Angelika Dahm: Nie każdy z nas musi być głównym bohaterem utworu

Kamil Kusier
Kamil Kusier
Angelika Dahm
Angelika Dahm materiały prywatne
O przyszłości literatury oraz o tym, jak ją postrzegać rozmawiamy z Angeliką Dahm, pochodzącą ze Starogardu Gdańskiego nauczycielką języka polskiego, autorką kanału na YouTube „zdamzdahm” pomagającym przygotować się uczniom do egzaminu dojrzałości.

Kto dzisiaj czyta książki?

Dzisiejszy rynek książki jest bardzo zróżnicowany. Odpowiem więc pytaniem - jakie książki? Pytasz o literaturę piękną, czy poradniki wydawane przez celebrytów?

Zacząłbym po prostu od tego, kto dzisiaj czyta?

Badania przeprowadzone przez Bibliotekę Narodową wskazują, że więcej czytają osoby dobrze wykształcone, którym lektura służy także do zdobywania lub poszerzania wiedzy. Kobiety zdecydowanie chętniej w wolnym czasie sięgają po książkę niż mężczyźni (aż 44% z nich raczej nie lubi czytać książek lub bardzo nie lubi po nie sięgać). Do grupy stałych czytelników możemy włączyć też uczniów, którzy czytają, ponieważ muszą, bo tego wymaga od nich szkoła.

Według statystyk nieco ponad połowa Polaków w ogóle nie czyta. Z czego wynika niski poziom czytelnictwa w Polsce?

Zaczynasz od bardzo trudnych pytań. Wydaje mi się, że czynników wpływających na poziom czytelnictwa - nie tylko w Polsce - jest sporo. Po pierwsze, różne media walczą o naszą uwagę. Dzisiaj czytanie książek jako forma spędzania czasu ma sporą konkurencję - mamy przecież platformy streamingowe, mamy aplikacje typu Instagram czy TikTok, z których korzystają nie tylko nastolatkowie. I te aplikacje oferują nie tylko rozrywkę, ale także dostęp do wielu bardzo wartościowych tekstów kultury, wykładów, filmów edukacyjnych. Książce trudno jest sprostać takim przeciwnikom.

Wpływ na poziom czytelnictwa ma także sposób, w jaki żyjemy. Pracujemy bardzo dużo, często zabieramy pracę do domu - to także nie sprzyja szukaniu rozrywki wymagającej skupienia, czasu. Wielu z nas po trudnym dniu pracy oczekuje jedynie relaksu. Książka nie wywołuje skojarzeń z łatwo dostępną rozrywką, dlatego wygodniej jest włączyć kolejny film czy serial.

Na koniec muszę dodać, że w twoim pytaniu czuję pewne rozgoryczenie tym, że Polacy tak mało czytają, zatem zapytam: a czy kiedyś po książki sięgało 100 procent Polaków?

Nigdy...

Problemem w naszej dyskusji jest to, że przedkładamy kryterium ilościowe nad kryterium jakościowe. Wiem, że liczby działają lepiej na wyobraźnię, ale omówienie tego tematu wymaga jednak bardzo głębokiej znajomości rynku książki. Moim zdaniem współcześnie wydaje się dużo książek, jednak nie zawsze są to książki wartościowe.

23 procent osób w Polsce deklaruje, że nie ma w domu ani jednej książki. To niepokojące, zwłaszcza, że kiedyś każdy posiadał chociaż książkę telefoniczną. Ten trend będzie się pogłębiał?

I znów wracamy do liczb. Jakie znaczenie miało to, że kiedyś każdy posiadał książkę telefoniczną? Czy każdy, kto posiadał książkę, znał ją od deski do deski? Przeczytał ją z uwagą i zastanowił się nad jej treścią? Był czytelnikiem? Mam wrażenie, że bierzesz książkę za symbol pewnej wartości intelektualnej. To samo w sobie jest błędnym podejściem. Znam wiele domów, w których książki są, jednak mieszkający w nich ludzie nie czytają ich - traktują je jako element dekoracji. Ale nie zapominajmy, że aby czytać, nie potrzeba mieć książki w sensie fizycznym, na przykład większość lektur szkolnych jest dostępna w internecie. Istnieje wiele aplikacji z szeroką ofertą e-booków i audiobooków. Wreszcie - czytać można nie tylko książki.

Jednocześnie, trudno jest mi wskazać, jaka będzie przyszłość tego medium. Gdybym potrafiła to zrobić i jednocześnie jakoś zaradzić spadkowi czytelnictwa w Polsce, to pewnie nie byłabym nauczycielką, a dyrektorką jednego z najważniejszych polskich wydawnictw.

Zostańmy jeszcze przy liczbach. Dodając do wspomnianych 23 procent, kolejne 9 procent osób, które posiadają w domu jedynie podręczniki szkolne, przekraczamy ponad 30 procent ogółu, który w domu de facto nie czyta, bo nie musi i nie chce. Jak zachęcić ludzi do czytania?

Jako nauczyciel staram się to robić codziennie w pracy z uczniami, ale jak się pewnie domyślasz, wychodzi to z różnym skutkiem. Według mnie przykład idzie przede wszystkim z góry; jeśli chcemy wychować pokolenie ludzi, którzy czytają, sami musimy czytać. Rodzice często pytają mnie, co mogą zrobić, by ich dziecko chętniej sięgało po książki. W takiej sytuacji zadaję pytanie: a czy pani/pan czyta przy dziecku? Czy dziecko widzi, że czytanie jest atrakcyjną formą spędzania czasu? Czy w domu rozmawia się o przeczytanych książkach?

W swojej pracy staram się przekonać uczniów, że nie muszą być fanami każdej książki z kanonu lektur. Co więcej, sama opowiadam uczniom o tym, że wielokrotnie zdarzyło mi się zasnąć podczas czytania „Potopu”. Przecież nie chodzi o to, by uczeń uznał (parafrazując Gombrowicza), że „Sienkiewicz wielkim pisarzem był”, ale o to, by wiedział, dlaczego dany typ literatury mu się nie podoba, by wyrobił sobie własne czytelnicze gusta.

Współczesna literatura może rywalizować z filmem? Zwłaszcza, gdy filmy czy seriale opierają się na tejże literaturze.

Nie uważam, że te dwa media powinny ze sobą rywalizować. Elementem pracy polonisty jest też przedstawianie uczniom najważniejszych filmów, które uzupełniają zagadnienia poruszane przez literaturę. Teksty kultury takie jak filmy czy seriale mogą być według mnie tak samo wartościowe jak dobra książka. Skupiasz się na medium, na tym, w jaki sposób przedstawiana jest historia. Dla mnie większym problemem jest natomiast jakość książki czy filmu. Wolę obejrzeć dobry film niż przeczytać marną książkę.

Jeżeli nie rywalizować, to chyba można zaryzykować stwierdzenie, że film może pomóc książce? Seriale oparte na twórczości Remigiusza Mroza, filmy na bazie książek Katarzyny Grocholi, czy kultowe dla popkultury serie E.L. James lub J.K. Rowling. Książki były pierwsze, ale prawdziwą popularność zyskały dopiero po telewizyjnych lub kinowych adaptacjach. Obraz lepiej przemawia niż papier?

Dam ci niezbity dowód na to, że film pomaga książce. Pewnie wiesz, że kilka tygodni temu na jednej z popularnych platform streamingowych wypuszczono film „Na zachodzie bez zmian”. A teraz poszukaj tej książki w którejś z internetowych księgarni - pewnie od razu zwróci twoją uwagę to, że nowa okładka powieści nawiązuje do adaptacji filmowej. Tak to działa - widzowie poznają historię ukazaną na ekranie i część z nich sięgnie po oryginał, a część nigdy tego nie zrobi. Ale raczej trudno mi uwierzyć w sytuację, w której ktoś, kto chciał przeczytać książkę, zrezygnuje z niej po obejrzeniu filmu. Bo jeśli ktoś lubi czytać, to przeczyta daną pozycję, nawet jeśli film będzie kiepski.

To o czym mówisz, widać też po statystykach popularności autorów. Henryk Sienkiewicz już dawno przegrał ze wspomnianym Remigiuszem Mrozem, który w Polsce pokonał nawet Stephena Kinga. Co składa się na popularność danego autora?

Rynek wydawniczy nie jest odporny na różnego rodzaju trendy. Dziś dobrze sprzedają się książki kryminalne, ale też świetnie radzą sobie reportaże czy biografie.

Popularność autora zależy z dużej mierze od tego, czy tworzona przez niego literatura wpisuje się w te trendy. Ale nie ukrywajmy, że współcześnie pisarz musi też być trochę celebrytą, a jeśli nie celebrytą, to z pewnością osobą publiczną, wypowiadającą się (i to nie tylko na tematy literackie). Jako przykład mogę tu podać sposób prowadzenia social mediów przez Jakuba Żulczyka czy Szczepana Twardocha, autorów bardzo dziś popularnych i - mam nadzieję - całkiem dobrze zarabiających na swoim pisaniu.

Nie wiem, czy słyszałeś, że jakiś czas temu Żulczyk skomentował to, że jedna z jego książek trafiła do popularnej sieci dyskontów, gdzie była sprzedawana za jakieś 15 złotych. Jak sądzisz, jak zareagował autor?

Ucieszył się?

Tak, ucieszył się i stwierdził, że nigdy nie zależało mu na tym, by jego utworem zachwycała się wyłącznie krytyka literacka.

Wracając jednak do wątku czytelnictwa, czy dostępność literatury może być wytłumaczeniem? Niestety, im mniejsza miejscowość, tym mniej ludzi deklaruje fakt posiadania książek.

Pochodzę ze średniej wielkości miasta i choć od kilkunastu lat mieszkam w Krakowie, to pamiętam, jakie miałam trudności ze zdobyciem na przykład książek filozoficznych, chociaż oczywiście nie było to niewykonalne. To prawda, że czasem wymagało większego wysiłku, wiązało się z na przykład wycieczką do Trójmiasta. Ale mówię o pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku, a od tego czasu sporo się zmieniło. Przede wszystkim znakomita większość literatury dawnej jest dostępna w internecie za darmo. Jeśli jednak kogoś interesuje literatura współczesna, to istnieje wiele aplikacji, które w formie abonamentu umożliwiają dostęp do nieograniczonej liczby tytułów.

A czas? Niektórzy mówią wprost, że nie mają czasu na czytanie. Żyjemy za szybko, aby poświęcić, chociaż pół godziny dziennie na zajrzenie do książki?

Tak, uważam, że żyjemy za szybko i tempo to nie sprzyja lekturze. To, że spędzamy w pracy wiele godzin, powoduje, że nie mamy siły ani chęci na podejmowanie wysiłku intelektualnego, a z tym kojarzą się książki.

Jak to wygląda w szkole? Młodzież chętnie sięga po literaturę?

Chyba nikogo nie zaskoczę, jeśli powiem, że problem czytelnictwa wśród uczniów się pogłębia. Uważam, że jest on większy niż przed pandemią. O ile uczniowie mają jeszcze dość samozaparcia, by przeczytać lektury krótkie („Antygonę” czy „Makbeta”), o tyle trudniej jest zmusić ich do przeczytania „Lalki” czy wspomnianego „Potopu”. Dłuższe lektury wymagają większego skupienia, wyciszenia się, wyłączenia na chwilę telefonu, bycia offline - to stanowi wyzwanie dla wielu młodych osób.

Lektury szkolne kojarzą się z tym, że przynajmniej w pierwszej ocenie są... nudne. Ile swobody ma nauczyciel w tym, aby pozwolić sobie na nieco więcej improwizacji?

Trudno mi mówić za innych nauczycieli, ale ja czuję się dość swobodnie w swojej pracy w szkole. I tę „wolność” czułam zarówno wtedy, kiedy pracowałam w jednym z dużych publicznych krakowskich liceów, jak i teraz, kiedy pracuję w maleńkim prywatnym liceum artystycznym.

Każdy nauczyciel wie, jaką porcję wiedzy musi przekazać uczniowi, żeby ten mógł wykorzystać ją na egzaminie maturalnym. Jeśli klasa jest ambitna, jest „chemia” między nauczycielem a klasą (moim zdaniem jest to warunek konieczny), to można zrobić wiele naprawdę interesujących rzeczy. Bo jeśli klasa z góry nastawiona jest na przykład na to, że nie interesuje ją język polski, to najpierw trzeba pokonać tę niechęć. Czasem się to udaje, a czasem trzeba się pogodzić z porażką i wytrwale robić swoje. Ale tylko tam, gdzie uczniowie „chcą więcej”, nauczyciel może pozwolić sobie na tego typu swobodę.

Moim zdaniem dziś ograniczeniem nie jest lista lektur czy program nauczania, a nastawienie ucznia.

A alternatywne formy? Audiobook zabija czytelnictwo, czy ułatwia przeniesienie się w świat wyobraźni? Czy miłośnicy książek w wersji audio, sięgną następnie po papierową wersję?

Nasza rozmowa wraca do wcześniejszego punktu - moim zdaniem to, że możemy dziś poznać książkę w formie audiobooka nie sprawi, że książka jako przedmiot zginie. Bo przecież mogę równocześnie pewne książki czytać, a pewnych słuchać. Większy dostęp do literatury, szersza forma jej odbioru powinny nas cieszyć, powinniśmy wspierać wszelkie inicjatywy, które ułatwiają dotarcie literatury pod strzechę.

Powtórzę swoją myśl jeszcze raz - nie mam pojęcia, jaka będzie przyszłość książki, ale wiem, że nie ma czegoś takiego, jak jedynie słuszna forma obcowania z literaturą. Twierdzenie, że tylko tradycyjny sposób lektury ma wartość, czyni z czytania zajęcie snobistyczne, wyróżnik inteligenta. A chyba nikt z nas nie chciałby, żeby książka została zredukowana wyłącznie do rekwizytu klasy ludzi wykształconych. Może się wtedy okazać, że nie ważna będzie treść książki, a jej forma.

Co wyjątkowego jest w zbitce setek stron papieru? Gdzie szukać źródła, z którego zaczną czerpać Polacy?

Literatura uczy nas dystansu do świata i do samych siebie, pokazuje nam, że każdy z nas może widzieć świat inaczej i inaczej go interpretować. Literatura daje nam także możliwość zajrzenia w myśli naszych przodków i poznania tego, co dla nich było ważne, poznania ich sposobu widzenia świata i jego problemów.

Powiem ci teraz bardzo prywatną rzecz - mnie literatura nauczyła, że nie jestem tak wyjątkowa, jak mogło się mi niekiedy wydawać. I to jest bardzo wyzwalające uczucie w świecie, który na każdym kroku mówi ci, że jesteś wyjątkowy i wszystko zależy od ciebie. Bo czasem wcale nie zależy i warto zaakceptować, że to też jest w porządku. Nie każdy z nas musi być głównym bohaterem utworu.

Najlepszym prezentem pod choinkę jest książka. Wszystkim małym czytelnikom polecam książkę i grę „Och buu” – dzięki nim młody człowiek w przyjemnej i zabawnej formie dowie się więcej o uczuciach. Wybierając książki dla wszystkich znajomych szkrabów, najczęściej sięgam po wydawnictwo Dwie Siostry, które tworzy przepięknie wydane książki dla dzieci w różnym wieku – polecam „Ale odlot!” Jacka Ambrożewskiego oraz „5 złotych” Jae-hyuk Cha i Eun-young Choi. Dla dorosłych czytelników świetnym prezentem będzie wydana w tym roku powieść „Empuzjon” Olgi Tokarczuk – nie tylko ze względu na nazwisko noblistki, ale przystępną formę, która moim zdaniem przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy jeszcze nie zapoznali się z twórczością autorki. Ciekawą pozycją dla fanów historii detektywistycznych może być wyczekiwana przez czytelników powieść „Zniknięcia” Georgesa Pereca, która wreszcie doczekała się tłumaczenia na język polski. Warto pamiętać, że dobrym pomysłem jest też kupowanie klasyki. Myślę, że każdym mól książkowy ucieszyłby się z nowego wydania „Procesu” Franza Kafki (Wydawnictwo Lokator, 2021) czy przepięknie wydanego „Dziennika niektórych dni mego życia” Juliusza Słowackiego (Państwowy Instytut Wydawniczy, 2019).

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wystawa "Biczowani" w galerii ORAC

Materiał oryginalny: Angelika Dahm: Nie każdy z nas musi być głównym bohaterem utworu - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska
Dodaj ogłoszenie