Hokej. W Unii Oświęcim nie potrafią pomóc szczęściu

Jerzy Zaborski
Jerzy Zaborski
Radim Haas zbyt późno zdobył dla Unii drugą bramkę, by jej zawodnicy mogli myśleć o zdobyciu choćby punktu z Opolem
Radim Haas zbyt późno zdobył dla Unii drugą bramkę, by jej zawodnicy mogli myśleć o zdobyciu choćby punktu z Opolem Fot. Jerzy Zaborski
Unia Oświęcim miała zły weekend. Najpierw przegrała wyjazdowe spotkanie z Podhalem Nowy Targ (3:4), a potem we własnej hali poległa z Orlikiem Opole (2:5). Skoro cały dół tabeli ostatnio regularnie punktował, nic dziwnego, że oświęcimianie wypadli poza elitarną „szóstkę”, gwarantującą udział w play-off.

O ile po meczu w Nowym Targu oświęcimianie zwracali uwagę na brak szczęścia, to już przed własną widownią mogli mieć pretensje tylko do siebie. Mecz z Orlikiem został ustawiony w pierwszej części, w której gospodarze wystąpili bardziej w roli statystów.

- Jako szkoleniowca niepokoi mnie to, że zespołowi brakuje powtarzalności – zwraca uwagę Josef Dobosz, trener oświęcimian. - W ciągu jednego weekendu zespół zaprezentował skrajne postawy. W Nowym Targu chłopcy walczyli jak lwy, a przed własną widownią, gdzie determinacja powinna być większa, wyszło zupełnie odwrotnie. Biorę poprawkę na to, że zbyt szybko stracone w pierwszej tercji gole podłamały zespół moralnie. Trzeba jednak pamiętać, że w hokeju sytuacja potrafi się zmienić diametralnie w kilkadziesiąt sekund. Trzeba wziąć się w garść. Inna sprawa, że opolanom w Oświęcimiu wychodziło wszystko. Oddali trzy strzały na naszą bramkę i wszystkie były skuteczne.

Trudno nie zgodzić się z trenerem Doboszem w kwestii zwrotów akcji w meczu hokejowym. Trzeba mieć do tego jednak narzędzia, aby pomóc szczęściu. Tymczasem wychodzi na to, że łatwiej nauczyć niedźwiedzia tańczyć niż oświęcimian gry w liczebnej przewadze, bo przecież to nimi wygrywa się mecze. W Nowym Targu, przy wyniku remisowym 3:3, w trzeciej tercji oświęcimianie mieli trzy przewagi i żadnej nie potrafili zamienić na gola, a po chwili stracili czwartą bramkę i pełna pula została pod Tatrami.

W meczu przeciwko Orlikowi dwa razy grali mając na lodzie o dwóch zawodników więcej. Najpierw przez 35 s, a potem 82 s i znowu bez efektu bramkowego. - Najbardziej smuci mnie to, że w takich sytuacjach do boju posyła się zwykle najbardziej doświadczonych zawodników i bywa, że nie ma nawet zbyt wielu strzałów na bramkę – analizuje Dobosz.

Pytanie, czy zespół nie potrafi wykonać tego, co przekazuje mu trener, czy może Unia nie ma żadnego pomysłu na rozgrywanie przewag liczebnych? Fakty są takie, że 10 meczach oświęcimianie tylko sześć goli zdobyli w przewagach, więc coś z tym problemem trzeba zrobić.

Sportowy24.pl w Małopolsce

#TOPSportowy24 - SPORTOWY PRZEGLĄD INTERNETU

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie