Prof. Grott: 27 września to bardzo ważna data. Polskie Państwo Podziemne było unikatowe w skali świata

Grzegorz Wszołek
Grzegorz Jakubowski / Polska Press
Nie mam wątpliwości, że naród polski zdał egzamin w czasie II wojny światowej, a potem w epoce komunizmu. Polacy skonsolidowali się, mimo że historia była dla nas mało łaskawa - mówi prof. Olgierd Grott, specjalista ds. naukowych w Muzeum AK. Rozmawiał Grzegorz Wszołek.

FLESZ - Koniec Gazpromu w Polsce!

Dziś obchodzimy Dzień Polskiego Państwa Podziemnego. Święto wprowadzono w 1998 roku, czyli dawno temu. Ktoś o nim jeszcze pamięta?

Gdybyśmy stwierdzili, że mało osób pielęgnuje pamięć o konspiracji z II wojny światowej, to bylibyśmy dalece nieprecyzyjni. Środowisko kombatanckie, czyli Światowy Związek Żołnierzy AK dba o pamięć, podobnie jak wiele oddolnych organizacji i Polaków patriotów pamięta o 27 września. Prawdą jest, że od pewnego czasu bardziej eksponowany jest w przestrzeni publicznej ten fragment historii naszego kraju, coraz częściej widzimy odwołania do tradycji Polskiego Państwa Podziemnego, które niewątpliwie było fenomenem na skalę globalną. Armia Krajowa stanowiła - powiedzmy to bez przesady - symbol, największą podziemną armię, toczącą bój z okupantem.

Co można zwiedzić w Muzeum Armii Krajowej przy okazji 27 września?

Zachęcam wszystkich również do przejrzenia naszej strony internetowej, gdzie każdy znajdzie informacje na temat święta. Otworzyliśmy m.in. piękną wystawę pt. „Oblicza Aleksandry Mianowskiej”. Z kolei w niedzielę odbyła się akcja krwiodawstwa - w tak zaszczytny sposób chcieliśmy pomóc potrzebującym. W dniu dzisiejszym w murach Muzeum AK odbędzie się uroczysty koncert.

Rola Służby Zwycięstwu Polski, Związku Walki Czynnej, a następnie Armii Krajowej jest niedoceniana? Jaki był wpływ podziemnych komórek wojskowych na życie w warunkach okupacji?

Wszystko zależy od tego, kto ocenia. W moim przekonaniu ta rola jest w coraz szerszym stopniu doceniana, czego dowodem jest święto Polski Podziemnej - pamiętajmy też, że 27 września to szczególny dzień dla Wojsk Obrony Terytorialnej. Na wczorajszej uroczystości w Warszawie poszczególnym brygadom przekazano sztandary, w tym 11 Małopolskiego Brygadzie OT, silnie przecież związanej z Krakowem. Powstało wiele pomników, tablic, filmów i innych prac poświęconych Armii Krajowej. Mamy luki do wypełnienia, swoją misję w tej kwestii spełnia z pewnością Muzeum AK. Tworzymy bazę żołnierzy AK - przyjmuje się, że w skład konspiracyjnych wojsk wchodziło ok 200 tys. osób, które często są zapomniane, wielu akowców pozostaje anonimowych. Sprawdzaliśmy zatem na początek kresowe okręgi - wileński, nowogrodzki, poleski, stanisławowski, wołyński, tarnopolski, lwowski - i nasza baza, nad którą pieczołowicie pracujemy, wsparta ministerialnym grantem, liczy obecnie grubo ponad 20 tys. imion, nazwisk i pseudonimów oraz innych danych kresowych żołnierzy AK. Równolegle pracujemy nad bazą krakowskich żołnierzy AK. Jak widać, pamięć o Armii Krajowej funkcjonuje. Muzeum proponuje zapoznanie się z historycznymi ekspozycjami, warsztatami, zachęca do wyjazdów edukacyjnych. Przypominamy z powodzeniem o istnieniu Polskiego Państwa Podziemnego i jego wpływie na przyszłe pokolenia, także powojenne.

W PRL pamięć o AK była wykluczona, ocenzurowana, podobnie jak o Powstaniu Warszawskim.

I zależna od narracji centralnych władz komunistycznych. To się na szczęście zmieniło po 1989 roku - podkreśliłbym niebywały wysiłek Światowego Związku Żołnierzy AK w kultywowaniu pamięci historycznej. Ze względu na upływ czasu i przemianę pokoleń sztafetę przechowywania tradycji AK-owcy przekazują młodszym społecznikom. Jestem jednak dobrej myśli: nikt o Armii Krajowej nie zapomni! To wzór dla kolejnych pokoleń.

Polska konspiracja to nie tylko akcje dywersyjne, efektowne zamachy, strzelaniny na ulicach. To tylko jeden z elementów tejże pamięci?

Tak, oczywiście. Trzeba mocno zaznaczyć, że brawurowe akcje - czasem udane, ale też niekiedy zakończone fiaskiem - nie należały do codziennego rytmu Polski pod okupacją. Polskie Państwo Podziemne dysponowało zbrojnym ramieniem w postaci AK, ale gra toczyła się o zorganizowanie całości życia narodu polskiego w warunkach wojennych tj. edukację, kulturę czy praworządność. Przygotowywano plany na czasy powojenne, zastąpiono niejako państwo w normalnych realiach. Jak powiedziałem, starano się, bo warunki były niezwykle trudne - najpierw okupacja niemiecka, potem agresja Związku Sowieckiego, która spycha Niemców ku zachodowi. Ówczesne elity wojskowe zdawały sobie sprawę z naturalnych ograniczeń - środków, broni. Stąd akcja „Burza”, obmyślana jako alternatywa dla powstania powszechnego, miała udowodnić wkraczającym wojskom sowieckim, kto na polskiej ziemi jest gospodarzem. Wspomnijmy o akcji „Ostra Brama” w Wilnie, czy o wyzwoleniu Lwowa. Jak wiemy z historii, te ostanie wystąpienia kończyły się tragicznie.

W konspiracji Polskiego Państwa Podziemnego działało od ok. 50 tys. w początkowym okresie do 200 tys. Polaków. To duża frekwencja, czy jednak nie? Jak interpretować dane w kontekście warunków wojennych, egzekucji na ulicach i bombardowań, a później wywózek i obozów koncentracyjnych?

To zasadne pytanie, ale ciężko ustalić, ilu Polaków tak naprawdę brało udział w ruchu oporu. Wydaje się, że społeczeństwo jako całość spełniało swoje zadanie. Naturalnie, jak w każdym kraju, zdarzali się „kapusie” i „szmalcownicy”, to nieodłączny element okupacji i totalitaryzmu. Kwestię tę znamy doskonale z filmów, opowiadań i opracowań historycznych. Musimy mówić także o ciemnych plamach. Nie mam wątpliwości, że naród polski zdał egzamin w czasie II wojny światowej, a potem w epoce komunizmu. Polacy skonsolidowali się, mimo że historia była dla nas mało łaskawa. Pamiętajmy, że obok AK funkcjonowały i inne formacje zbrojne np. Narodowe Siły Zbrojne,

Czy istniała jakaś porównywalna organizacja wojskowa i cywilna w Europie do polskiej? Czy byliśmy prekursorami i ewenementem?

W każdym okupowanym kraju działała podziemna armia lub ruch oporu o różnym charakterze. Różnice dotyczyły nawet pobudek: Ukraińska Powstańcza Armia, dziś hołubiona na Ukrainie odpowiedzialna jest za wymordowanie kilkuset tysięcy Żydów i Polaków na Kresach Wschodnich oraz cierpienia samych Ukraińców. Wielkim ruchem oporu była m. in. partyzantka jugosławiańska. Z pewnością Armia Krajowa była niepowtarzalnym fenomenem.

Badacze dziejów wciąż sprzeczają się na temat ucieczki legalnych władz do Rumunii, zaledwie kilka dni przed zawiązaniem się Polskiego Państwa Podziemnego, gdzie internowany został m.in. Naczelny Wódz gen. Edward Rydz-Śmigły, a także prezydent RP Ignacy Mościcki, oraz członkowie rządu z premierem Felicjanem Sławojem-Składkowskim na czele. Mieli jakiś wybór czy „zdradzili” naród?

Przyznam, że bardzo nie lubię odpowiadać na pytania historical-fiction, ponieważ trudno oceniać na podstawie dzisiejszych realiów motywacje, sposób myślenia i intencje osób w tamtych warunkach. „Co by było, gdyby…” to bardzo trudne zagadnienie.

Ale stroniłby Pan od ostrych sformułowań pod adresem rządzących w 1939 r.?

Byłbym zwyczajnie ostrożny w formułowaniu ostrych oskarżeń. Nasza sytuacja w 1939 była nie do pozazdroszczenia, według zawartych sojuszy wojskowych mieliśmy ledwie dotrwać do momentu pomocy ze strony sprzymierzeńców. Walka na jednym froncie z Niemcami była ponad możliwości polskiego wojska, a co dopiero na dwóch - również z Armią Czerwoną.

W skandalicznym, niemieckim serialu "Nasze matki, nasi ojcowie" AK została przedstawiona jako zbieranina antysemitów i szmalcowników, która wydawała Żydów na pastwę niemieckiego losu. Jak zwalczać takie przekłamania historyczne? Nie dostrzegam tu jakiejś jednej, cudownej recepty.

Gdyby takie remedium istniało, to wszyscy byśmy je stosowali. Wspomniany film i szereg kłamliwych wystąpień to tylko dowód na to, że nie mamy do czynienia z incydentem, a celowym działaniem związanym z prowadzeniem świadomej polityki historycznej. Mówi o tym książka dr Leszka Pietrzaka pt. „Tajna wojna Niemców z Polską”. Trzeba mieć tego świadomość i mówić prawdę o naszych dziejach. Zajmuje się tym m.in. Reduta Dobrego Imienia, która znajduje przykłady przekłamań na temat Polski oraz obraźliwych sformułowań takich jak „polskie obozy śmierci”. Musimy upamiętniać polskie ofiary II w. św. Tak też się dzieje. Ostatnio w Łodzi, tam, gdzie istniało getto, powołano do życia Muzeum Dzieci Polskich – ofiar totalitaryzmu, poświęcone upamiętnieniu obozu koncentracyjnego założonego dla polskich dzieci przez Niemców. Mówienie prawdy o ofiarach jest jedyną metodą na walkę z przekłamaniami: polskie obozy nie istniały, należy zadośćuczynić i pamiętać o ofiarach, również wśród dzieci.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Ehh
Od tej całej martyrologii to już głowa boli.Podpuscilli jednych na długich, tak jak to robią teraz i tyle histori.
Dodaj ogłoszenie