Gdy temperatura przewyższa 30 stopni trudno wytrzymać w czterech ścianach bloku. Do tego jak się ma dzieci, to aż się prosi, by zabrać je nad wodę. Jeżeli chcemy, by do Krakowa przyjeżdżali turyści, nie tylko młodzieńcy, którzy chcą się zabawić i napić, ale całe rodziny i zostawały tu na dłużej, to też trzeba im zapewnić kąpielowe atrakcje, bo ileż można zwiedzać w takim skwarze.
W całym Krakowie, w którym jest 800 tysięcy mieszkańców, a ze studentami i turystami zapewne ponad milion, mamy jeden miejski odkryty basen "Wandziankę" w Nowej Hucie. Do tego są baseny umieszczone w zalewie na Zakrzówku, gdzie na wejście trzeba czekać dwie, trzy godziny.
Dawno już doprowadzono do ruiny i pozamykano otwarte baseny „Polfy”, Clepardii, czy "Krakowianki" w Borku Fałęckim. Teraz są plany odbudowy tych kąpielisk. Przedsięwzięcia ugrzęzły jednak na etapie wizualizacji.
Od lat krakowianie z trudem walczą też o to, by place i aleje spacerowe nie pełniły betonowych patelni. W gorące dni można się na nich upiec, świecą więc pustkami. Jest już zielone światło na to, by została zrealizowana społeczna propozycja posadzenia drzew na Rynku Głównym. To jednak wciąż tylko światełko w tunelu, wszystko idzie opornie.
Urzędnicy pochwalili się natomiast projektem polegającym na umieszczaniu w przestrzeni miejskiej konstrukcji z zadaszeniem, gdzie można się schronić przed słońcem. Są tam też pojedyncze miejsca do siedzenia i donice z roślinami. Nowatorskie obiekty, będące odpowiedzią na „rosnąca częstotliwość i intensywność fal upałów”, wykonane są głównie z drewna. Aby mogły powstać trzeba było wyciąć drzewa, które - jak nas wokół przekonują - odgrywają kluczową w rolę w złagodzeniu globalnego ocieplenia.
Ktoś tu widzi logikę? Wygląda na to, że fala ciepła uderza coraz mocniej. Niech już skończy się ten upał.
Fala upałów w Polsce. Będzie bardzo gorąco
