Na basenach na Zakrzówku ze względu na bezpieczeństwo, jednorazowo może przebywać 600 osób. Problem w tym, że w upalne dni, szczególnie w weekendy, chętnych jest znacznie więcej. Kończy się tym, że setki osób, aby skorzystać z kąpieliska, muszą stać w spiekocie w kolejce nieraz dwie, trzy godziny.
Nie pomogło wydłużenie w słoneczne weekendy i święta godzin wydawania opasek, umożliwiających przebywanie na terenie kompleksu basenów.
Jest propozycja, by z ominięciem kolejki wchodzili mieszkańcy z Kartą Krakowską. To wywołało dyskusję. Z jednej strony baseny powstały za pieniądze podatników, którzy powinni mieć preferencje nie tylko polegające na tym, że mają dostęp do tańszych biletów na podróże tramwajami i autobusami.
Proponowana zmiana nie gwarantuje jednak, że posiadacze Karty Krakowskiej wejdą bez kolejki. Jeżeli w jednym czasie przyjdzie ich wielu, skończy się na tym, że będą dwie kolejki. Jedna jednak będzie przesuwać się szybciej, druga wolniej. Dorośli może jakoś pogodzą się z taką sytuacją, ale jak wytłumaczyć dzieciom, że te z Krakowa mają większe prawo do wody. Taka kolejkowa segregacja może rodzić napięcia, konflikty.
Nie brak też sugestii, że problem może rozwiązać wprowadzenie opłaty za wejście na baseny. Założenie było jednak takie, że to atrakcja nieodpłatna, taka, z której może skorzystać każdy.
Nie jest jednak powiedziane, że darmowa kąpiel na basenach i opalanie na Zakrzówku musi obowiązywać od rana do wieczora. Skoro jest tylu chętnych, to godzina, dwie mogą wystarczyć. Jeżeli ktoś chce zostać dłużej, to mógłby mieć taką możliwość, ale odpłatnie, przykładowo za 10 groszy za każdą minutę, naliczaną przez specjalne urządzenie w kształcie zegarka.
Takie rozwiązanie sprzyjałoby większej rotacji, na Zakrzówku mogłoby się wykąpać więcej osób. Trzeba zastanowić się, czy powinno być tak, że to atrakcja niby dla wszystkich, ale tak naprawdę dla najwytrwalszych, którzy mają siłę stać w kolejce w pełnym słońcu nawet przez trzy godziny.
