Oskar Kwiatkowski: Od dziecka chciałem być snowboardzistą....

    Oskar Kwiatkowski: Od dziecka chciałem być snowboardzistą. Teraz czuję, że mogę wygrywać

    Zdjęcie autora materiału
    Tomasz Bochenek

    Aktualizacja:

    Dziennik Polski 24

    Oskar Kwiatkowski ze statuetką na gali 10 Asów Małopolski - Odkrycie Roku 2018
    1/8
    przejdź do galerii

    Oskar Kwiatkowski ze statuetką na gali 10 Asów Małopolski - Odkrycie Roku 2018 ©Anna Kaczmarz

    - Żeby móc sobie stawiać najwyższe cele, trzeba naprawdę czuć się na siłach na zwycięstwo. Bez żadnej ściemy, bez oszukiwania się. Nie możesz sobie wmawiać, że możesz wygrać z każdym, a tak naprawdę tego nie czujesz. Trzeba to poczuć. Ja tak właśnie teraz zaczynam się czuć - mówi Oskar Kwiatkowski, 22-letni snowboardzista z Białego Dunajca, który w swoim olimpijskim debiucie w Pjongczangu zajął 13. miejsce, także w ubiegłym sezonie po raz pierwszy stanął na podium zawodów Pucharu Świata. W sportowym plebiscycie "Dziennika Polskiego" i "Gazety Krakowskiej" - 10 Asów Małopolski - został uznany za Odkrycie Roku 2018.
    - 10 lutego 2016 roku – ta data tkwi Panu w pamięci?

    - Pamiętam, że wtedy miałem wypadek, poważny wypadek samochodowy, ale w ogóle nie pamiętam tego zdarzenia. I jakoś nigdy specjalnie się nad tym nie rozczulałem.

    - Siedem złamanych żeber, kręgosłup pęknięty w dwóch miejscach. Coś zmieniło tamto zdarzenie w Pana podejściu do sportu, do życia?

    - Wydaje mi się, że nie. Jedyne, co z tamtego zdarzenia pozostało mi w głowie, to pobyt w szpitalu, po którym wiedziałem, że wypadek nie zaszkodzi mi w dalszym uprawianiu sportu.
    Nie załamywałem się, wiedziałem, że nadal będę jeździł na desce. Nabrałem przekonania, że mało rzeczy jest mnie w stanie zatrzymać, abym był w stanie kontynuować karierę. I póki mam możliwości, póki jestem w kadrze narodowej, będę to na pewno robił. I w dalszym ciągu się rozwijał.

    - „Póki mam możliwości, póki będę w kadrze” - ależ to zabrzmiało! Przecież Pan cały czas idzie w górę, to wyraźny rozwój.

    - Tak, rzeczywiście. Z każdym sezonem mam coraz lepsze rezultaty.

    - Wybraliśmy Pana Odkryciem Roku. Uważa Pan, że ta nagroda odzwierciedla etap kariery, na którym się Pan znajduje? Czy raczej myśli sobie: „Ludzie, dopiero teraz mnie zauważyliście?!”.

    - Poprzedni sezon był dla mnie przełomowy, bo przyszły wyniki na zawodach najwyższej rangi. Plebiscyt jest za rok 2018, więc wydaje mi się, że jest to trafione bardzo i bardzo się z tego powodu cieszę. Jestem bardzo mile zaskoczony i bardzo doceniam to wyróżnienie.

    - Więc przejdźmy sobie krok po kroku ten 2018 rok Oskara Kwiatkowskiego. Igrzyska olimpijskie. Dla wielu sportowców celem samym w sobie jest udział w tej imprezie, wielu sportowców mówi, że pod względem emocji, przeżyć nic nie równa się z igrzyskami. Jak to z Panem było?

    - To prawda, dla mnie też liczył się udział. Obrosłem w piórka, w takim pozytywnym sensie (uśmiech), tak się ucieszyłem, że jestem na igrzyskach. Od pierwszych treningów starałem się dawać z siebie wszystko. W zawodach było tak samo. Nie mam żadnych wyrzutów sumienia, że nie zjechałem tak jak potrafiłem. I po igrzyskach mój umysł był już odblokowany, głodny pokazania jeszcze lepszej jazdy.

    - Na igrzyskach uzyskał Pan najlepszy, jak na tamten moment, wynik w karierze – w slalomie gigancie równoległym zajął 13. miejsce.

    - To był mój pierwszy „Top 16” w zawodach najwyższej rangi - takich jak igrzyska olimpijskie, Puchar Świata, mistrzostwa świata.

    - A w marcu w Szwajcarii zajął Pan drugie miejsce w zawodach Pucharu Świata – i to na razie taki jednorazowy „gruby” strzał. Dla Pana był dużym zaskoczeniem?

    - Nie. Po igrzyskach już wiedziałem, że jestem w ścisłej czołówce w snowboardzie i mogę wygrać każde zawody, jeśli dopisze mi szczęście. I dopisało mi. Chociaż powiem inaczej: żadnego przypadku w tym nie było, po prostu dałem z siebie wszystko i dostałem za to nagrodę.

    - Psychika w snowboardzie ma znaczenie średnie, duże, olbrzymie?

    - Psychika i technika jazdy to dwie najważniejsze kwestie w snowboardzie. Zdolności motoryczne nie zawsze są takie istotne. Na przykład na ostatnich mistrzostwach świata, gdzie były miękkie warunki do jazdy, nie można było wyciskać z deski tyle, ile się dało, tylko trzeba było kontrolować przejazdy. Mniej liczyła się motoryka, a bardziej psychika i „objeżdżenie” na snowboardzie.

    - Pan ma jakieś patenty na to, żeby być fajnie nastrojonym na zawody?

    - Jeszcze nie mam. Każdy dzień, każde zawody to coś innego. Rutyny jeszcze nie znalazłem.

    - A jak Pan rano wstaje, to czuje, że na stoku będzie dobrze? Albo właśnie nie?

    - Wtedy, kiedy osiągałem najlepsze wyniki, od samego rana byłem uśmiechnięty, zadowolony. Często powtarzałem sobie takie hasełko: „Dziś zwyciężamy!”. I to mi dawało dodatkowego kopa. Z reguły udane występy były wtedy, kiedy miałem dobre samopoczucie, byłem wyluzowany, zadowolony z tego, gdzie odbywają się zawody.

    - W snowboardowym towarzystwie wyróżnia się Pan sylwetką. Z potężną muskulaturą jest Pan, tak na oko, stworzony do sportów siłowych.

    - Predyspozycje do masy mięśniowej mam po tacie. Inni snowboardziści nieraz mnie pytają, przygadują – „Co ty robisz, że jesteś taki duży? Chyba przesadzasz z siłownią”. Ale ja wcale nie muszę dużo trenować siłowo, żeby były te przyrosty masy.

    - A jak to jest ze sprzętem w snowboardzie? W narciarstwie alpejskim czy biegowym z reguły czołówka ma technologiczną przewagę – najlepszy sprzęt trafia do tych, którzy najbardziej się liczą, mają najlepsze kontakty z producentami. Jak to jest w Pana sporcie?

    - W snowboardzie nie ma żadnych ograniczeń, żadnych wytycznych, jaki ma być sprzęt. Jaka ma być np. szerokość, wysokość, twardość desek, butów czy płyt (pod wiązania – przyp.). W narciarstwie alpejskim czy skokach są twarde wytyczne – sprzęt podczas zawodów jest mierzony, sprawdzany pod kątem wymogów określonych przez FIS. A u nas po prostu mają być nogi razem spięte – i tyle. Dlatego snowboardziści i konstruktorzy sprzętu bardzo dużo kombinują. Z drugiej strony: od dłuższego czasu, od igrzysk w Soczi, dominuje jedna płyta snowboardowa i jeden model butów snowboardowych, w których jeździ większość zawodników.

    - W snowboardzie, tym na najwyższym poziomie, wciąż czuje się, że to dyscyplina, która ma luzackie korzenie?

    - Nie wiem, jak to wygląda w innych dyscyplinach, ale w snowboardzie jest bardzo koleżeńska atmosfera, luźna. Luźne rozmowy między zawodnikami, przyjaźnie. Nie ma negatywnych relacji, zawsze przed startem zawodnicy powiedzą sobie: „powodzenia”. Ale wiadomo też, że ważna jest rozgrzewka, mobilizacja ciała.

    - Zmierzam do tego, że na najwyższym poziomie chyba nie ma miejsca na coś, co nieładnie nazwałbym rozlazłością.

    - Nie, nie ma miejsca. Ale cały czas jest coś takiego jak duch snowboardu. Na przykład: przez jakiś czas snowboardziści mieli jednoczęściowe kombinezony, ściśle przylegające do ciała - takie jak narciarze. Kiedy ja zacząłem jeździć wyczynowo na desce, czyli w pierwszej klasie gimnazjum – był to 2010 rok – zakazano używania takich strojów. Od tamtej pory strój musi być dwuczęściowy i nie może być za bardzo przylegający.

    - Pewnie producenci sprzętu też mają tu coś tu do powiedzenia. Przecież wy jesteście słupami reklamowymi.

    - No tak, wiadomo.

    - Pan sobie stawia cele? Sportowe, życiowe?

    - Tak, i to nawet wysokie. W sporcie najwyższe. Ale żeby móc sobie je stawiać, trzeba naprawdę czuć się na siłach na zwycięstwo. Bez żadnej ściemy, bez oszukiwania się. Nie możesz sobie wmawiać, że możesz wygrać z każdym, a tak naprawdę tego nie czujesz. Trzeba to poczuć. Ja tak właśnie teraz zaczynam się czuć. Presja zawodów najwyższej rangi, większy stres, na mnie działa jeszcze bardziej budująco.

    Na drugiej stronie czytaj m.in.: "Wujek pracuje w Stanach, jeździ TIR-ami. Pracuje trzy miesiące, następnie trzy miesiące jest w Polsce, tak na przemian. I tak się zdarzyło, że kiedy ja byłem na mistrzostwach świata, on przejeżdżał przez Park City."
    1 »

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Aktualności sportowe

    Tabela Ekstraklasy

    Lp. Drużyna M. Pkt. Z. R. P. Bramki
    Awans do grupy mistrzowskiej
    Miejsce w grupie spadkowej
    1 Lechia Gdańsk Live 22 46 13 7 2 36-18
    2 Legia Warszawa Live 22 42 12 6 4 35-22
    3 Jagiellonia Białystok Live 22 39 11 6 5 38-29
    4 Korona Kielce Live 22 35 9 8 5 27-24
    5 Piast Gliwice Live 22 34 9 7 6 32-25
    6 Pogoń Szczecin Live 22 34 10 4 8 32-27
    7 Lech Poznań Live 22 33 10 3 9 33-29
    8 Cracovia Live 22 33 9 6 7 24-22
    9 Wisła Kraków Live 22 32 9 5 8 34-31
    10 Zagłębie Lubin Live 22 30 9 3 10 36-33
    11 Arka Gdynia Live 22 25 6 7 9 33-33
    12 Śląsk Wrocław Live 22 21 5 6 11 29-31
    13 Miedź Legnica Live 22 21 5 6 11 21-41
    14 Górnik Zabrze Live 22 20 4 8 10 26-40
    15 Wisła Płock Live 22 20 4 8 10 30-39
    16 Zagłębie Sosnowiec Live 22 15 3 6 13 27-49

    Wideo