Ferie mierzy się w ceprach na godz.

Przemek Franczak
Andrzej Banaś
Spędzanie zimowych ferii na Podhalu z reguły zaczyna się w korku i kończy w korku, a to co jest pomiędzy nimi, w sumie też niewiele różni się od utrudnień w ruchu na zakopiance. Kolejka do kasy, kolejka do baru, kolejka do wyciągu, kolejka do sklepu, kolejka do restauracji, kolejka do WC, kolejka na lodowisko, kolejka do jacuzzi, kolejka do kolejki. Ferie na Podhalu to niewątpliwie fenomen kulturowo-społeczny, który jeszcze nie doczekał się godnego naukowego opracowania.

Dziś najważniejsze słowo w góralskiej gwarze to "przepustowość". Teraz już jednak nie odnosi się jedynie do możliwości wyciągów krzesełkowych. Ba, przepustowość to idea. Górale uznali, że nie ma ograniczeń w liczbie klientów, których są w stanie obsłużyć.

Przypadkiem klinicznym jest Kotelnica Białczańska. Mały w gruncie rzeczy pagórek od kilku lat udaje alpejską stację narciarską, zresztą cały czas rozbudowywaną. Narciarz dostrzeże tam miejsce na jeden wyciąg, góral-biznesmen na siedem i wepchnie tam nawet sześcioosobowe "krzesło". A skoro w godzinę przetransportuje na gór(k)ę rekordową liczbę narciarzy, to konieczna jest też rozbudowa całej infrastruktury. Parkingi, hotele, baseny termalne i gastronomia już zajmują tam więcej przestrzeni w krajobrazie niż sama góra, której - o, dziwo - powiększyć się nie da.

Skuszony nowoczesnością i sprawnym marketingiem tłum napiera - dla większości Alpy wciąż są za daleko - więc przepustowość wszystkiego trzeba zwiększać. Oto zamknięte koło popytu i podaży, które na Podhalu toczy się i toczyć będzie bez żadnej kontroli. Więcej turystów? Proszę bardzo, region może nie z gumy, ale dobudujemy wyciągi na naszych stokach, dobudujemy nowe piętra w naszych pensjonatach, postawimy nowe hawiry, spa i hotele. Niech żyje przepustowość!

A więc, powiadacie, zaczynają się ferie. Na lichych stokach czarno od ludzi, w głowie cały czas rozważasz dylemat, czy własne dziecko asekurować jadąc przed nim czy za nim, choć dobrze wiesz, że to i tak nie ma żadnego znaczenia; po prostu składasz los pociechy w ręce przypadku, wierząc, że jego trajektorie szczęśliwym zrządzeniem losu nie przetną się z trajektoriami mistrzów jazdy na dzidę pługiem, tudzież innych królów jednej lub dwóch desek. W aquaparkowych basenach ludziska przypominające morsy stłoczone na krze. Stanie w korku kuligów. Czekanie na stolik w podrzędnej karczmie (a większość, niestety, jest podrzędnych).

Zatem dobrej zabawy. No, ale przede wszystkim dobrej przepustowości.

Zobacz najświeższe newsy wideo z kraju i ze świata
"Gazeta Krakowska" na Youtubie, Twitterze i Google+
Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie