Sytuacja wydaje się o tyle dziwna, bo przecież przed meczem przeciwko oświęcimianom to sanoczanie odebrali punkty tyszanom, doszukując się regulaminowej wpadki w obozie mistrzów Polski i - tym samym - wrócili do walki o miejsce w pierwszej „szóstce”. Sanoczanie przegrali z Tychami 1:4, PZHL zweryfikował wynik jako 5:0 dla Ciarko. Czyżby zatem sanoczanie mieli polec od własnej broni?
W meczu przeciwko oświęcimianom sanockimi młodzieżowcami byli: Hubert Demkowicz, Maciej Bielec i Piotr Naparło. Do protokołu wpisani byli jeszcze: bramkarz Mateusz Skrabalak i Kamil Olearczyk. Oni jednak nie pojawili się na lodzie. Sprawa wydaje się być zatem oczywista.
- Protest do krajowej centrali wysłaliśmy już w sobotni ranek _– wyjawia Ryszard Skórka, prezes oświęcimskich hokeistów. - _W poniedziałek przez cały dzień wydzwanialiśmy do Warszawy, żeby dowiedzieć się, kiedy możemy się spodziewać jakiejś decyzji, ale telefony milczały. Nie wyobrażam sobie, żeby na finiszu części zasadniczej, przed podziałem ekstraklasy, przeciągać sprawę w nieskończoność.
Gdyby oświęcimianie otrzymali punkty walkowerem, wtedy ich awans do „szóstki” byłby przesądzony, bo w ostatniej kolejce mają wyjazdowy mecz z SMS U20 Sosnowiec, który dotąd zdobył tylko 3 punkty. - Nie mieliśmy żadnych skrupułów składając protest, bo – sanocki przypadek w meczu przeciwko Tychom – choć był inny, pokazuje, że żaden zespół nie odpuściłby konkurencji regulaminowej wpadki. O zbyt wielką stawkę idzie – podkreśla sternik oświęcimskiego klubu.