranicznie poprosiłam, by pomogła przy podziale majątku. Przekazałam wszystkie dokumenty, łącznie z kopią dowodu osobistego. Zapłaciłam m.in. tysiąc zł za złożenie wniosku do sądu. I tak jak w innych przypadkach po uiszczeniu opłat kontakty z kancelarią J. P.-K. niemal zamarły. Iwona uwierzyła w informacje, że a to sąd zamknięty, bo pandemia, a to że nie ma wolnych terminów. Z czasem zaczęła podejrzewać, że coś jest nie tak, bo wszystko trwało jednak o wiele za długo. Prawniczka uspokoiła ją i zapowiedziała, że już niedługo ma odbyć się pierwsza rozprawa, choć z wiadomych względów musi się ona odbyć zdalnie.

- To był 2020 rok. Przyszłam do biura. Joanna P.-K. przygotowała komputer. Zasiadłyśmy przed monitorem i włączoną po naszej stronie kamerą. Obrazu z sali sądowej nie widziałam. „Sędzia” rzekomo prowadzący rozprawę poprosił, bym do kamery pokazała swój dowód osobisty. Zapytał, czy podtrzymuję swoje roszczenia dotyczące podziału majątku. Właściwie tyle. Wszystko trwało kilka minut - opowiada Iwona. Dzisiaj już wie, że jej sprawa trafiła do sądu dopiero w 2021 roku - a więc znacznie później, niż gdy Joanna P.-K. zaaranżowała fikcyjne „posiedzenie” sądu on-line.

Na tym kłopoty pani Iwony się nie skończyły. - Po śmierci mojego teścia, mąż zrzekł się spadku po nim. W kolejności powinien to uczynić nasz nieletni syn - opowiada. - Udostępniliśmy prawniczce wszystkie dokumenty i byliśmy święcie przekonani, że wszystko jest prowadzone jak należy. Niestety, okazało się, że pieniądze, które od nas brała na opłaty, nie trafiały do sądu, bo ona nie uzupełniała braków formalnych. Z tego powodu w październiku 2021 sąd zwrócił nasz wniosek. W konsekwencji utraciliśmy możliwość odrzucenia spadku po dziadku w imieniu syna. Teraz wiemy o ok. 3 tys. złotych roszczeń wobec naszego dziecka. Boimy się, co będzie dalej - opowiada kobieta.

Fałszowanie dokumentów, podrabianie podpisów, fikcyjni urzędnicy

W maju tego roku pani Iwona złożyła wniosek do sądu o wgląd w akta sprawy. - Nie ma tam śladu o rozprawie on-line, którą odbyłam w biurze pani prawnik. Zwróciłam za to uwagę na trzy dokumenty, podpisane moim nazwiskiem. Od razu się zorientowałam, że to nie jest mój charakter pisma. Cała sprawa została zawieszona, bo J. P.-K. nie dostarczyła do sądu dokumentów, które jej przekazałam. Jeśli jej nie odwieszą, będę musiała zapłacić nawet 20 tys. złotych - skarży się kobieta.

Kolejna z osób, z którą rozmawialiśmy, to imienniczka Joanny P.-K. Do jej kancelarii przyszła w 2019 r. ze sprawą alimentacyjną. - Szybko uzyskałam zapewnienie, że złoży ją do komornika, który jest skuteczny w odzyskiwaniu tego typu zaległości. Przekazałam wszystkie dokumenty. Podczas spotkań uiszczałam opłaty, niewielkie, bo zwykle było to 50, 70 zł - opowiada. Potem nic się nie działo, bo prawniczka tłumaczyła, że sprawa ojca jej córki jest sprawdzana w prokuraturze, w ZUS i urzędzie skarbowym, a to wszystko trwa. Gdy pani Joanna straciła cierpliwość, kontakt z prawniczką się urwał. J. P.-K. miała wtedy chorować i trafić do szpitala.

- O tym, że najpewniej zostałam oszukana, dowiedziałam się na początku maja tego roku. Wtedy złożyłam doniesienie na policję. Od 2019 roku nie uzyskałam żadnych świadczeń alimentacyjnych na dziecko - mówi. Dzisiaj oblicza, że straciła 30 tys. zł. Pod koniec maja tego roku nagle dokumenty wpłynęły w końcu do jednego z komorników, ale jak się okazało, podpis pani Joanny został podrobiony.

W grudniu 2020 roku kolejna z poszkodowanych osób poprosiła J. P.-K., by ta zajęła się jej sprawą rozwodową. Przekazała dokumenty, podpisała pełnomocnictwa, w tym czyste kartki, by prawniczka mogła na nich dodrukowywać brakującą treść. Sprawa miała trafić do Sądu Okręgowego w Nowym Sączu w czerwcu ubiegłego roku. J. P.-K. znów zainkasowała 600 zł. Tym razem klientka dość szybko połapała się, że mogła paść ofiarą oszustwa. - Wystarczył jeden telefon do sądu. Mojej sprawy tam nie było, a dokumentów nie odzyskałam do dzisiaj - opowiada.

Angelika G., Jolanta S. i Bogusław S. również zaufali Kancelarii Prawno-Kanonicznej Joanny P.-K. i powierzyli kancelarii sprawy o stwierdzenie nabycia spadków. Tym razem przez kilka miesięcy otrzymywali dokumenty, które miały wpłynąć do sądu, a także korespondencję z Kasą Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. Jak się okazało, dokumenty były sfałszowane, a urzędniczka KRUS podpisana na dokumentach jako „Joanna Kruszyńska” nie istnieje. Dla uwiarygodnienia dokumentacji, na papierach widniała podrobiona prezentata, czyli pieczęć nabijana w kancelarii sądu z datą wpływu pisma, ale też informacją o liczbie załączników i uiszczeniu opłaty. To przestępstwa z art. 270 par. 1 KK i są zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 5. Joanna P.-K. przyznała się do ich popełnienia.

Sąd: umorzenia nie będzie, jest akt oskarżenia

Śledztwo w sprawie działalności Joanny P.-K. prowadziła prokuratura w Gorlicach. Po jego zakończeniu i postawieniu zarzutów, prokurator złożył dość zaskakujący dla poszkodowanych przez J. P.-K. wniosek o zastosowanie wobec podejrzanej warunkowego umorzenia postępowania na roczny okres próby. Dodano do tego zasądzenie 3000 zł na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej i zasądzenie kosztów sądowych.

- Sąd Rejonowy w Gorlicach nie przychylił się do wniosku prokuratora i przekazał akta do Prokuratury Rejonowej w Gorlicach w celu sporządzenia aktu oskarżenia przeciwko J. P.-K. - mówi nam Bogdan Kijak, sędzia i rzecznik prasowy w wydziale karnym Sądu Okręgowego w Nowym Sączu. Akt oskarżenia sporządzony przez gorlicką prokuraturę wpłynął do sądu w miniony poniedziałek, 20 czerwca.

Sprawa jest poważna i toczy się przed Sądem Rejonowym w Gorlicach. Z aktu oskarżenia wynika, że prawniczka posługiwała się podrobionymi dokumentami nie tylko na potrzeby kontaktów z klientami, ale też w postępowaniu przed KRUS i sądem, a na fałszywych dokumentach znalazła się nawet podrobiona pieczęć gorlickiego Sądu.

Jak się okazuje, sprawy prowadzone w prokuraturze i przed sądem to niejedyne, w których pojawia się nazwisko czy nazwa kancelarii Joanny P.-K.

- Od początku roku do gorlickiej Komendy Powiatowej Policji zgłosiło się kilka osób, które padły ofiarą oszustwa - podaje st. asp. Gustaw Janas, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Gorlicach. - Twierdzą one, że mieszkanka Gorlic, prowadząca kancelarię prawną, miała świadczyć usługi i reprezentować swoich klientów przed komornikiem, sądem, Kasą Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego i pobierać za te świadczenia opłaty. Zdaniem pokrzywdzonych nie wywiązywała się ze swoich obowiązków. Obecnie w tej sprawie prowadzone jest postępowanie pod kątem podejrzenia popełnienia przestępstwa z art. 270 Kodeksu Karnego. Niewykluczone, że może ono zostać rozszerzone o inne artykuły - dodaje.

Szef Prokuratury Rejonowej w Gorlicach Tadeusz Cebo nie chciał komentować całej sprawy, zasłaniając się tajemnicą śledztw i dochodzeń. Jak się dowiadujemy, przypadek Joanny P.-K. to nie jedna, ale kilkanaście spraw, które zostały już objęte jednym śledztwem.

Popełniła błędy. Winni są klienci.

Kontakt z oskarżoną jest utrudniony. Reprezentuje ją adwokat, który do dzisiaj nie odpowiedział na nasze pytania wysłane drogą e-mailową. Bohaterka tekstu przysłała jedynie oświadczenie do naszej redakcji. Pisze w nim o swojej edukacji i kompetencjach, jakie posiada. Przyznaje się do błędów, ale wini za nie samych klientów, choć akurat nie tych, których oszukała. - Jednym z błędów, jaki popełniałam prowadząc działalność, była nadmierna ufność wobec klientów. W kilku, a nawet i kilkunastu przypadkach uwierzyłam, że wynagrodzenie otrzymam w terminie późniejszym, ale pomimo wykonania swojej pracy do dnia dzisiejszego nie otrzymałam umówionej wcześniej zapłaty. Nauczona tym doświadczeniem postanowiłam, że już nie dam się więcej oszukiwać i dlatego jeżeli miałam klienta, który obiecywał zapłacić, a nie płacił, bądź dał tylko zaliczkę, to nie składałam przygotowanych pism, tylko dzwoniłam lub wysyłałam SMS z prośbą o spotkanie w celu uregulowania płatności. Zdarzyło się, że klient dopiero po dwóch latach zadzwonił, ale z pretensjami, że nie ma złożonego pisma - czytamy w przysłanym do naszej redakcji piśmie.

Prawniczka ubolewa, że nie może się skonfrontować osobiście z osobami, które - jak twierdzi - ją pomawiają. Zapowiada także pozwy o zniesławienie i dopatruje się spisku przeciw jej osobie: - Przez prawie 3 lata prowadzenia działalności nie było żadnych problemów, teraz „przypadkowo” jest ich kilka, a każda jedna osoba jest ze sobą powiązana. Te osoby doskonale znają się wzajemnie - dodaje w oświadczeniu.

Donos na asystentkę

Joanna P.-K. jest nie tylko prawnikiem. Od lat angażuje się w polityczne życie miasta i regionu. Kojarzona jest głównie z lokalnymi strukturami PiS. Była m.in. szefową gorlickiego Forum Młodych PiS, a w 2014 roku walczyła o mandat radnej powiatu gorlickiego z listy tej partii. Zdobyła zaledwie 234 głosy, mimo, że wspierała ją Barbara Bartuś, znana posłanka PiS z ziemi nowosądeckiej.

Co jednak zaskakujące, w kolejnych wyborach (2018) znalazła się na liście Komitetu Wyborczego Przyjazne Gorlice, jednoznacznie kojarzonego w mieście z Platformą Obywatelską. I tym razem poniosła klęskę, choć obiecywała, że jeśli zdobędzie mandat radnej, to w każdy pierwszy czwartek miesiąca będzie udzielała darmowych porad prawnych i służyła pomocą w sprawach społecznych. „Twój głos w twojej sprawie” - takie było jej hasło wyborcze. Wkrótce wróciła na łono lokalnego PiS. Dzisiaj jest asystentką posłanki Elżbiety Zielińskiej. Co istotne, mąż podejrzanej Joanny P.-K. pracuje w biurze… senatora PiS Wiktora Durlaka, wcześniej był także asystentem Elżbiety Zielińskiej oraz radnym miasta Gorlice i pracownikiem biura posłanki Barbary Bartuś w kadencji 2011-2015.

Sama poseł Elżbieta Zielińska przyznaje, że informacje o - jak to określa - „donosie” na jej asystentkę do prokuratury przekazali jej lokalni politycy już na początku współpracy z kobietą. To ciekawe, bo wówczas - w kwietniu tego roku - Zielińska uroczyście otwierając swoje biuro poselskie, nie kryła entuzjazmu co do Joanny P.-K.: „Jest osobą bardzo sprawnie działającą, bez której dziś tego otwarcia bym chyba nie miała” - mówiła wtedy. Tymczasem oskarżana o oszustwa asystentka pracuje u niej nadal, bo jak się okazuje, przedstawiła jej dokument [z prokuratury - przyp. red.] wnoszący o warunkowe umorzenie sprawy.

O akcie oskarżenia wobec J. P.-K. posłanka Zielińska dowiedziała się od nas. - Według mojej wiedzy żadne pismo nie dotarło do ewentualnej oskarżonej. Jeśli się potwierdzą te informacje, to z zachowaniem okresu wypowiedzenia rozwiążemy umowę (z asystentką - przyp. red.) - zapowiada posłanka. Takie rozwiązanie pozwoli (jej - przyp. red.) na obronę swoich praw bez aktualnego kontekstu politycznego - dodaje Elżbieta Zielińska.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

miejsce #1

Sencor

Sencor SCOOTER ONE 2020

1 780,33 zł1 348,00 zł-24%
miejsce #2

Xiaomi

Xiaomi Mijia Electric Scooter Essential Lite

1 650,00 zł1 449,00 zł-12%
miejsce #3

Techlife

Techlife X5S

3 699,00 zł3 450,00 zł-7%
miejsce #4

Motus

Motus Pro 11

15 999,00 zł14 999,00 zł-6%
Materiały promocyjne partnera

Polscy strażacy znów w akcji. Pomogą Francuzom gasić pożary

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Krakowska
Dodaj ogłoszenie