Jarek Igor: Nowa Huta zrobiła na mnie piorunujące wrażenie

Paweł Gzyl
Paweł Gzyl
Igor Jarek ma na swoim koncie trzy komiksy, dwa tomiki poetyckie i jeden zbiór opowiadań - "Halny"
Igor Jarek ma na swoim koncie trzy komiksy, dwa tomiki poetyckie i jeden zbiór opowiadań - "Halny" Materiały prasowe
"Halny" to debiutancki tomik opowiadań o Nowej Hucie autorstwa Igora Jarka. Młody pisarz otrzymał zań nominację do Paszportu Polityki i wyróżnienie Odkrycie Roku od Empiku. Teraz ukazał się audiobook z opowiadaniami. Rozmawialiśmy o obu wydawnictwach z ich autorem.

FLESZ - Długi COVID-19. Lista objawów

Zaczynałeś jako poeta – i to z sukcesami. Dlaczego postanowiłeś zająć się prozą?
To była naturalna kolej rzeczy. Po prostu w pewnym momencie zauważyłem, że ten wers wierszowy zaczyna mi się coraz bardziej wydłużać i przypominać prozę. Poza tym chciałem spróbować czegoś innego. Generalnie od kiedy zacząłem pisać, moim celem było tworzenie prozy. I udało mi się to z czasem osiągnąć.

Pochodzisz ze Śląska, ale od niedawna mieszkasz w Nowej Hucie. Co cię tu przywiało?
Życie o tym zadecydowało. Kiedy urodziła nam się córka, moja żona dostała ofertę pracy grafika w jednej z krakowskich firm tworzących gry na urządzenia mobilne. Ja wtedy jeszcze pracowałem w kopalni, ale postanowiliśmy spróbować czegoś innego. Żona się świetnie odnalazła – i ponieważ zaczęła zarabiać o wiele więcej ode mnie, postanowiliśmy się przenieść do Krakowa.

Co cię zafascynowało w Nowej Hucie, że zrobiłeś z niej miejsce akcji opowiadań ze swego debiutanckiego tomu „Halny”?
Nowa Huta bardzo mnie zaskoczyła. Zamieszkaliśmy na osiedlu Centrum B blisko Placu Centralnego. Kiedy tam trafiliśmy, byłem zdziwiony, że tak to tam wszystko wygląda. Ja miałem obraz Nowej Huty z dawnych lat – blokowiska i tego typu rzeczy. Tymczasem okazało się, że jest wielka przestrzeń wokół Placu Centralnego, cztery okalające go osiedla i łąki nowohuckie, gdzie miasto praktycznie się kończy. Zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie.

Szybko się odnalazłeś w nowym miejscu?
Początkowo miałem depresję. Zostałem wyrwany z górniczego krajobrazu w Katowicach. Tam wszyscy pracowali w dwóch kopalniach. I z kim nie gadałem, to wszyscy się znaliśmy. W Nowej Hucie trafiłem do miejsca, gdzie nie miałem z kim porozmawiać. Ale potem córka podrosła, zacząłem chodzić z nią na coraz dłuższe spacery i poznawać okolicę. Wtedy zaczęło mi się w Nowej Hucie bardzo podobać. Dzisiaj wiem, że gdybyśmy kiedyś uzbierali z żoną na własne mieszkanie, to szukalibyśmy go właśnie tutaj.

W swoich opowiadaniach pokazujesz mroczną stronę nowej Nowej Huty i ludzi z marginesu społecznego. Co cię w nich fascynuje?
Nie wiem czy mogę to nazwać fascynacją. Po prostu właśnie takich ludzi najczęściej spotykałem na swojej drodze. Jako osoba tylko z wykształceniem podstawowym, w różnych pracach, które podejmowałem, trafiałem na ludzi przemielonych przez życie. Często po jakichś odsiadkach, próbujące wyjść na prostą. To było więc do pewnego stopnia moje naturalne środowisko. Dlatego postanowiłem napisać o tych, których zachowanie nie jest mi obce. Ja oczywiście stoję trochę w rozkroku: mam takich kolegów, ale z drugiej strony zawsze dużo czytałem i byłem po dwóch książkach poetyckich. Mogłem więc pozwolić sobie na pozycję obserwatora.

Wszyscy krytycy zwracają uwagę na język twoich opowiadań. Jak wypracowałeś ten oryginalny styl?
Kiedy spotykam osoby, które mnie interesują, siedzę cicho i słucham jak gadają. Niektórzy teraz pytają mnie, dlaczego język mojej prozy jest taki rwany. Odpowiedź jest oczywista: prości ludzie używają krótkich zdań. I tego starałem się trzymać. Tutaj nawet nie chodzi o wulgaryzmy – bo posługują się nimi również ludzie wykształceni, choćby politycy. Elity traktują je jednak jako zabawę, a prości ludzie – sięgają po przekleństwa, bo brakuje im innych słów. W tej kwestii pozwoliłem więc sobie na własną inwencję.

Niektórzy sugerują, że twój język jest inspirowany hip-hopowymi rymami. Słuchasz polskiego rapu?
Kiedyś słuchałem dosyć sporo. Ale to było zanim zacząłem pisać. Ten rytm wziął się raczej z tego, że prostym ludziom, kiedy coś opowiadają, udaje się wpaść w taki raperski flow. W każdej robocie znajdzie się zawsze 2 czy 3 typów, którzy mają talent do opowiadania. „Gdybym wziął dyktafon i nagrał ich, to miałbym gotową historię” – myśli człowiek, kiedy się ich słucha. Ja często słuchałem takich opowiada w kopalni podczas przerw w robocie. Trochę to wziąłem z tego.

Jedni porównują twoje pisarstwo do twórczości Masłowskiej, a drudzy – do Żulczyka czy nawet Hłaski. Które z tych porównań jest trafne twoim zdaniem?
Do Masłowskiej i Hłaski, mniej do Żulczyka. To dla mnie wielkie postacie w literaturze. Jeśli mam być szczery, najbardziej zainspirowały mnie jednak opowiadania Marka Nowakowskiego. O „Benku Kwiaciarzu” czy „Książę nocy”. Hłasko jest fajny jak się ma 12-13 lat – trzeba się nic zachwycić, a potem odrzucić. Z kolei Nowakowski pokazał mi jak można patrzeć na różnych ludzi, nie do końca oceniając z góry ich postępowanie. W jego opowiadaniach jest też więcej humoru. U Hłaski wszystko jest takie totalnie smutne.

Niedawno ukazał się audiobook zrealizowany na podstawie twoich opowiadań z aktorskimi kreacjami Marty Dylewskiej i Michała Podsiadło. Jakie wrażenia?
Nie słuchałem go jeszcze od deski do deski. Ale nie wiem czy w ogóle będę to robił. Bo ja tak nasiąkłem tymi historiami, że mam w głowie ich swoją wizję. I ona się dosyć mocno rozmija z tym audiobookiem. Ale od razu wiedziałem, że nie będzie on taki, jaki ja bym chciał, żeby on był. Mnie by się marzyło, żeby te opowiadania zostały opowiedziane niekoniecznie przez aktora, ale przez jakiegoś prostego kolesia, który ma dobrą gadanę. To dla mnie byłoby mistrzostwo. Mnie nie zależało, żeby to zostało przeczytane z teatralną dykcją. Ja bym wolał, żeby to po prostu było żywo i fajnie opowiedziane. Dlatego dla mnie ten audiobook jest za gładki.

Twoje opowiadania zostały uznane za Odkrycie Roku 2020 przez EMPiK i nominowane do Paszportów Polityki. Takie wyróżnienia otwierają nowe drzwi przed młodym autorem?
Na pewno. Nagle okazało się, że jest dużo wydawnictw, które chcą ze mną współpracować. To dla mnie nowa sytuacja. Do tej pory dłubałem sobie coś amatorsko – a tu nagle zgłaszają się oficyny, o których dawniej tylko mogłem marzyć. Dzieje się więc coś, do czego od dawna dążyłem. Moi rodzice ciężko przeżyli to, że rzuciłem pracę w kopalni. „Co ty właściwie robisz poza tym, że zajmujesz się dzieckiem?” – pytał mnie ojciec. Te wszystkie nagrody i dobre recenzje sprawiły, że rodzice pomyśleli: „Faktycznie. On też pracuje”. I to jest fajne. Ale tez trochę przerażające, bo sam jestem sobie szefem i katem. (śmiech)

Kiedy przeczytamy coś nowego twego autorstwa?
Piszę nową rzecz, ale do wydania na razie daleko. Mam jakiś zarys, jest kilkanaście stron, ale jeszcze nie ma co mówić, bo byłoby to gadanie po próżnicy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie