Kolenda-Zaleska: z poetami postępuje się delikatniej niż z...

    Kolenda-Zaleska: z poetami postępuje się delikatniej niż z politykami

    Małgorzata Iskra

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Może to nawet lepiej, że realizacja filmu trwała bez pośpiechu, wszystko mogło się odleżeć, ułożyć, był czas na przemyślenia, a ja mogłam stopniowo poznawać Wisławę Szymborską - powiedziała w rozmowie z "Gazetą Krakowską" Katarzyna Kolenda-Zaleska, publicystka TVN.
    Przygotowała Pani film dokumentalny o Wisławie Szymborskiej "Chwilami życie bywa znośne". Czy znana z niechęci do kontaktów z dziennikarzami noblistka łatwo dała się przekonać do tego przedsięwzięcia?
    Zaczęło się od wyjazdu na Sycylię, w kwietniu 2008 roku, podczas którego mój operator Witek Jabłonowski i ja towarzyszyliśmy poetce. Początkowo wyraziła zgodę na relacjonowanie tylko oficjalnych spotkań autorskich. Z czasem doszło filmowanie Wisławy Szymborskiej zwiedzającej Sycylię: Taorminę, Agrigento, Monreale. Powstał z tej podróży 10-minutowy reportaż telewizyjny.

    Znała Pani Wisławę Szymborską już przed wyjazdem na Sycylię?
    Nie znałam jej wcześniej, choć też jestem z Krakowa, spędziłam tu większość swojego życia i nawet mieszkałyśmy bardzo blisko siebie. Sympatię Wisławy Szymborskiej zdobywałam stopniowo. Nasi towarzysze podróży, Witek Jabłonowski, Michał Rusinek i dyrektor Instytutu Kultury Polskiej w Rzymie Jarek Mikołajewski, który całą podróż na Sycylię organizował, śmieją się, że połączyły nas papieros i popołudniowe espresso. Pamiętam, że kiedyś na Sycylii w początkach naszej znajomości Pani Wisława poprosiła mnie, bym jej coś o sobie powiedziała. Opowiedziałam między innymi o studiach polonistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim i magisterium bronionym u prof. Maciąga, przyjaciela Wisławy Szymborskiej. Michał Rusinek, sekretarz noblistki, żartuje, że "Wisława zupełnie mnie sprywatyzowała".

    A przecież nie lubi dziennikarzy...
    Nie lubi w grupie, jako sfory dybiącej na jej prywatność, zakłócającej spokój, który ceni nade wszystko. Myślę, że odbierała mnie inaczej, gdyż starałam się w naszych kontaktach nie przekraczać granicy prywatności i nie nadużywać zaufania. Z poetami postępuje się delikatniej niż z politykami.

    Rozumiem, że w tych warunkach nie było już trudno o ciąg dalszy, czyli przymiarkę do większego dokumentu.
    Udało się stworzyć jej portret w 73-minutowym filmie. Bardzo chciałam przełamać stereotyp, że film o poezji musi być nudny, dlatego znając jej słabość do limeryków, namówiłam Panią Wisławę na wyjazd do Irlandii, do miasta Limerick, od którego nazwę wzięły zabawne rymowanki, które także pisuje Pani Szymborska. Zgodziła się na wyjazd do Holandii, do Amsterdamu i Hagi, aby mogła oglądać obrazy swojego ulubionego Vermeera.

    Czy teraz już godziła się na filmowanie jej w bardziej prywatnych sytuacjach?
    Nigdy nawet do głowy nam nie przyszło filmować prywatność Wisławy Szymborskiej. Filmowaliśmy tylko to, co było potrzebne do jej portretu, nie przekraczając granic prywatności.

    Jaka jest Wisława Szymborska w prywatnych kontaktach?
    Taka jak w filmie. Zabawna, ironiczna, dowcipna, a przy tym wymagająca rozmówczyni, bo przy niej nie można sobie pozwolić na intelektualną bezczynność. Fantastycznie poznaje się z nią nowe miejsca, zwraca uwagę na szczegóły, które normalnie nam umykają.

    Coś szczególnego zapamiętała Pani ze wspólnego zwiedzania?
    W Amsterdamie płynęliśmy stateczkiem przez kanały. W pewnej chwili Wisława Szymborska zobaczyła stary urokliwy dom z firankami i zaczęła improwizowaną opowieść, która trwała przez całą godzinną podróż. Była to legenda o żyjącej w tym domu w XVIII wieku dziewczynie garbusce. Opowieść była zajmująca i zabawna.

    Może trzeba było to zanotować dla potomności?
    Sekwencja nie znalazła się w filmie, ale być może kiedyś tę uroczą opowieść wykorzystam. Zresztą podczas podróży było więcej zabawnych zdarzeń, które prowokowała nasza noblistka. Gdy w Bolonii piliśmy kawę, zarządziła, że każdy ma wymyślić, co będzie za karę robił w piekle. Sobie wyznaczyła rolę osoby udzielającej wywiadów i rozdającej autografy.

    Szymborska znana jest z wysyłania przyjaciołom i znajomym zabawnych wyklejanek i tego, że lubi zbierać osobliwości pamiątkarskie. Czy podczas tych podróży kupowała jakieś pamiątki?
    Kupuje je już pierwszego dnia, zaraz po przyjeździe. Nie dla siebie, lecz dla przyjaciół. Sobie rzadko coś kupuje, ale jako że jest stuprocentową kobietą i wielką damą, czasem coś ją skusi. Na Sycylii korale, w Bolonii piękna spódnica.

    Pani przygoda z filmem o Wisławie Szymborskiej trwała aż dwa lata.
    Długo, to prawda, ale trzeba było uzgodnić terminy z Woody Allenem, Vaclavem Havlem, Umberto Eco. To są osoby niezwykle zajęte, kalendarz mają zapełniony na wiele miesięcy naprzód, więc trzeba było czekać. Ale warto było. Woody Allen okazał się prawdziwym znawcą jej poezji i naprawdę jest jej wielkim fanem. Może to nawet lepiej, że realizacja filmu trwała bez pośpiechu, wszystko mogło się odleżeć, ułożyć, był czas na przemyślenia, a ja mogłam stopniowo poznawać Wisławę Szymborską. Moja znajomość z nią przetrwała i byłabym zaszczycona, mogąc jej jeszcze towarzyszyć podczas jakiejś podróży.

    Czy poetka ingerowała w treść filmu "Chwilami życie bywa znośne", czy obejrzała już go?
    Zaufała mnie i swojemu sekretarzowi Michałowi Rusinkowi. Na razie nie widziała filmu i wcale nie ma pewności, czy go zobaczy. Ona zwykła mówić: "Za dużo tej Szymborskiej".

    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo