Patrick The Pan: Najprostsze rozwiązania są najlepsze

Paweł Gzyl
Paweł Gzyl
Patrick The Pan zaprezentuje piosenki z płyty "Miło wszystko" w Krakowie w dniu 22 sierpnia w Fortach Kleparz
Patrick The Pan zaprezentuje piosenki z płyty "Miło wszystko" w Krakowie w dniu 22 sierpnia w Fortach Kleparz Borys Borecki
Udostępnij:
"Miło wszystko" - pod tym dowcipnym tytułem kryje się czwarta płyta Patricka The Pana. Rozmawiamy o niej z działającym pod tym pseudonimem krakowskim piosenkarzem Piotrem Madejem.

FLESZ - Będą ostrzejsze kary dla pijanych kierowców

- Urodziłeś się w Krakowie, tu wychowałeś i tutaj działasz. Jak to miejsce definiuje cię jako artystę?
- Chciałbym odpowiedzieć jakoś romantycznie, że Kraków mnie bardzo inspiruje, ale nie byłoby to zgodne z prawdą. Przywołam więc tylko słowa, które zapamiętałem z książki „Lot nad kukułczym gniazdem”: „Ludzie, którzy mieszkają nad wodospadem, go nie słyszą”. Ja lubię Kraków, ale nie działa on na mnie w pobudzający sposób.

- To trudne miejsce dla muzyka?
- Jest coraz więcej artystów na rynku, którzy nie decydują się na przeprowadzkę do Warszawy, tylko są wierni swoim regionom. Więcej jeżdżenia, ale da się. Dlatego PKP powinna mi dać niebawem jakiś order za przelotki Kraków-Warszawa, bo jestem ich stałym klientem.

- Media nazywają cię artystą alternatywnym. Pasuje ci takie zaszufladkowanie?
- Jeśli odwrotnością alternatywy jest mainstream, czyli to, co leci w największych rozgłośniach radiowych w Polsce, to jak najbardziej. Pasuję więc mi taka łatka. Choć mamy teraz takie czasy, że mainstream miesza się z alternatywą i na odwrót. Dlatego wszystkie te szufladki zaczynają zamieniać się w jedną wielką szafę.

- Kto słucha Patricka The Pana?
- Bardzo różni ludzie. Mam na koncertach ośmioletniego chłopaka spod Poznania, który zawsze przychodzi na moje występy, ale mam też starszych ludzi. Dominują jednak osoby w moim wieku, czyli w okolicach trzydziestki.

- Jesteś też muzykiem z koncertowego zespołu Dawida Podsiadło. Jak te doświadczenia wpływają na twoją twórczość?
- Ostatnie trzy lata spędzone z Dawidem w salach prób i na trasie, otworzyły mi oczy na to, jak kluczowa jest w piosence prostota. A moje wszystkie poprzednie płyty niekoniecznie były proste. Dlatego postanowiłem to zmienić. I nowy album jest prosty. Dawid jest trochę za to odpowiedzialny. Bo dzięki niemu zobaczyłem w praktyce, jak granie prostych, ale niebanalnych piosenek, oddziałuje na ludzi. W prostocie siła.

- Co cię pociąga w tej muzycznej prostocie?
- Poprzednia moja płyta była bardzo skomplikowana i proces jej tworzenia okazał się dla mnie wycieńczający. Dlatego obiecałem sobie, że następna taka nie będzie. Ja pracuję też jako producent muzyczny z innymi artystami. I te piosenki, które do mnie przynoszą, są najczęściej proste. W pewnym momencie złapałem się na tym, że bardzo dobrze pracuje mi się z takimi formami. Taki sposób pracy z muzyką przynosi mi przyjemność, więc nie ma co kombinować. Dlatego przeniosłem to na swój muzyczny świat.

- Ta prostota ma na twojej nowej płycie przełożenie na przebojowe melodie. Ich stworzenie było dla ciebie trudne czy łatwe?
- Nie umiałbym nagrać takiej płyty, gdybym nie nagrał tych trzech poprzednich. Musiałem odbyć swoją podróż po różnych gatunkach muzycznych, żeby zrozumieć, iż najprostsze rozwiązania są najlepsze. I że nie tylko działają dobrze na ludzi, ale również na mnie. Jestem tydzień po premierze, a nie jestem tymi piosenkami zmęczony i słucham ich z przyjemnością. Wszystko się więc zgadza.

- Na „Miłych piosenkach” słychać wyraźne echa muzyki z lat 80. Co sprawiło, że zwróciłeś się w tę stronę?
- Zawsze sobie ceniłem eklektyzm w muzyce. Dlatego chętnie wyskakuję poza ramy. Niektóre piosenki na tej płycie są bardziej gitarowe, a niektóre – bardziej syntezatorowe. Lubię tym wszystkim żonglować. Ale faktycznie czuję ducha lat 80. Wynika to pewnie z wychowania. Mój tata był didżejem, więc mieliśmy w domu mnóstwo płyt i one nie były przypadkowe. Myślę, że tutaj zostało to zakorzenione we mnie.

- No właśnie: niektóre twoje nowe piosenki są taneczne. Dobry pop powinien wyciągać na parkiet?
- Ja nigdy nie stawiałem sobie za cel, aby ludzie tańczyli do mojej muzyki. Dlatego to, że moje nowe piosenki są niekiedy pod nóżkę, jest dla mnie nowością. Ale podoba mi się to. Bo widzę, że sam zaczynam na koncertach tańczyć i to jest ekstra.

- Część tekstów na płytę po raz pierwszy napisał ktoś inny niż ty – twoja partnerka Dominika. Jak się w tym odnalazłeś?
- Dominika została dopuszczona do moich zeszytów, ale nie napisała mi całych tekstów, tylko pomagała w ich stworzeniu, kiedy czasem przez kilka tygodni nie mogłem sobie poradzić z niektórymi z nich. Była więc raczej konsultantką i „łataczką”. Początkowo było nieswojo, bo przecież od 8 lat robię to sam, ale szybko zauważyłem świeżość i wartość w tej nieśmiałej, rodzinnej współpracy.

- Największe emocje wśród twoich słuchaczy wzbudza piosenka „Nie chcę psa”. Trafiłeś z nią w sedno?
- Jestem zaskoczony tym, jak ludzie polubili tę piosenkę. To autobiograficzny utwór. Faktycznie przeżyłem to, co jest tam opisane: rozstałem się z dziewczyną i musieliśmy zdecydować co zrobić z psem, którego wcześniej przygarnęliśmy. I okazało się, że wiele innych osób miało podobne doświadczenia. Trafiłem tym utworem szczególnie do „psiarzy”. Niektórzy piszą mi teraz w mailach, że ryczą, kiedy słuchają tej piosenki. Ale nawet ci, którzy nie mają psów, też piszą, że ryczą. Pociągnąłem za czułe struny.

- Nie boisz się tak odsłaniać przed słuchaczami?
- Nie. Mam ciągle aktualizujący się system bezpieczeństwa wewnętrznego, który zapala mi czerwona lampkę, kiedy odsłaniam się za bardzo. To więc nie jest tak, że serwują całe swoje życie w tych piosenkach. Gadaliśmy o tym niedawno z Dawidem i on powiedział, że gdyby nie miał śpiewać o swoich przeżyciach, to nie miałby trzech nagranych płyt. I ja się z tym zgadzam. Nic tak nie pobudza mnie jak to, co sam przeżyłem. Moim zadaniem jako artysty jest łapanie takich emocji i przelewanie ich na piosenki, tak, aby inni mogli z tym zarezonować.

- Twoja nowa płyta powstawała w czasie pandemii. Dlaczego nie słychać tego w tekstach?
- Bardzo świadomie podjąłem decyzję, że nie chcę, aby pandemia była w jakikolwiek sposób odczuwalna w tych piosenkach. Ta płyta powstawała w czasie pandemii, ale nie chciałem, aby była po niej pamiątką. Jedynym fragmentem, w którym pojawia się jej cień, jest utwór „Trochę mniej”, który opowiada o moim odcięciu się od złych wiadomości podawanych wtedy przez media. W pewnym momencie tyle niedobrego działo się na świecie, że postanowiłem przestać czytać wiadomości i wybrałem życie w błogiej niewiedzy. To był balsam na moje cierpienie.

- Nie miałeś ochoty zabrać głosu w ważnych sprawach dla twoich rówieśników?
- Trochę tak dzieje się w piosence tytułowej tego albumu. Tam jest wyliczanka spraw, które cywilizacyjnie mnie uwierają. Jednak ja nie czuję się kompetentny, by wypowiadać się w sprawach politycznych na forum publicznym. Oczywiście mam swoje poglądy, ale jestem tylko szarym obywatelem, który rozumie ten system tylko do pewnego stopnia. Jeśli więc coś komentuję, to tylko przez pryzmat swojego życia.

- Chciałbyś, żeby „Miło wszystko” spowodowało, że wyjdziesz z kręgu alternatywy do szerszego grona odbiorców?
- Od początku zapowiadałem tę płytę jako przebojową, ale wsadzałem ten przymiotnik w cudzysłów. Bo daleko mi do hitów z tych największych stacji. Ale jeśli faktycznie ten album okazałby się sukcesem na szerszą skalę, to muszę przyznać, że przyjmę to z otwartymi rękami.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Krakowska
Dodaj ogłoszenie