- Nie chciałem zabić, było to działanie spontaniczne, gdybym mógł, oddałbym własne życie - nie krył na sali rozpraw wysoki, ostrzyżony na jeża mężczyzna.
Jego ofiarą był przypadkowy przechodzień: 21-letni Mateusz S. Oskarżony przeprosił jego rodziców.
- Mogę tylko wyrazić swój żal i prosić o wybaczenie, chociaż słowo przepraszam nic tutaj nie znaczy - mówił i płakał. Łzy wycierali też członkowie rodziny zabitego. Rodzice Mateusza S. złożyli wniosek, by oskarżony zapłacił im po 200 tys. zł zadośćuczynienia.
Do zabójstwa doszło przez przypadek. Chwilę przed zbrodnią Damian S. został poturbowany na ulicy przez kilku mężczyzn. Z lokalu, w którym pracował wziął nóż i wrócił na miejsce, w którym go pobito. W odwecie zadał cios, jak się okazało, przypadkowej ofierze.
Przed sądem troje pozostałych oskarżonych o utrudnianie śledztwa przyznało się do winy i poddało karze. Krzysztof F. i Agnieszka W. zaproponowali dla siebie po półtora roku więzienia, a Maria N. roku pozbawienia wolności. Sąd wyłączył ich sprawę do odrębnego prowadzenia i całą trójkę zwolnił z aresztu.
Zdaniem prokuratury kłamali na temat okoliczności zbrodni, zacierali ślady i umyli nóż, narzędzie przestępstwa.
Wszyscy byli zatrudnieni w tym samym lokalu gastronomicznym, w którym jako szef kuchni pracował Damian S.
W odrębnym postępowaniu toczy się sprawa o jego pobicie. Zarzuty ma trzech sprawców.
Morderstwo na ul. Miodowej. 21-letniemu Mateuszowi wbito nóż...
Autor: Artur Drożdżak, Gazeta Krakowska