8:0 i 0:12, czyli jak Wisła z Legią

    8:0 i 0:12, czyli jak Wisła z Legią

    Jerzy Filipiuk

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Paweł Brożek (w środku)  strzelił dla Wisły najwięcej, bo dwanaście  bramek w meczach z Legią

    Paweł Brożek (w środku) strzelił dla Wisły najwięcej, bo dwanaście bramek w meczach z Legią ©fot. szymon starnawski / polskapresse

    Czekając na niedzielne starcie wiślaków z legionistami, przypomnijmy niektóre ich pamiętne mecze ligowe z minionych lat. Zaliczają się do wielkich klasyków polskiej ekstraklasy. Było ich 147.
    Paweł Brożek (w środku)  strzelił dla Wisły najwięcej, bo dwanaście  bramek w meczach z Legią

    Paweł Brożek (w środku) strzelił dla Wisły najwięcej, bo dwanaście bramek w meczach z Legią ©fot. szymon starnawski / polskapresse

    Do pierwszej ligowej konfrontacji doszło 18 kwietnia 1927 roku w Warszawie, gdzie goście - późniejsi mistrzowie Polski - wygrali 4:1, choć prezentowali słabą formę. „Przegląd Sportowy” pisał nawet, że „niedysponowani widać krakowianie sprawili wyraźny zawód”. Dziś chciałoby się rzec: oby wiślacy zawsze byli tak „niedysponowani”... W stolicy wystąpili trzej bracia Wójcikowie: w Wiśle - Stanisław i Stefan, a w Legii - Franciszek.

    9 lat później, w meczu rozegranym w dniu Wszystkich Świętych, wiślacy wygrywając w stolicy 3:2, zapewnili sobie wicemistrzostwo kraju i urządzili stypę rywalom, którzy - jak się potem okazało - aż na 12 lat rozstali się z najwyższą klasą rozgrywkową.

    Wiślacy niezbyt sympatycznie „przywitali” legionistów u siebie po ich powrocie do I ligi. 8 sierpnia 1948 roku rozgromili ich 8:0. Po trzy gole uzyskali Mieczysław Gracz i Józef Kohut (w tym pierwszą już po kilkunastu sekundach gry). Do siatki trafili też Józef Knys (tyle że do własnej) i Tadeusz Legutko (potem przez wiele lat zastępca dyrektora Krakowskiego Wydawnictwa Prasowego, a później dyrektor Prasowych Zakładów Graficznych).

    Kibice nie wierzyli...

    Do katastrofy, ale tym razem wiślackiej, doszło 8 lat później, 19 sierpnia 1956 roku, gdy warszawianie zdemolowali u siebie rywali aż 12:0! Pięć bramek zdobył Ernest Pohl, trzy Lucjan Brychczy. Do przerwy wiślacy przegrywali 0:5, ale trener Artur Woźniak, były świetny snajper, pocieszał w szatni podopiecznych: - Nie przejmujcie się, mecz trwa 90 minut. W drugiej połowie strzelimy sześć bramek i wygramy! (cytat za encyklopedią Fuji, tom 3). Niestety, w drugiej połowie gospodarze powiększali prowadzenie. Wynik był tak szokujący, że kibice przez kilka godzin dzwonili do krakowskich redakcji, by upewnić się, że to nie pomyłka. Z klęski Wisły cieszyli się kibice Cracovii, dlatego doszło do starć z sympatykami „Białej Gwiazdy”, której jeden z najczarniejszych dni w historii przypadł w roku jubileuszu 50-lecia klubu.

    Santos na trybunach

    4 lata później wiślacy w lepszych humorach opuszczali boisko przy ul. Łazienkowskiej. 23 maja 1960 roku zremisowali tam 1:1. Mecz oglądała przebywająca w Polsce drużyna Santosu, na czele z 20-letnim wówczas Pelem. Dla wiślaków to był powód do dumy.

    Innego rodzaju satysfakcję przeżyli wiślacy 11 lat później, gdy 20 czerwca 1971 roku w Krakowie, w przedostatniej kolejce ligowej, pokonali Legię, pozbawiając ją szansy na obronę tytułu. Gola po rzucie wolnym Adama Musiała zdobył głową Ryszard Sarnat, pokonując Jana Tomaszewskiego.

    Kolejny ligowy mecz obu drużyn w Krakowie był świętem dla miejscowych kibiców z zupełnie innego powodu. Wisła po raz pierwszy zagrała przy sztucznym oświetleniu. 48 reflektorów o sile 500 luksów, odświętnie udekorowany stadion, finał turnieju drużyn niezrzeszonych zorganizowanego przez klub i „Gazetę Krakowską”, bieg „gazeciarzy” o puchar „GK” i losowanie nagród dla czytelników - w takiej otoczce 11 czerwca 1972 roku o godz. 20 rozpoczął się mecz, zakończony remisem 1:1.

    Sumienie sędziego

    Bardziej skuteczni byli piłkarze obu drużyn 15 czerwca 1983 roku, kiedy Wisła wygrała u siebie z Legią 4:3. Mimo gry bez stawki (rywale nie liczyli się w walce o mistrzostwo kraju) i deszczowej pogody 7 tysięcy widzów zobaczyło widowisko, jedno z najlepszych w historii gier pod Wawelem. Hat trick i asystę zaliczył Zdzisław Kapka, a wynik ustalił Andrzej Iwan. Za gracza numer jeden meczu uznano wiślackiego obrońcę Jana Jałochę.

    6 lat później w głównej roli wystąpił inny lewy defensor, ale już były, bo wtedy sędzia, Wojciech Rudy. 29 marca 1989 roku uznał kuriozalnego gola dla Legii w Warszawie. Po rzucie rożnym dla Legii Marek Motyka zagrał piłkę w kierunku własnej bramki. Ta odbiła się od poprzeczki i spadła na murawę. Arbiter uznał jednak, że padł gol. Na nic się zdały protesty wiślaków. Sytuacja ta ich załamała. Robert Gaszyński został pokonany jeszcze trzykrotnie.

    Cała Polska widziała...

    20 czerwca 1993 roku doszło do największego przekrętu w historii polskiego futbolu, ale sędzia Marian Dusza uważał, że ma czyste sumienie, prowadząc mecz, w którym Wisła u siebie uległa Legii 0:6.

    - Cała Polska widziała, a wy jesteście niewidomi?! - pytał delegatów PZPN trzy tygodnie później były trener reprezentacji, a wtedy wiceprezes PZPN Ryszard Kulesza. To po jego pamiętnym wystąpieniu PZPN odebrał tytuł Legii na rzecz Lecha.

    Dusza nie widział, jak wiślacy robią wszystko, by ułatwić strzelanie goli legionistom, którzy toczyli korespondencyjny bój z ŁKS Łódź. Obie drużyny miały szansę na tytuł, a że miały tyle samo punktów, o wszystkim miała decydować lepsza różnica bramek. ŁKS u siebie rozgromił Olimpię Poznań 7:1, ale równie wysokie zwycięstwo Legii zapewniało jej mistrzostwo. Kibice przy Reymonta skandowali „Złodzieje, złodzieje”, „Ileście wzięli, ileście wzięli?”. Jeszcze w trakcie meczu z funkcji szefa piłkarskiej sekcji Wisły zrezygnował znany optyk Piotr Voigt, który tydzień wcześniej ogłosił, że za wygraną z Legią gotów jest zapłacić piłkarzom 300 mln zł. Zaraz po spotkaniu trener gości Janusz Wójcik bezceremonialnie oznajmił, że „Każda liga wymaga jakiejś tam reżyserii”.

    Wewnątrzklubowe śledztwo nie przyniosło dowodów na to, że wiślacy wzięli pieniądze od Legii, ale 12 zawodników nie uniknęło kar. Najsurowiej potraktowani zostali Jacek Bobrowicz, Jan Gałuszka i Zbigniew Gręda, którzy otrzymali 6-miesięczną dyskwalifikację i z którymi postanowiono nie odnawiać kontraktów.

    Kamieniem w głowę Nawałki

    Po hańbiącym meczu kibice Wisły musieli czekać pięć lat, by ich ulubieńcy zdołali pokonać Legię. Doczekali się tego w erze Bogusława Cupiała, 19 września 1998 roku, gdy krakowianie wygrali u siebie po świetnej grze 4:1. - Zwycięstwo cieszy, ale jeszcze bardziej cieszyłbym się, gdyby to Wisła była mistrzem Polski - wyznał trener Franciszek Smuda. Czy mógł przypuszczać, że jego drużyna zapewni sobie tytuł już na pięć kolejek przed zakończeniem sezonu, i to z przewagą aż 17 punktów?

    Kolejny tytuł „Biała Gwiazda” wywalczyła 2 lata później, przesądziło o tym jej wyjazdowe zwycięstwo 9 czerwca 2001 roku, w przedostatniej kolejce. Takiego upokorzenia nie zdzierżyli miejscowi kibole, którzy zaczęli rzucać kamienie. Jeden z nich trafił w głowę trenera Adama Nawałkę. Mecz został przerwany na 8 minut.

    Wpadka w supersezonie

    4 latapotem w stolicy to gospodarze upokorzyli rywali. Wisła przyjechała po serii 38 meczów bez porażki . Tymczasem 22 maja 2005 rozegrała jedno z najgorszych spotkań w historii, ulegając gospodarzom 1:5. Ale ostatecznie Wisła wygrała ligę.

    „Biała Gwiazda” szansę na tytuł miała także 5 lat później, gdy 8 maja 2010 roku wygrała w Warszawie 3:0 dzięki hat trickowi Pawła Brożka. Niestety, dwa ostatnie mecze zremisowała i wyprzedził ją Lech Poznań. Tego samego roku, 20 listopada, Wisła u siebie rozgromiła Legię 4:0. Paweł Brożek strzelił „tylko” dwie bramki.

    W ostatnich 5 latach krakowianie tylko raz pokonali warszawian, u siebie 6 października 2013 roku. Do siatki trafił w 82 minucie „Brozio”. Wcześniej leczył uraz, zażył środki przeciwbólowe. Na szczęście wytrwał. Bo wiadomo - mecz z Legią to zawsze piłkarskie święto.

    Kontrowersja
    W historii meczów Wisły z Legią na miano najbardziej kontrowersyjnego gola zasłużył ten strzelony 13 kwietnia 2013 roku w Krakowie. W 12 minucieJędrzejczyk zagrał piłkę, znajdującą się już kilkadziesiąt centymetrów za linią końcową boiska, do Dwaliszwilego, a ten pokonał Pareikę. Cała Polska widziała, to czego nie dostrzegli sędzia główny, sędzia liniowy, a zwłaszcza sędzia bramkowy Sebastian Jarzębak. Wisła przegrała 1:2

    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo