III liga. Trzebinia postrzelała i rozmontowała Motor Lublin [WIDEO, ZDJĘCIA]

Jerzy Zaborski
Jerzy Zaborski
Radość Marka Mizi, pomocnika Trzebini, po zdobyciu pierwszej bramki.
Radość Marka Mizi, pomocnika Trzebini, po zdobyciu pierwszej bramki. Fot. Jerzy Zaborski
Udostępnij:
MKS Trzebinia-Siersza podtrzymał tradycję i na własnym boisku ponownie użyto „ostrej amunicji”. Goli padło mniej, niż to wynikało ze statystyk na jedno spotkanie, ale to nie miało znaczenia, bo gospodarze pokonali Motor Lublin, jednego z faworytów rozgrywek grupy południowo-wschodniej III ligi piłkarskiej.

Gospodarze nastawili się na grę z kontry. Pierwsza próba, po zagraniu Kamila Włodyki, który wypuścił w bój Mateusza Stanka, lecz Paweł Socha dalekim wybiegiem zażegnał niebezpieczeństwo (12 min).

W odpowiedzi Tomasz Tymosiak w polu karnym zdecydował się na strzał, który został zablokowany przez Sebastiana Ołownię.

Drugi wypad miejscowych okazał się już skuteczny. Z prawej strony w pole karne wpadł Marek Mizia. Uderzona przez niego piłka przeszła obok starającego się ratować sytuację Juliena Twardowskiego, trafiła w rękę Sochę i wpadła do siatki w przeciwnym rogu.

Potem goście prowadzili grę. Wypracowali kilka akcji, których jednak nie udało się skończyć, bo w głównej roli wystąpił trzebiński stoper Sebastian Ołownia. To właśnie on wybił piłkę głową, którą wielu widziało już w „okienku” po strzale Damiana Szpaka (30 min). Później Szpak uderzeniem z pola karnego starał się zakończyć akcję Rafała Króla z Pawłem Kaczmarkiem. Jednak znowu tuż przed linią bramkową niczym spod ziemi wyrósł Ołownia (35 min).

Miejscowi starali się kontrować. Po jednym z ich wypadów minimalnie przestrzelił Kamil Włodyka (37 min).

Po zmianie stron trzebinianie w dwie minuty posłali rywali na deski. Najpierw Mateusz Stanek z Kamilem Włodyką zagrali „klepkę” w polu karnym, potem ten drugi oszukał jeszcze obrońcę i z wysokości prawego narożnika pola bramkowego przymierzył w przeciwne „okienko”. - Pozycja była trudna, ale kluczem do sukcesu było zachowanie zimnej krwi – powiedział autor gola, mający w swoim dorobku ekstraklasowy bagaż doświadczeń w Ruchu Chorzów.

Później, po rzucie rożnym wykonywanym z lewej strony przez Mateusza Niechciała na bliższy słupek wbiegł Dariusz Gawęcki, nie dając szans Damianowi Sosze na skuteczną interwencję.

Trener gości dokonał dwóch zmian jednocześnie. Sporo ożywienia w ich szeregi wniósł Japończyk Yasuhiro Kato. Chwilę później, po zagraniu z prawej strony przez Pawła Kaczmarka, z bliska skutecznie główkował Piotr Piekarski.

W odpowiedzi Włodyka znalazł się w dobrej okazji, lecz zdecydował się na strzał. Nie był zbyt mocny, więc Socha pewnie interweniował.

W 74 min Paweł Kaczmarek zagrywał z wolnego, z prawej strony. Jednak Julien Tadrowski, mając raptem 8 m do bramki, trafił w stojącego na linii bramkowej Gawęckiego. - Jak takich okazji już nie wykorzystujemy, to nie wiem, z czego chcemy strzelać gole. Lepszych okazji mieć już nie będziemy – pieklił się na ławce trener lublinian Jacek Magnuszewski.

Minutę później piękną solową akcją popisał się Kato. Wpadł w pole karne, lecz po jego strzale Tomasz Wróbel przeniósł piłkę ponad poprzeczkę.

W 81 min Mateuszowi Majcherczykowi nie udało się zamienić na gola doskonałego podania od Włodyki. Jednak goście w końcówce już nie mieli wybornych okazji bramkowych, więc trzebinianie zaksięgowali kolejną pełną pulę na własnym boisku.

- Ważna była pierwsza bramka, dająca nam możliwość zagrania z kontry – cieszył się Robert Moskal, trener trzebinian. - Szybkie bramki na własnym boisku stały się naszą tradycją i to jest budujące. Wygraliśmy z naprawdę dobrym rywalem, więc taki sukces powinien nas jeszcze bardziej podbudować.

- Mogę powiedzieć, że mój zespół zagrał całkowicie nieodpowiedzialnie w obronie – pieklił się Jacek Magnuszewski, trener lublinian. - Uczulałem na pewne sprawy swoich podopiecznych, a gole straciliśmy po prostych wręcz błędach, które nie przystoją klasowej drużynie, a za taką przecież chcemy uchodzić. Najwyraźniej spora grupa moich zawodników nie radzi sobie z tym, że jesteśmy postrzegani jako jeden z faworytów rozgrywek.

MKS Trzebinia Siersza – Motor Lublin 3:1 (1:0)
Bramki:
1:0 Mizia 14, 2:0 Włodyka 49, 3:0 Gawęcki 51, 3:1 Piekarski 61.

Trzebinia: Wróbel – Sanok (86 Kurek), Ołownia (55 Górka), Kalinowski, Niechciał – Włodyka, Gawęcki, Repa, Kowalik (80 Majcherczyk), Mizia (67 Jagła) – Stanek.

Motor: Socha – Falisiewicz (60 Kowalczyk), Pecha, Gieraga, Twardowski – Tymosiak (80 Stachyra), Król (46 Piekarski), Kaczmarek, Szysz (60 Kato) – Kamiński, Szpak.

Sędziował: Mateusz Kowalski (Kielce).

Żółte kartki:
Jagła - Pecha, Tymosiak, Kaczmarek.

Widzów: 500.

Sportowy24.pl w Małopolsce

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie