Cztery dekady z inteligentnymi piosenkami Kultu. Koncert zespołu Kazika Staszewskiego w klubie Studio

Paweł Gzyl
Paweł Gzyl
Kult
Kult Karolina Misztal
Udostępnij:
Jesienią zeszłego roku grupa Kult zmuszona została do odwołania swego koncertu w Krakowie. Teraz powraca jednak pod Wawel – i wystąpi w sobotę 22 stycznia o godz. 19 w klubie Studio.

FLESZ - Wyższe mandaty działają. Kierowcy jeżdżą wolniej

Kazik Staszewski zainteresował się muzyką rockową w podstawówce. Jego ciotka mieszkała w Anglii i przysyłała mu regularnie niedostępne w Peerelu płyty w rodzaju Led Zeppelin czy Pink Floyd. Pewnego lata młody chłopak pojechał jednak do Londynu na wakacje i trafił tam na koncert punkowej grupy Sham 69. Zachwycony buntowniczą energią nowej subkultury, postanowił przeszczepić ją na rodzimy grunt.

- Kiedy dotarły do mnie wczesne nagrania Sex Pistols czy The Clash, miałem zaledwie 15 lat. Ogromnym impulsem była dla mnie idea głosząca, że nie trzeba być wirtuozem, aby za pomocą muzyki wyrazić swoje uczucia i emocje. Punk dodał odwagi młodym ludziom, którym media wmawiały, że rock jest zarezerwowany dla wysokiej klasy instrumentalistów z zespołów pokroju Pink Floyd czy Genesis. Okazało się, że najważniejsze wcale nie są umiejętności, ale chęci – tłumaczy nam.

W 1980 roku Kazik postanowił wcielić w życie punkową ideę „zrób to sam” i skrzyknął kolegów z liceum, tworząc punkową grupę Poland. Nie przetrwała ona jednak długo: zagrała kilka koncertów i odeszła w niepamięć. Po jej rozpadzie Kazik założył nowy zespół. Kult grał nieco bardziej bogatą brzmieniowo muzykę w stylu brytyjskiej „nowej fali”. Melodyjne piosenki zespołu szybko zdobyły sobie sporą popularność, mimo że nie grało ich radio i telewizja. Ich mocnym punktem były inteligentne teksty lidera, piętnujące absurdy życia w Peerelu.

- Traktowaliśmy naszą działalność w kategoriach amatorskich. Studiowałem w tym czasie socjologię na Uniwersytecie Warszawskim i raczej z tym wiązałem swoją przyszłość. Śpiewanie z zespołem uznawałem za nieszkodliwe hobby. To była świetna zabawa, przy okazji której rozwijaliśmy się literacko i muzycznie – podkreśla wokalista.

Gdy w 1989 roku upadła komuna, Kult miał już armię wiernych fanów i liczne przeboje na koncie. Zaczął więc nagrywać kolejne płyty, pozostając jednak w kręgu wypracowanych wcześniej brzmień. To, co dla niektórych dziennikarzy było wadą, wielbiciele zespołu uznawali za zaletę. Dlatego Kult pozostał wierny swej stylistyce, pozwalając sobie jedynie na sporadyczne odskoki w innych kierunkach.

- Kult jest taki, jaki jest. Na pewno gramy sprawniej niż kiedyś, nasze nagrania brzmią lepiej, a być może jest w tym jedynie mniej serca - cóż, jesteśmy przecież coraz starsi. Poprzez mój głos, brzmienie saksofonów, organów i waltorni, nasza muzyka jest jednak natychmiast rozpoznawalna. Czy jest to archaiczne? Nie chce mi się nad tym zastanawiać – podsumowuje Kazik.

Być może Kult nie przetrwałby tyle lat, gdyby nie to, że Kazik z powodzeniem prowadzi solową karierę. W ciągu ostatnich trzech dekad nagrywał zarówno rap, jak i ciężkiego rocka, a nawet eksperymentował z jazzmanami. Mając w ten sposób ujście dla swej kreatywności, zachował ku zadowoleniu fanów tradycyjne brzmienie Kultu do dziś. A w tym roku grupa będzie obchodziła już czterdziestolecie swej działalności.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Krakowska
Dodaj ogłoszenie