Jan Siuta: artysta od rzeczy niemożliwych

    Jan Siuta: artysta od rzeczy niemożliwych

    Barbara Ciryt

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Podjął się zadania godnego tytanów. Wykonania w ciągu doby sarkofagu dla pary prezydenckiej. Jan Siuta - ten, który lubi szaleńcze wyzwania, by móc zmagać się z czasem - pisze Barbara Ciryt
    Im większe wyzwanie i większe szaleństwo, im więcej barier do pokonania, tym dla Jana Siuty zadanie jest ciekawsze. Dla niego nie ma rzeczy zbyt trudnych. Bierze na siebie to, co nieprawdopodobne i niemożliwe do zrealizowania. Pokonuje bariery czasu. Kiedy trzeba się podjąć morderczej pracy, znajomi artysty nie muszą pytać kto ją wykona.

    Przy powitaniu pan Jan mocno ściska dłoń, bardzo mocno. I lekko się uśmiecha. Tak jest chyba zawsze. Nikt nie widział jak Jan Siuta się denerwuje. - Bo ja się spokojnie denerwuję - wyjaśnia i znów się uśmiecha.

    Na dachu biura pracowni kamieniarskiej umieścił metalową rzeźbę. To krakowianka. A na domu ma obracający się szklany dach w kształcie piramidy. Jan Siuta - malarz, rzeźbiarz, grafik, filozof. Właściciel pracowni kamieniarskiej w Cholerzynie. Artysta, który umie cudownie słuchać. Mówi powoli, wyraźnie, cicho. Wszystko jest przemyślane. Chce być zrozumiany i chce zrozumieć każdego człowieka, i do każdego podchodzi z szacunkiem.

    Życie go porywa
    Od kilku lat pracuje nad cyklami dzieł, które realizuje pod hasłem: rytuał, rytm, harmonia. Ale dla niego to nie tylko sztuka, to jego życie. Znajomi mówią, że ma genialny umysł. Doskonały organizator. Wszechstronnie utalentowany. Ma zmysł techniczny. W rodzinnym Zagórzu w Bieszczadach kończył technikum obróbki skrawaniem. Do wojska poszedł na ochotnika, do kompanii honorowej w Lublinie.
    Wszystko go fascynuje. Tańczył w balecie w Sanoku. - Ruch, gest, muzyka. Wprowadza organizm w harmonię - tak to wyjaśnia i dodaje, że całe życie tańczymy. Tyle że nie zawsze w rytm prawidłowej melodii.

    Czy tak też myślał kiedy zaczynał tańczyć jako młody chłopak? Skąd ten balet? - Czasem ludzie są pogięci. Trudno ich wyprostować - wzrusza ramionami. Potem doskonale sprawdził się w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w pracowni rzeźby u profesorów Stefana Borzęckiego i Józefa Sękowskiego.
    Twórczość i osobowość Jana Siuty podziwia Barbara Lambor. Artystka konserwatorka dzieł sztuki zna artystę z Cholerzyna od ponad 20 lat, z czasów studenckich.

    - Dla mnie Jan jest skrzyżowaniem wulkanu z Oceanem Spokojnym - i wyjaśnia, że wulkan to jego twórczość, wybuchowa. Drzemią w nim naprawdę wielkie pokłady energii twórczej. A tym oceanem jest jego niezwykła siła spokoju.

    - On robi wiele rzeczy jednocześnie, ale potrafi to wszystko złożyć w jedną całość - zauważa Barbara Lambor. - Kiedy nie odpowiada na pytanie, a siedzi tuż obok, to być może duchem jest w Kalifornii i wiesza obrazy na kolejnej swojej wystawie. A kiedy trzeba zamyka się w pracowni ze swoim dziełem sam na sam. I biorą się za bary. Z tego zawsze wychodzi coś pięknego - wyjaśnia Barbara Lambor.

    Zawsze blisko natury
    Zabiera się za kamień, drewno, metal, papier. Prowadzi firmę kamieniarską, przyjmuje zamówienia i ma jeszcze czas na czytanie książek, malowanie, rzeźbienie. Nie ma technik, które by go nie pociągały.
    Jest niezwykle twórczy. Swoje rzeźby, płaskorzeźby, obrazy, grafiki - całe cykle wystawiał w wielu galeriach świata.

    Począwszy od Sanoka, Jasła, Lublina, Krosna, Krakowa, Katowic przez Słowację, Ukrainę, Węgry, Turkmenistan po Indie, Sri Lankę i Stany Zjednoczone. W Miami, w amerykańskim stanie Floryda miał własną galerię. Teraz galerię ma w Krakowie przy ul. Sławkowskiej.

    Jego królestwem są kamienie. Szlachetne, ciężkie, wyciskające pot. Realizuje zamówienia wymagające precyzji: wystroje pałaców królewskich w Kopenhadze i Londynie, w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w krakowskich Łagiewnikach i w polowym ołtarzu na Skałce.

    Pokonać barierę czasu
    Przed kilkoma dniami kamieniem Jana Siuty, miodowym onyksem, zainteresowała się cała Polska. Właśnie z tego materiału powstał wawelski sarkofag dla pary prezydenckiej Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki Marii. Robiony niemal na oczach dziennikarzy. Tylko przez jedną dobę.

    Dłużej powstawał podest pod sarkofag i konstrukcja na jego wniesienie do krypty wawelskiej niż samo dzieło. A wpisało się tak w kryptę pod Wieżą Srebrnych Dzwonów, jakby od wieków tam stało. - Mnie nie zdziwiło, że Jan podjął się tego zadania. Wręcz byłam pewna, że tylko on może to zrobić - przekonuje Barbara Lambor.

    Podczas pracy przy sarkofagu Jan Siuta i jego 30 pracowników pokonali barierę czasu. - Gdyby nie było we mnie szaleństwa, to bym się nie podjął tego. Gdyby nie było we mnie wariactwa, to bym tego nie skończył - przyznaje sam artysta.

    Choć ma narzędzia, które pozwalają na podejmowanie niezwykłych rzeczy, to chwali swoich ludzi, ich współpracę. Jak Jan Siuta do takich dzieł i do swojej pracowni dobiera pracowników? - Oni się dobierają sami - mówi szef. - Nawet jeśli kogoś przyjmę, a nie przylega do zespołu, to odchodzi. Ludzie muszą się umieć porozumiewać bez słów. I muszą ze mną wytrzymać.

    Jan Piechnik, jeden z kamieniarzy, mówi wprost, że kiedy trzeba cała załoga pracuje i nie odpuszcza ani na chwilę. A z szefem rozmawia się bez stresu, na luzie. Jak ważna jest współpraca, logiczne myślenie i organizacja Siuta przekonał się przynajmniej dwa razy. Raz udowadniał to Niemcom, a raz jemu Hindusi.
    Nim Jan Siuta otworzył pracownię kamieniarską w Cholerzynie współpracował z rzeźbiarzem prof. Józefem Potępą. Zaczął od wykonania kilkuna- stometrowej płaskorzeźby - orszaku ślubnego. Siuta się doskonale sprawdził.

    Trzech z kopiarką
    Kiedy przyszło wielkie zamówienie z Niemiec, wiadomo było, że to pan Jan pojedzie nad Jezioro Bodeńskie. Miał koordynować prace przy rekonstrukcji kilkudziesięciu rzeźb - głów na budynku poczty. Każda ważyła 1,5 tony. Siuta zrobił nawet maszynę do ich kopiowania.

    Ale wyjazd się komplikował. To były lata 80. Siuta nie dostał paszportu. Ale prof. Potępa uparł się, że nie wyznaczy nikogo innego do tej pracy. Niemcy się niecierpliwili. Wreszcie paszport wydano. - Jacyś eksperci wyliczyli, że do tej pracy trzeba kilkunastu rzeźbiarzy - wspomina artysta z Cholerzyna. - A ja zaproponowałem trzech i kopiarkę do rzeźb. I tylu pojechało.

    Na miejscu Jan Siuta przez tydzień montował kopiarkę. Za jej konstrukcję obrał filary w hali, gdzie miały być rekonstruowane rzeźby. Przez kolejny tydzień przygotowywał modele. Tymczasem na całą pracę miał tylko osiem miesięcy. Niemcy byli pewni, że nie zdąży. Po dwóch tygodniach przygotowań, w piątek po południu, gdy mieszkańcy okolic Jeziora Bodeńskiego zaczęli weekend, Polacy zabrali się za rekonstrukcję.

    W poniedziałek rano pięć wielkich głów stało gotowych. Ponad 90 proc. pracy wykonywała maszyna, skonstruowana przez Siutę. Rzeźbiarze mieli zająć się tylko detalami. - Niemcy byli bardzo zdziwieni. Zrozumieli, że organizacja pracy i myślenie pozwala dokonać rzeczy niemożliwych - mówi Jan Siuta.

    Potem jeszcze raz zostali zaskoczeni, kiedy konstruktor kopiarki zabrał się do rzeźbienia detali. Wówczas niemiecki inwestor zaproponował rzeźbiarzowi spod Krakowa, by został w Niemczech i przy jego firmie kamieniarskiej prowadził pracownię rzeźbiarską. Siuta zgodził się na współpracę, ale postawił warunki. Uznał, że jego miejsce jest w Polsce, gdzie otworzył własną pracownię.

    Fachowcy z pudełkiem
    W życiu artysty był jeszcze jeden moment, kiedy przekonał się, jak ważna jest przemyślana praca. To było w Indiach, gdzie Siuta przyjechał ze swoimi pracami i miał trzy dni na zamontowanie wystawy. Potrzebował naciąć około stu płyt, by przykleić na nie duże obrazy. Do pomocy dostał trzech Hindusów.
    - Przyszli z niewielkim pudełkiem. Mieli w nim małą piłkę do cięcia płyt, mały młoteczek i przegródki na gwoździe - opowiada nam. - Myślałem, że sobie ze mnie kpią. Zdenerwowałem się, w ięc poszedłem na obiad. Kiedy wróciłem okazało się, że 20 proc. roboty było wykonane. Rozumieli się bez słów. Jeden mierzył, drugi rysował, trzeci ciął. To dowód jak ważna jest organizacja pracy - przekonuje artysta.

    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo