Kraków. WIOŚ „na oko” twierdzi, że odpady nie są niebezpieczne. Ekspert od składowisk odpadów zarzuca inspektorom skrajny nieprofesjonalizm

Marcin Banasik
Marcin Banasik
Tak były składowane beczki podczas kontroli WIOŚ. Teraz są ogrodzone policja
Beczki zawierające chrom składowane na terenie Krakowskich Zakładów Garbarskich nie są odpadami niebezpiecznymi - tak twierdzą po oględzinach pracownicy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Krakowie. Prof. Mariusz Czop z AGH, badający składowiska odpadów uważa, że zapewnienia inspektorów to skrajny brak profesjonalizmu, bo opieranie się na tym, co napisane jest na kartkach przyczepionych na beczkach jest bardzo naiwne. - W tych pojemnikach może być wszystko, dlatego trzeba to dokładnie sprawdzić i dopiero wtedy mówić, czy coś jest bezpieczne czy nie – dodaje prof. Mariusz Czop.

FLESZ - Już wiadomo. jest regionalizacja obostrzeń

Beczki z chromem

Teren przy ul. Półłanki wygląda dość specyficznie. Oprócz zakładów garbarskich znajduje się tak kilka innych firm. Główna droga jest pełna dziur, a okoliczne budynki przypominają opuszczony teren poprzemysłowy. Wokół mnóstwo zrujnowanych obiektów. Beczki z chromem stoją obok zardzewiałego silosu. Teren jest ogrodzony metalowymi bramkami, a pojemniki przykryte są blachą trapezową i folią. Widać, że pracownicy firmy niedawno ogrodzili beczki. Na zdjęciach policyjnych z interwencji sprzed tygodnia nie widać barierek. Na miejscu spotkaliśmy jednego z pracowników, ale nie chciał on komentować sprawy. Przesłaliśmy tez kilka pytać na skrzynkę mailową Krakowskich Zakładów Garbarskich. Nie uzyskaliśmy jednak żadnej odpowiedzi.

Sprawa beczek trafiła do WIOŚ po tym, jak jeden z mieszkańców miasta przyjechał do firmy sąsiadującej z zakładami.

- Po drodze zauważyłem beczki z przyczepioną informacją, że w środku jest chrom. Wokół strasznie śmierdziało. Woda w kałużach wokół ok. 50 beczek miała fioletowo-niebieski kolor. Sprawę zgłosiłem jednemu z radnych, a on powiadomił WIOŚ – mówi Patryk Czachor, mieszkaniec Krakowa.

Policja WIOŚ i straż pożarna

Składowiskiem zainteresowała się też policja. Na miejscu funkcjonariusze wraz z inspektorami WIOŚ oraz załogą chemiczną Państwowej Straży Pożarnej zabezpieczyli łącznie kilkadziesiąt beczek o łącznej pojemności 10 tys. litrów nieznanej substancji.

- Trwają ustalenia czy doszło do skażenia terenu, na którym znajduje się zakład produkcyjny. Sprawę przekazano Prokuraturze Rejonowej Kraków-Podgórze, która przeanalizuje ją pod kątem prawnym, czy doszło do popełnienia przestępstwa. Za niewłaściwe składowanie odpadów lub substancji toksycznych, które mogą stanowić zagrożenie dla człowieka i środowiska grozi kara więzienia do 5 lat – mówi Piotr Szpiech, z biura prasowego krakowskiej policji.

Awaria sieci przeszkodziła w kontroli

Inspektorzy WIOŚ pierwszą kontrolę przeprowadzili w piątek 16 kwietnia W tym dniu ograniczyli się jedynie do oględzin miejsca składowiska.

- Nie pobierano próbek gruntu ze względu na usuwanie przez zakład skutków awarii sieci wodociągowej, jaka miała miejsce w tym samym dniu w okolicach ul. Półłanki. Awaria sieci wodociągowej spowodowała podtopienie zakładu, co było skutkiem powstania zastoisk wodnych – mówi Magdalena Gala, rzecznik prasowy WIOŚ.

Dalej rzeczniczka informuje, że oględziny przeprowadzono m.in. przy budynku, gdzie na terenie utwardzonym płytami betonowymi ustawione były beczki z tworzywa sztucznego o pojemności ok 200 l, zawierające odpad o kodzie 04 01 06, czyli „osady zawierające chrom, zwłaszcza z zakładowych oczyszczalni ścieków”.
- Nie jest to odpad niebezpieczny. Beczki z odpadem zabezpieczone były przed deszczem blachą trapezową. Wycieków w rejonie składowania beczek nie stwierdzono – mówi Magdalena Gala.

Oględzinom poddano także wylot z oczyszczalni ścieków przemysłowych do rzeki Drwiny Długiej. Wizualnie nie stwierdzono zanieczyszczenia rzeki. Poziom rzeki, zdaniem inspektoró był podniesiony w związku z trwającymi opadami deszczu.

WIOŚ działa skrajnie nieprofesjonalnie?

Prof. Mariusz Czop, naukowiec z Akademii Górniczo-Hutniczej, który bada wpływ składowisk odpadów na środowisko uważa, że działania WIOŚ są skrajnie nieprofesjonalne.

- Inspektorzy jeszcze nie zbadali dokładnie tego co jest w beczkach, a już mówią, że odpad ten nie jest niebezpieczny. Skąd oni to wiedzą, może ktoś do tych beczek dodał coś innego niż jest napisane na kartkach przyczepionych do beczek. Po drugie odpad o kodzie 04 01 06, który widnieje na beczkach jest sklasyfikowany jako „odpady inne niż obojętne i inne niż niebezpieczne”, ale może zawierać substancje chemiczne stanowiące zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi, które mogą
powodować zanieczyszczenie środowiska. Tego musimy się dopiero dowiedzieć, a nie ogłaszać, że nic złego się nie stało – mówi prof. Mariusz Czop.

Ekspert zwraca uwagę również na opieszałość WIOŚ w działaniu.

- Po zgłoszeniu sprawy przez obywateli próbki z beczek i terenu zakładu powinny zostać pobrane natychmiast, bo przecież ktoś może tam szybko posprzątać, kiedy sprawa stanie się głośna. Tak się jednak nie stało, od nagłośnienia sprawy upłynęło kilka dni a WIOŚ dalej opracowywał plan poboru próbek gleb i gruntów. Dla mnie to kuriozalna sytuacja, bo jest oczywiste, że pilnie trzeba zbadać obszary gdzie według wcześniejszych ustaleń kontroli WIOŚ w nieprawidłowy sposób magazynowano odpady. Są to działki ewidencyjne nr 309/50, 309/51 i 309/52 oraz nr 309/49. Sam zakres badań powinien być zgodny z obowiązującymi przepisami prawnymi tj. Rozporządzeniem Ministra Środowiska z dnia 1 września 2016 r. w sprawie sposobu prowadzenia oceny zanieczyszczenia powierzchni ziemi (Dz.U. 2016 poz. 1395). Ustalenie tych kwestii zajmuje tylko kilka minut - twierdzi prof. Mariusz Czop

Z kolei radnego Łukasza Maślonę z Krakowa dla Mieszkańców, który zgłosił sprawę do WIOŚ, najbardziej bulwersuje fakt, że składowisko beczek jest "pod oknami" tej instytucji. Kilka lat temu powstało tam nowoczesne laboratorium, gdzie wykonuje się niezwykle precyzyjne pomiary i analizy. Miało to m.in. poprawić prowadzenie lepszego monitoringu środowiska oraz walkę z zanieczyszczeniem powietrza i wód, hałasem czy z elektrosmogiem.
- W praktyce okazało się, że WIOŚ nie dostrzega zagrożenia nawet w swoim najbliższym sąsiedztwie. Mieszkańcy sami muszą informować inspektorów i podejrzanych składowiskach odpadów. Podobnie było w przypadku odpadów z huty przy ul. Dymarek. Tam również musieli zainterweniować mieszkańcy, a nie pracownicy WIOŚ, którzy powinni stać na starży ochrony środowiska - mówi Łukasz Maślona.

Chodzi o składowisko odpadów przy ul. Dymarek na obszarze krakowskiej Nowej Huty. Do obecnych tam stawów osadowych spływają ścieki z huty Arcelor Mittal. A w ich składzie - cynk, rtęć, ołów i inne metale. Ich obecność potwierdzili naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Akademii Górniczo-Hutniczej. Całą sprawę opisaliśmy na naszych łamach w zeszłym roku. Co ciekawe, WIOŚ poskarżył się władzom UJ i AGH na naukowców, którzy wykryli toksyczne substancje na składowiskach odpadów nowohuckiego kombinatu. Sprawą nowohuckiego składowiska odpadów zajęła się też prokuratura, która w konsekwencji umorzyła postępowanie. Według śledczych w rejonie składowiska odpadów przy ulicy Dymarek nie doszło do zanieczyszczenia ziemi i wód gruntowych.

Z taką decyzją śledczych nie może się pogodzić prof. Mariusz Czop, który planuje złożyć na nią zażalenie. Przeprowadził nie tylko własne badania składowisk odpadów w rejonie ulicy Dymarek, ale również analizę wszystkich dostępnych dokumentacji, opracowań i wyników badań, wykonanych na tym obszarze od lat 80. XX wieku. Wynikało z nich, że w dużych ilościach znajdują się tam metale ciężkie: ołów, cynk, kadm i rtęć, a także toksyczne związki organiczne, które są groźne dla środowiska, również ludzi. Szczególnie tych, którzy w okolicy mieszkają i mają swoje uprawy.

Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Krakowie zapewnia, że przeprowadzi kompleksową kontrolę w zakresie m.in. oceny jakości gleby na różnych jej głębokościach w rejonie składowania odpadów garbarskich, a także jakości odprowadzanych ścieków przemysłowych.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
mieszkaniec

Miałem do czynienia z tymi ludźmi jak Wodociągi Kłaj wpuszczały mi ścieki do stawu. Twierdzili że nic się nie dzieje. I że wcale nie mieszkam w Natura 2000

oraz okazało się że jeden inspektor to podobno kumpel wójta - takie słuchy były

G
Gość

WIOŚ chroni zatruwających producentów a nie środowisko. Kiedyś jak zgłaszałem wypuszczanie do atmosfery zanieczyszczeń z Mittala uslyszałem od dyżurnego "ale wie Pan tam tyle ludzi pracuje". Ta instytucja powinna zostać rozwiązana bo nadaje się tylko na etaty dla rodzin pisdzielskich a na pewno nie służy podatnikom.

Dodaj ogłoszenie